środa, 7 grudnia 2016 r.

Magazyn

Łuny nad Kozicami

Dodano: 16 maja 2002, 18:00

W Wielki Czwartek, jakieś 50 metrów od tablicy z nazwą miejscowości Kozice Dolne, spłonęła kolejna stodoła. Zostały tylko murowane słupy zwęglona brama i resztki drewnianych ścian z jednej strony. Jeszcze trochę namokniętej podczas akcji ratunkowej słomy. Dotąd wkoło czuć spaleniznę

- Nie było żadnych powodów, nikt do mnie, ani ja do nikogo nie mam złości. Kto mógł mi zrobić taką krzywdę? - zastanawia się wciąż Janusz Borowiec - właściciel spalonej stodoły. Tego nie mógł zrobić normalny człowiek. To było o dziewiątej wieczorem, sąsiad jeszcze nie spuścił psów z łańcucha. Kto o tym mógł wiedzieć? Na pewno nie obcy. Nikt z nas jeszcze nie spał. Zdążyłem wyprowadzić ciągnik, prasa już spłonęła. Tylko dzięki temu, że nie było wtedy wiatru, ocalał dom i obora. Nie umiemy z tym żyć, nie mogę na to patrzeć.
To był już szósty pożar w tym roku. W Kozicach od 4 lat płoną stogi, opuszczone domy, a ostatnio stodoły, narasta strach i nieufność nawet wobec najbliższych sąsiadów. Każdy zastanawia się, kto następny padnie ofiarą szaleńca. Już nie chcą rozmawiać z policją, nawet nie pilnują swego dobytku razem, grupami jak kiedyś, tylko każdy sam, cichcem, z ukrycia.

Gdy nadchodzi noc

Najlepiej byłoby, gdyby dzień nigdy się nie kończył. Bo noc to koszmar. Nie ma spania, wystarczy, że zaszczeka pies albo w okno błysną światła samochodu.
- Zrywamy się w strachu, że to kolejna łuna - mówią stojący na przystanku. Nikt nie chce się przedstawić, każdy się boi.
- Cała wieś w strachu. Nikt nie wie, kiedy znów wybuchnie pożar. Sam to przeżyłem niedawno - mówi sołtys Wiesław Wesołowski. - Trzy tygodnie wcześniej podpalono naszą sąsiadkę. Też wieczorem. Już się położyłem. Córka usłyszała, jak eternit strzela. Osmaliło tył mojej stodoły. Tylko dzięki temu, że mam własną bieżącą wodę, nasze budynki udało się uratować. U sąsiadki spłonęła stodoła ze słomą, wóz i narzędzia rolnicze. Kiedyś paliły się tylko sterty, potem puste domy. Teraz podpalane są stodoły. Już nawet sprzętu ludzie starają się w nich nie trzymać. Byliśmy z sołtysami u burmistrza Piask, który apelował, żeby współpracować z szukającymi sprawców.
Ludzie są tak zdeterminowani, że mówią o samosądzie. Inni studzą te zapały: To robi ktoś nie ze złości, raczej z choroby. Ale boją się wszyscy.
- Co z tego, że jestem zawodowym strażakiem, w odległym Świdniku, mówi Zdzisław Baran, komendant miejscowej straży ochotniczej. - Jadąc tam na nocny dyżur, mam takie same obawy, jak inni. Do OSP należy tu 34 mężczyzn, blisko połowa mieszkających we wsi. Okazuje się, że i to za mało. Nawet samochodu, wymagającego już remontu, boimy się dać do warsztatu. Bo a nuż będzie potrzebny? Sposoby podpaleń są różne. W Kozicach Górnych znaleziono pudełko zapałek z tlącym się w nim papierosem. Tu po osmoleniach widać wyraźnie, że stodołę podlano łatwopalnym płynem. Co z tego, że przyjeżdża policja, jak

ludzie boją się mówić.

Opinie na temat pracy policji są rozbieżne. Jedni mówią, że funkcjonariusze nic nie zrobili przez te wszystkie lata i tylko po każdym pożarze pytają miejscowych... kto to zrobił. Inni uważają, że z powodu psychozy strachu, jaka się tu wytworzyła, niewielkie są szanse na ujęcie sprawcy. Nikt nic nie powie, nawet jak ma podejrzenia, bo się boi. Na dodatek - twierdzą rozgoryczeni - nasze prawo bardziej chroni podpalaczy niż ich ofiary. Dwóch osądzono, ale już są na wolności. Wyroki nie odstraszają - były niewielkie. Zresztą nie wystarczy wiedzieć, kto to zrobił. Trzeba jeszcze mieć niepodważalne dowody. A o te trudno - ogień niszczy ślady. Miejscowi odgrażają się, że nie będą się oglądać na sądy; sami wymierzą sprawiedliwość schwytanemu na gorącym uczynku sprawcy.

Staramy się

- Robimy w tej sprawie wszystko, co należy i wiemy już wiele - mówi Grzegorz Hołub, zastępca komendanta powiatowego policji w Świdniku. Staramy się. To dochodzenie ma priorytet, jest naszym oczkiem w głowie. Ale dla dobra sprawy nie będę relacjonował przebiegu. Na to, że dopiero zmierza do finału, nakłada się kilka czynników. Sprawa jest złożona, nie dotyczy jednego motywu ani jednego sprawcy. Gdy aresztowaliśmy pierwszego sprawcę po serii szesnastu pożarów, przez jakiś czas był spokój. Potem stodoły znów zaczęły płonąć, i to w terminach zbliżonych do dat kolejnych rozpraw. Gdy sprawcę wypuszczono na wolność, pożary się skończyły. Ale tylko na jakiś czas. Pamiętajmy, że ogień jest tradycyjnym środkiem wiejskich porachunków - to jedno. Drugie: podpalano w różny sposób. Trzecie: zmienione prawo nie ułatwia nam pracy. Teraz podpalenie nie jest już zbrodnią i wyroki są duże. No i wreszcie: wiedzieć to jedno, a udowodnić czyn - to drugie. Dwaj osądzeni w pierwszym etapie są już na wolności.
Ale nie tylko od nas zależy bezpieczeństwo mieszkańców, choć potwierdzają się nasze kolejne podejrzenia. Także od nich samych...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO