sobota, 10 grudnia 2016 r.

Magazyn

Ludwik w służbie Puław

Dodano: 17 lipca 2003, 13:00

Niewiele pomników z minionej epoki miało szczęście i przetrwało ostatnie przemiany ustrojowe. Zawirowań politycznych i walenia młotem cudem uniknął monument twórcy „Wielkiego Proletariatu” – Ludwik Waryński. To, że stoi do dziś w Puławach, zawdzięcza swoim związkom z tym miastem.



d
Ludwik, choć jest wyjątkowo smukły, okazał się bardziej żywotny niż słynny mur berliński. W przeciwieństwie do tamtej budowli i bez uszczerbku w swoim wyglądzie przestał rok 1989 i burzliwe lata następne.
Niemy świadek epoki
Zmieniają się władze, a Waryński wciąż trwa. Być może dlatego, że od bieżących wydarzeń ma stale odwróconą głowę. W drugiej połowie lat 60. obserwował dynamiczny rozwój miasta i barwne pierwszomajowe pochody. Za Gierka zerkał na ZURT i pobliski „Pewex”, gdzie sprzedawano deficytowe towary w tzw. eksporcie wewnętrznym. W stanie wojennym widział przejeżdżającą ul. Lubelską kolumnę czołgów, skierowanych do pacyfikacji „Azotów”. W tym czasie kamienny żołądek Ludwika, podobnie jak większości Polaków, coraz bardziej przyrastał do kręgosłupa. Smucił go widok pustych półek, które zapełniła dopiero reforma Balcerowicza. Wtedy zrozumiał, jakimi regułami rządzi się kapitalizm. Rozczarowanie nowym ustrojem odczuł nadspodziewanie szybko. Położony sto metrów dalej pomnik armii radzieckiej usunęła miotła historii. Od tamtej pory Ludwikowi doskwiera samotność i brak ideologicznego towarzystwa.
W kolejce do szaletu
Pod koniec przyszłego roku przypada 40. rocznica odsłonięcia Waryńskiego. Wszystko wskazuje na to, że spędzi ją w samotności, bez oficjalnych przemówień i bukietów z czerwonych goździków. Już z chwilą odsłonięcia, monument Ludwika uważany był przez puławian za pomnik brzydoty. Wywołał wśród mieszkańców istną burzę. Wiele mówiono o nim w sensie negatywnym. Najczęściej naigrywano się, że obiema rękoma trzyma się za... przyrodzenie, bo nie chce popuścić przed wejściem do pobliskiego szaletu. „Byłem zadowolony, że ta rzeźba parkowa stała się bodźcem do dyskusji na temat plastyki. Dobrze, bowiem jeżeli ludzie mówią, to wiedzie do rozwoju” – tak wypowiadał się autor pomnika, Adam Procki, na łamach „Naszych Spraw”. **
Tymczasem młodzi, puławianie na swój sposób starają się od czasu do czasu przypominać starszemu pokoleniu, że nostalgiczny Ludwik wciąż trwa na posterunku. Jedno jest pewne. Waryński nie wybiera się z Puław do Muzeum Socrealizmu w Kozłówce. Jego twórca zrealizował go bowiem w zupełnie innej rzeczywistości. Inaczej mówiąc, sklonowana wersja rewolucjonisty nie przybrała cech dzieła socrealistycznego.
Happy Ludwiś
Pomnik Ludwika od początku był obiektem kpin. Od czasu do czasu dla żartów przyodziewano go w kufajkę i beret z antenką. W czerwcu, 2000r. twórcą Proletariatu zainteresowali się wandale. Bezmyślnie oblali jego pomnik czarną farbą. Czerwoną wymazali mu ręcę i okolice krocza. Sprawujący bezpośrednią opiekę nad pomnikami w mieście, pracownicy firmy „Komunalnik” szybko oczyścili rzeźbę. Przywracając jej pierwotny wygląd, pokryli całą postać cienką warstwą cementu. Potem przez jakiś czas znów było o nim cicho. W Dniu Dziecka br. kilku żartownisiów udekorowało