wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Macewy zamiast osełek

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 grudnia 2007, 17:06

Na kockim kirkucie najważniejszy jest grób cadyka Menachema Mendela, który całymi dniami czytał mądre księgi i co godzina sprawdzał zegar.

Przy grobie rosną trzy drzewa. Pod drzewami stoją osełki. Osełki wcześniej były macewami pobożnych Żydów. Najpierw Niemcy kazali je wywozić furmankami, gdzie szły na utwardzenie drogi. Potem Polacy je z ziemi wybierali i przerabiali na osełki w kształcie koła.

O dziesiątej rano zimne słońce stara się zajrzeć do dziesięciobocznej wieżyczki, sterczącej nad rozległym domem. W wieżyczce mieściła się izba kockiego cadyka. Maria Kowalewska mieszkała w tym domu przez 17 lat. - Ale nigdy nie udało mi się wejść na górę, gdzie żył Menachem Mendel. Za to w nocy słyszało się szuranie i czyjeś kroki - mówi kobieta, która zbiera pamiątki po Żydach.

Siedzimy w jej małym mieszkanku pełnym książek, świeczników, naczyń i garnków. Pijemy herbatę. Jemy placki z mąki i sera; takie same, jakie pobożni Żydzi jadali w chanukowe święto.

- Za chwilę coś wam pokażę - mówi Maria i wychodzi do drugiego pokoju. Przynosi dwa małe bączki. - Rozkręcało się na je stole i wirowały z radości - dodaje Kowalewska. Bączki leżały w ziemi koło kirkutu. Jak ułamki macew, łyżeczek, ksiąg.

Patrzę na dziecięcą zabawkę wielkości połowy pocztowego znaczka. Trudno z niej odczytać żydowski świat, który zniknął z Kocka.

Z tym światem jest jak z pustym żydowskim kramem, przy którym stoi Żyd. Ktoś pyta: Twój kram jest pusty. Nie ma w nim towaru? A stary człowiek odpowiada: Ja sprzedaję wiarę.


Kobiecy śpiew

Menachem Mendel przyjechał do Kocka w 1829 roku z Tomaszowa. W Kocku przywitano go kamieniami.

"Jedno jest pewne: ci ludzie nie są obojętni wobec spraw najważniejszych” - powiedział cadyk i pozostał tu aż do śmierci.

Cadyk Menachem Mendel w odosobnieniu przeżył 20 lat.

Drzwi do izdebki w wieżyczce zostały zamurowane. - Przez specjalny otwór w drzwiach raz dziennie podawano mu talerz zupy - opowiada Kowalewska.

Z cadykiem związana jest legenda.

Cadyk przez 24 godziny studiował księgi. I co godzina sprawdzał czas. Kiedy ustawiał wskazówki na godzinie, w izbie rozlegał się kobiecy śpiew. Ponoć zrobił go nieszczęśliwy zegarmistrz z Proskurowa. Nieszczęśliwy, bo jego narzeczona zmarła młodo. A zegar był taki niezwykły, bo zegarmistrz zaklął w jego sercu śpiew narzeczonej. O tym zegarze napisała Hanna Krall.

Cadyk Mendel przed śmiercią wyznał swojemu uczniowi, że przez swoje całe ponure życie ciężko grzeszył, słuchając kobiecego śpiewu.

- A ja słyszałam, że kazał sobie przynieść okrągły kamień. Skinął ręką. Z kamienia wytrysnęło źródło, żeby cadyk mógł dokonać kąpieli - opowiada Diana Czarnecka z miejscowego gimnazjum. W gimnazjum uczy historii Paweł Szczotka. Razem z uczniami szuka zaginionych macew.

Jeden ohel, kilka macew

Kiedy cadyk Mendel zmarł, na kirkucie wystawiono mu ohel - bielony budynek, kryjący grób mędrca.

Dziś do tego grobu pielgrzymują Żydzi z całego świata i w specjalnej skrytce zostawiają skrawki zapisanego papieru, na których proszą cadyka o wstawiennictwo.

Myśli z karteczek unoszą się pod niebo.

- Tak, jak latawce - nauczał cadyk w takiej przypowieści: "Pewnego razu chłopiec wyszedł z ojcem w pole, aby puszczać latawca. Chłopiec trzymał sznurek, a latawiec unosił się wysoko. Ojciec na chwilę odszedł, a gdy wrócił, chłopiec ciągle trzymał w ręku sznurek. Tymczasem latawiec uniósł się wysoko w niebo, tak wysoko, że nie było go widać. Ojciec zapytał syna: Gdzie latawiec? Wysoko nad nami, na niebie - odrzekł chłopiec. Nie widzę go -- powiedział ojciec. Skąd wiesz, że latawiec tam jest? Ponieważ - odpowiedział chłopiec - czuję, jak ciągnie mnie w górę”.

Roman Stasiak, który opiekuje się kirkutem mówi, że ohel dobrze się trzyma. Gorzej było z macewami, pionowymi nagrobkami, które swoim kształtem nawiązywały do bramy, symbolu przejścia z życia ziemskiego do życia w innym świecie. Często nagrobki były malowane, ślady polichromii do dziś przetrwały na wielu macewach.
- Najpierw za macewy wzięli się Niemcy. Po wojnie na cmentarz wjechał ciągnik i zaczął wyrywać z ziemi macewy. Na zaoranym kirkucie posadzono drzewa. Kamień poszedł na drogi. Cadykowi pług nie dał rady - opowiada Stasiak.


Z kirkutu na lotnisko

Maria Kowalewska zbiera opowieści starych ludzi. - Dowiedziałam się, że Niemcy kazali Polakom wyrywać macewy z grobu, ładować na furmanki i wieźć na szosę, prowadzącą do lotniska w Maryninie. Jak się jedzie na Radzyń Podlaski - opowiada Maria.

swoim odkryciu powiedziała Pawłowi Szczotce, nauczycielowi historii w miejscowym gimnazjum. Ten opowiedział to swoim uczniom.

Zaczęli pytać dziadków o macewy. Coś słyszeli.

Aż jeden z uczniów powiedział, że ma przy oczku wodnym kamień do ostrzenia. Na kamieniu widnieją jakieś hieroglify.

- Pojechaliśmy. Przywiozłem macewę do szkoły. A raczej to, co z niej zostało, czyli osełkę - mówi Szczotka.

Po drodze na lotnisko były bagna. Macewy spadały z furmanek. Po wojnie zaczęły wyłazić z ziemi.

Na koło do ostrzenia były w sam raz.
Jedna, druga, trzecia...
Kamień był dobry, iskry szły podczas ostrzenia na całego.

Są już na miejscu

Idziemy na podwórko Antoniego Nakoniecznego. Siadamy w izbie. Antoni opowiada o szwagrze, który woził macewy Niemcom.

- Jedna mu spadła. Potem po nią wrócił i przywiózł tu. Zaraz panu pokażę - mówi. Zanim pójdzie, pokazuje na widok za płotem.

- Tam nad Tyśmienicą Niemcy wystrzelali Żydów. Schowali się w stogach siana. Żal było patrzeć, jak poszedłem - dodaje.

Prowadzi pod płot. A tu opa-rte o sztachety koło z hebrajskim napisem.
Kolejna osełka.

Razem z Dianą Czarnecką, wnuczką Antoniego i Pawłem Szczotką zabieramy osełkę na kirkut.

Układamy koło tych, które już leżą pod wysokimi drzewami.

Znów są na miejscu.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!