czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Lubelszczyzna, taki zielony Kuwejt

Dodano: 22 stycznia 2009, 21:20
Autor: Paweł Puzio

Lotnisko i ekspresówka do Warszawy nie uczynią z nas drugiego zagłębia Ruhry czy Doliny Krzemowej. Jednak, paradoksalnie, nasze zacofanie przemysłowe jest szansą na rozwój.

Mamy węgiel, gaz i wielki potencjał do produkcji zielonej energii z bioelektrowni. Potrzeba tylko kilku miliardów złotych od życzliwych protektorów w Warszawie.


Żeby nie było niczego

- Tam u was na wschodzie, to macie piękną i nieskażoną cywilizacją przyrodę - takie opinie bardzo często słychać w Warszawie.

Sielanka

Brakuje tylko chłopów odzianych w sukmany. Tylko nikt nie chce pamiętać, że przez kilkadziesiąt lat socjalizmu i prawie 20 kapitalizmu, Lubelszczyzna tonie. Miliardy złotych były i są inwestowane w nierentowne stocznie, kopalnie, drogi - ale na zachód od Wisły. Ba, nawet cukrownie, niegdyś sztandarowe zakłady naszego regionu, znikają z mapy gospodarczej.

Są jednak ludzie, którzy w tym upadku widzą szansę na rozwój. - Nie ukrywajmy: jesteśmy regionem rolniczo-przemysłowym. Zapomnijmy o hutach czy montowniach samochodów, bo tutaj nigdy ich nie będzie - mówi Krzysztof Maciejewski, prokurent w lubelskiej spółce Tempo Sp. z o.o. - Nasza szansa, to bioenergetyka. Mamy potencjał rolniczy, tereny, kadrę. Brak tylko środków i dobrej woli decydentów - dodaje.

Czas ruszać

Spółka ma wizję budowy w najbliższych latach 10 bioelektrowni wytwarzających energię elektryczną oraz cieplną z roślin.

- Pierwsza ma powstać w Przypisówce, w powiecie lubartowskim. Nasz projekt został zakwalifikowany do otrzymania dotacji z narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jak wszytko pójdzie dobrze, to jeszcze w tym roku wybudujemy pierwszą na Lubelszczyźnie bioelektrownię - dodaje Wiesław Brodowski, dyrektor odpowiedzialny za projekt w Tempo. - Niemcy w 2006 roku zbudowali 1200 takich bioelektrowni. Technologia wprawdzie jest droga, ale w ogólnym rozliczeniu bardzo się opłaca.

14 milionów na megawat

Budowa bioelektrowni wymaga dużych nakładów. - Zbudowanie zakładu o mocy 1 megawata to koszt około 14 milionów złotych. Tyle kosztuje grunt i technologia z Niemiec, Austrii lub Danii. Niestety, jest drogo - przyznaje Maciejewski. - Ale od tego nie ma odwrotu. W 2020 roku, czyli za 11 lat, musimy wypełnić unijne wskaźniki udziału energii ze źródeł odnawialnych, według których 20 proc. sprzedawanej w naszym kraju energii musi pochodzić ze źródeł odnawialnych. W przeciwnym razie polska energetyka będzie musiała kupować zielone certyfikaty na giełdzie energii.

A już wiadomo, że tych nie wystarczy dla wszystkich. Polskie elektrownie będą musiały płacić słone kary, które w efekcie znajdą odbicie w rachunkach za energię, jakie przyjdą do naszych domów. Polska Grupa Energetyczna, zajmując się obrotem i produkcją energii, już założyła, że tego wskaźnika nie
wypełni.

Pewna inwestycja

Dlatego pilnie należy szukać alternatywnych źródeł pozyskiwania energii w naszym województwie. Starania w tym kierunku mogą czynić samorządy, poprzez zawiązywanie spółek z przedsiębiorcami czy wykorzystywanie własnych jednostek organizacyjnych - jak choćby przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej. Na ten cel w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego lubelski Urząd Marszałkowskie ma 23 miliony euro do zagospodarowania w latach 2007-2013.

Natomiast przedsiębiorcy prywatni mogą starać się o fundusze min. w Lubelskiej Agencji Wspieranie Przedsiębiorczości - Na przełomie lutego i marca ogłosimy pierwszy konkurs na inwestycje w ramach pozyskania energii odnawialnej. W tym roku mamy do rozdysponowania w naszym województwie 24 miliony złotych - mówi Renata Siwiec, dyrektor Lubelskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. - Możemy partycypować kosztach budowy elektrowni wiatrowej, bioelektrowni nawet na poziomie do 70 proc. wartości inwestycji.

Resztę środków na inwestycję przedsiębiorca musi zapewnić. Tymczasem banki nawet nie chcą słyszeć o udzielaniu kredytów na tego rodzaju cele. - I to jest dziwne, bo bioelektrownia to pewna inwestycja, która zwraca się już po 5 latach - dodaje prezes Maciejewski.

Trzeba znacznie więcej

Tymczasem polskie potrzeby są olbrzymie. Aby spełnić unijne normy, do 2020 roku musi powstać około 300 bioelektrowni. - I tuj jest nasza szansa. Lubelszczyzna może stać się zielonym zagłębiem energetycznym naszego kraju - dodaje Brodowski. - Za pięć lat możemy być zielonym Kuwejtem Europy.

A jest o co walczyć, bo w Polsce jest 1500 gmin rolniczych. Szkoda, żeby znowu zmarnować tę szansę na rozwój, bo nikt nie chce żyć w skansenie Europy.
Czytaj więcej o:
ciekawski
zielony
J-k
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

ciekawski
ciekawski (26 stycznia 2009 o 10:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
KK napisał:
MARNA TA TECHNOLOGIA ,A ANALIZY NIE PRZEDSTAWIONE WYBIÓRCZO JAK W TYM ARTYKULE SĄ DOSTĘPNE W INTERNECIE .Z TEGO CO O TYM CZYTAŁEM NIE JEST TO TAKIE RÓŻOWE., A NAS NA TO PO PROSTU NIE STAĆ ,


Hę? Może jakieś szczegóły (wypowiadając sie na dany temat, wypadałoby podać źródło, bądź konkrety jakiekolwiek). Co jest wybiórcze? Co z tego, że jest to w internecie? Dlaczego nie jest różowe??? Kogo na to nie stać???
Rozwiń
zielony
zielony (26 stycznia 2009 o 10:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
jaguarek napisał:
"1 megawat - 300 hektarów kukurydzy"
Proszę o uściślenie w jakim czasie, bo autor pomylił moc z pracą...
Więc na jak długo wystarczy te 300 ha kukurydzy przy tej mocy elektrowni?



Zbiór sieczki kukurydzianej z 300ha to jest roczne zapotrzebowanie surowcowe dla biogazowni o takiej mocy (1MW).

Czytając "1 megawat - 300 hektarów kukurydzy" - rozumiemy: "1 megawatowa elektrownia potrzebuje 300 hektarów upraw kukurydzy".
Rozwiń
J-k
J-k (23 stycznia 2009 o 10:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Onegdaj na Lubelszczyźnie było setki młynów wodnych. Dlaczego dzisiaj w ich miejscu nie buduje się małych elektrowni wodnych? Dzisiejsze technologie zapewniają bardzo wysoką sprawność turbin i innych urządzeń wykorzystujących nawet niewielkie spadki wodne. Oprócz energii elektrycznej powstanie takich małych elektrowni wodnych mogłoby dać pracę wielu ludziom, poprawiło stosunki wodne (zbiorniki stanowiłyby zabezpieczenie na wypadek zagrożenia powodziowego i suszy) i zwiększyło atrakcyjność turystyczną regionu. O budowanie takich elektrowni od wielu lat walczy wielki społecznik i znakomity dziennikarz Stefan Bratkowski. Mówi on, że największym przeciwnikiem budowania takich małych elektrowni wodnych jest energetyczne lobby. Może warto jednak pomyśleć o budowie takich elektrowni? Chyba nie ma bardziej ekologicznego sposobu wytwarzania energii elektrycznej.
Rozwiń
Parias
Parias (23 stycznia 2009 o 10:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A gdzie pozyskiwanie energii geotermalnej?! Przecież ponoć 80% powierzchni Polski ma doskonałe warunki na tego typu realizacje! To jest dopiero czysta energia. Czy nie można tego wykorzystać- w dodatku za pieniądze unijne - przecież są dotacje i priorytety na tego typu realizacje. Nie dość że byśmy mieli ciepło to i prąd - i to bez żadnych emisji czy jakiś strasznych technologii - za które trzeba np: Niemcom płacić. oni tylko pilnują żeby za program ekologicznej gospodarki IM płacić.
Rozwiń
KK
KK (23 stycznia 2009 o 09:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
MARNA TA TECHNOLOGIA ,A ANALIZY NIE PRZEDSTAWIONE WYBIÓRCZO JAK W TYM ARTYKULE SĄ DOSTĘPNE W INTERNECIE .Z TEGO CO O TYM CZYTAŁEM NIE JEST TO TAKIE RÓŻOWE., A NAS NA TO PO PROSTU NIE STAĆ ,
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

18-20 sierpnia
komentarze (0)0
polubienia (1)1
17-08-2017

18-20 sierpnia

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!