Ludwika... różowym papierem toaletowym! Akty wandalizmu dokonywane na puławskich pomnikach nie należą do rzadkości. W 1999r. na tym samym skwerze, na którym stoi Waryński, zniszczony został fragment pomnika „Matki Polki”. Kobiecie trzymającej na kolanach dziecko, puławscy bezmózgowcy najpierw je utrącili, a później ukradli. Do poszukiwań berbecia włączyła się policja. Po kilku miesiącach odnalazł się brakujący fragment rzeźby. Po gruntownej renowacji kamienne dziecko wróciło na łono zmartwionej rodzicielki.
Zszedł na suchoty
Unikalny w skali kraju pomnik Waryńskiego w niektórych kręgach zalicza się do tzw. „niesłusznych monumentów”. Jego autorem jest warszawski rzeźbiarz Adam Procki, twórca m.in. słynnego pomnika „Powstanie”. Kamienny posąg najwybitniejszego przedstawiciela pierwszego pokolenia polskich rewolucjonistów został wzniesiony z inicjatywy Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Upamiętniono w ten sposób związki Waryńskiego z Puławami. Odsłonięty został 18 grudnia 1964 r., w siedemdziesiątą rocznicę twórcy „Proletariatu”. Przecięcia wstęgi dokonał Władysław Koma, sekretarz Komitetu Powiatowego PZPR. Współzałożyciel pierwszych kółek socjalistycznych w Królestwie Polskim, w latach 1877-1878 studiował w puławskim Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa. Mieszkał m.in. na Marynkach. Cztery lata później założył pierwszą rewolucyjną partię socjalistyczną polskiej klasy robotniczej. Za to, że toczył walkę z caratem, zwalczał nacjonalizm w szeregach klasy robotniczej i głosił potrzebę współdziałania z ruchami rewolucyjnymi za granicą został osądzony w 1885 r. Trafił na 16 lat katorgi do Szlisselburga. Zmarł na gruźlicę 4 lata później. O jego wpływie na młodzież tak pisali współcześni mu przeciwnicy ideologiczni. - Oddziaływać tu poczęły jednostki silne, śmiałe, pełne zapału, lecz całkiem oddane idei socjalistycznej. Taki L. Waryński ślepo oddany jest tej idei*
Niezmienny patron
Pomnik przedstawia Waryńskiego przed sądem. Jego dłonie skute są kajdanami. Głowę ma odwróconą, by nie patrzeć w oczy swoim katom. Wieść niesie, że do pomnika pozował artyście nieżyjący już Marian Kuśmierowski. Znana to postać wśród starszych mieszkańców. Dla wielu, podobieństwo rzeźby z cokołu i rodowitego puławianina było niezaprzeczalne. Kilkumetrowy posąg znajduje się na Skwerze Niepodległości tuż obok szaletu miejskiego. Dziś wiele osób zadaje sobie pytanie, co było pierwsze: skuty kajdanami Ludwik czy publiczny wychodek. Oba obiekty od lat stanowią bardzo zabawne uzupełnienie tzw. małej architektury Skweru. Imię rewolucjonisty w 1949 r. otrzymała przedwojenna ulica Sądowa. W Puławach wszystkie nazwy ulic, które kojarzyły się z byłym ustrojem, zostały już dawno zmienione. Dotychczas nie znalazł się nikt, kto nazwisko Waryńskiego, ze względów ideologicznych, odważyłby się zastąpić jakimś innym. Wielu puławian, z którymi rozmawiałem na ten temat, uważa zresztą, że przeszłości, jaka by zła nie była, nie powinno się wymazywać z kart historii.

Przypisy
* T. Chwalibóg „Wspomnienia Puławskie” – Warszawa 1933 r.
** „Nasze Sprawy” 16-31 marca 1976 r. – art. „Kartki z niedawnej przeszłości miasta” Józef Trześniak
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO