wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Macie psa na pożarcie!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 lutego 2003, 16:41

Macie psa na pożarcie! – takimi słowami klawisz przedstawił byłego policjanta pozostałym więźniom. Skazany sam się sobie dziwi, że nie zwariował. Wielokrotnie używał pięści, żeby za kratkami walczyć o swoje. Po wyjściu z więzienia znalazł się w jeszcze większym dołku psychicznym. Ale, jak sam twierdzi, ma to, na co zasłużył...



Marek W. (imię i nazwisko znane redakcji) siedział za usiłowanie zabójstwa. Dostał 6 lat. W listopadzie wyszedł po odsiedzeniu 2 lat i 2 miesięcy. Odwołał się od wyroku. Pod koniec lutego sąd zdecyduje, czy ponownie wysłać go za kratki.
12 lat nosił mundur
– najpierw milicyjny, potem policjanta. Miał najgorsze rejony w Lublinie – Stare Miasto, Lubartowską. Pił. Kazali mu odejść. Nie chce o tym mówić. Ani o tym, za co został skazany.
Najpierw trafił na ul. Południową w Lublinie.
– Rozpoznano mnie już na pierwszym spacerze. W każdym więzieniu jest skazany, który wie wszystko o nowych więźniach. Tym żyje...
Żeby nie drażnić pozostałych współwięźniów, zrezygnował ze spacerniaka.
– We wszystkich zakładach karnych widok spacerującego policjanta- więźnia wywołuje agresję – tłumaczy. – Najczęściej jest to skandowanie chórem obelżywych słów pod jego adresem. Trwa to często kilkadziesiąt minut. Jest to forma psychicznego wyniszczania człowieka. Kilkuset więźniów staje w oknach i głośno krzyczy: „K... – pies” !
Najgorzej było w Kielcach.
Po wejściu do celi stanął oko w oko z więźniem, którego kiedyś, w latach 80, spałował podczas strajku. Tamten poznał go. Sam siedział za pobicie...policjanta. Po kilku dniach Marek nie wytrzymał.
– Nie mogłem dłużej słuchać jego zaczepek. – mówi. – Strzeliłem go ze łba. Upiekło mi się jednak. Przenieśli go z mojej celi po tym, jak okradł i pobił strażnika.
Później jego współlokatorem był psychicznie chory.
– Spał nade mną. – przypomina sobie były policjant. – Każdej nocy wstawał dwadzieścia razy, żeby umyć zęby.
W Tarnowie był w celi z byłym policjantem, który dostał 25 lat za zabójstwo. Kilka razy ratował mu życie.
– Facet załamał się kompletnie – mówi. – Ciągle podcinał sobie żyły. Jak go widziałem ostatnim razem, to mówił, że obetnie sobie ręce. Mnie wrzucili do celi, przedstawiając tak innym więźniom: „Macie psa na pożarcie!” Potem mnie przenieśli...z jednej pryczy na drugą. Ale nigdzie nie dałem sobie w kaszę dmuchać. Straciłem tylko kilka zębów...

Mundurowi powinni siedzieć oddzielnie
Według regulaminu wykonania kary pozbawienia wolności lub tymczasowego aresztowania skazany mundurowy powinien przebywać w oddzielnej celi.
– Chyba, że nie zgłosi tego służbom więziennym – mówi kpt. Marek Sierociuk, rzecznik prasowy Aresztu Śledczego w Lublinie. – Nie zawsze wiemy, kto jest kto. Te same zasady dotyczą skazanych za przestępstwa polityczne i religijne. Takich przypadków nie było jednak od wielu lat.
Według więziennych zwyczajów, skazany pracownik zakładu karnego nigdy nie może przebywać w tym zakładzie, w którym pracował. Wysyła się go innego zakładu.

– W więzieniu doszedłem do wniosku, że nigdy nad nikim nie należy się litować, podawać ręki, ale być po prostu sk.... I niech pan nie wierzy, że więzienie kogokolwiek zmieni. Jeżeli już – to na gorsze. A jeśli idzie o skazanych policjantów, to
nawet pedofil ma w więzieniu lżej.
„Pies” jest dla więźniów psem. Można go gnoić. „Psa” nie wysyła się nawet do pracy w kuchni, bo inni wrzuciliby go do kotła. Widziałem w Kielcach, jak na spacerniaku więźniowie rzucili się znienacka na „psa”. Nie bali się konsekwencji. Byle mu dokopać...

To mit
Według pracowników zakładów karnych złe traktowanie skazanych policjantów to mit.
– Mogę się założyć, że gdyby policjant siedział razem z innym skazanym, to dogadaliby się – uważa jeden z pracowników. – Za kratkami nie liczy się żadna hierarchia. Liczą się pieniądze. Kto je ma – ten ma kolegów. Policjant z portfelem i gestem to dla wielu taki sam kompan jak pozostali, których stać na zakupy w więziennej kantynie.

Sam sobie jestem winien
Po wyjściu na wolność bał się, jak go przyjmie rodzina. Gonił do domu jak na skrzydłach. Przez dłuższy czas nie wychodził z mieszkania. Bał się. Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić.
– Przyjęli mnie dobrze – mówi. – Teraz szukam jakiegokolwiek zajęcia. Mam skromną rentę. Jestem w dołku. Przegrałem swoje życie. Ale cóż – sam sobie jestem winien...



Tylko żon i dzieci żal
W lubelskim areszcie śledczym przebywa obecnie czterech skazanych policjantów. Dwóch z nich siedzi razem, dwóch w oddzielnych celach.
– Najwięcej mundurowych, którzy przewijają się przez nasz areszt, to żołnierze służby zasadniczej – mówi M. Sierociuk. – Nie mamy z nimi problemu. Siedzą za pospolite przestępstwa. Skazani policjanci charakteryzują się tym, że potrafią walczyć o swoje. Powołują się przy tym na przepisy i starają się znaleźć w nich luki. Wiedzą, że muszą wykonywać polecenia, że odmowa ich wykonania grozi konsekwencjami. Tak jak na służbie, kiedy nosili mundur.
– Sami sobie wybrali taki los – mówi jeden ze strażników. – Jeżeli już kogokolwiek żałować, to ich rodzin i dzieci. One niczemu nie zawiniły. A że skazani się żalą? Takie ich prawo. Tu nie ma niańczenia. Ale szlag mnie trafia, kiedy mówią o złym traktowaniu. Czy pan wie, że skazany, który nie pali, może zażądać celi z niepalącymi? I musimy jego żądanie spełnić...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!