wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Ludzie bez marzeń

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 grudnia 2007, 17:18

Pani wie, co się wyrzuca do śmieci? Te spodnie, kurtka, sweter. A meble jakie cudne! Toż to prawdziwe antyki. Tylko po co nam one?

Gdzie my je postawimy? Na ulicy, na dworcu? Ech... Ludzie naprawdę nie doceniają tego, co mają...

Syn mnie kiedyś zabierze

Każdy z nich ma kogoś bliskiego. - Syn mieszka w Lublinie. Dwie superwnuczki także - opowiada Lech. - Czasem ich odwiedzam. Wtedy słyszę od syna, że ma już dosyć tej mojej tułaczki. Że lada moment zabierze mnie do domu. Tylko muszę poczekać, aż się rozbuduje. Przecież nie będę im się ładować na głowę.

Z żoną kontaktów nie utrzymuje. Nie chce, nie czuje takiej potrzeby.
Kazimierz ma córkę i syna. - Wszyscy bardzo dobrze wykształceni - zachwala swoje dzieci. - Tyle że nie widziałem ich od pięciu lat. Bardzo, bardzo chciałbym do nich pojechać na święta. Mieszkają w Kraśniku. A ja nie mam jak się do nich dostać. Tęsknię za nimi niezmiernie.

- Czy pójdę do syna na święta? Nie wiem. Nie wiem, czy mnie zaprosi - mówi Lech.
Jak nie zaprosi, to zostanie na ulicy. Tak jak każdego innego dnia. Najpierw, jak wszyscy inni, wyjdzie rano na miasto. Zwiedzi kilka śmietników, pozbiera trochę puszek. Później wszyscy ustawią się w kolejce do samochodu, który w każdy weekend przyjeżdża na lubelski dworzec PKP. To młodzież z Akademii Wolontariatu, działającego przy kościele Świętego Ducha. Przywożą gorący posiłek, kanapki, herbatę. W Wigilię też coś zorganizują.

Część z nas zamarznie

- Jest ta pani, która zawsze przyjeżdża? - dopytuje się jeden z bezdomnych o Martę Tarnowską, opiekunkę akcji "Gorący posiłek”. Kobiety wyjątkowo nie ma. - Chciałem jej tylko powiedzieć, że wyszedłem na prostą. Rzuciłem picie, znalazłem sobie pokój z kuchnią, mam też pracę. A że ta pani tak mnie namawiała do ustatkowania się, to uznałem, że muszę jej powiedzieć, o tym, co udało mi się zrobić.

Lech nie ma takich dobrych wiadomości. - Niedługo pojawią się informacje o tym, że w naszym województwie zmalała liczba bezdomnych. W jaki sposób? Bo kilkudziesięciu z nas zamarznie. Bo z bezdomności samemu się nie wychodzi - mówi zrezygnowany.

Lech mówi też, że część bezdomnych nie chce znaleźć pracy. Czasem w lecie pod dworzec podjeżdżają samochody. Kierowca opuszcza szybę i proponuje pracę, za dniówkę plus nocleg i wyżywienie. - Ale myśli pani, że ktoś się rusza? Gdzie tam. Wszyscy siedzą i udają, że nie słyszą - opowiada.

Bezdomne romanse

Zimno to coś, czego boją się najbardziej. Kiedyś próbowali grzać się przy dworcowych kaloryferach. Teraz boją się tam wchodzić. - Bo nas wyganiają - żali się Kazimierz.

- To gdzie mamy iść? No niech pani powie? Jak człowiek bez domu, tanim kosztem może się zagrzać? - dopytuje się Lech. - Alkoholem. Pozostaje nam tylko pić.

Mężczyźni śpią w jednym miejscu. Kobiety w innym. - Mówimy, że baby znajdują się w kobylarni - rechoczą mężczyźni.

Odwiedzać ich tam nie mogą. Bo stoi ochroniarz i nie wpuszcza. Ale czasami zdarzają się takie bezdomne romanse.

- Ale nie to nam w głowie - mówi Lech i Wojtek. - Najważniejsze, żeby było coś do jedzenia, i żeby było ciepło. Choć jak jest kryzys, to jeden bezdomny, drugiemu bezdomnemu nie da zginąć.

O tym, że brakuje im domu i rodziny, nie mówią. Chyba nawet za tym nie tęsknią.
Marzenia? -Tego to my już nie mamy - mówi Kazimierz. - Nie dość, że my tacy starzy, to jeszcze bezdomni. A to wyklucza marzenia.

- Na marzenia mogą sobie pozwolić ci, którzy mają czyste sumienie i nie boją się kary - twierdzi Wojtek. - My do nich nie należymy.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!