wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Mafia paliwowa po lubelsku

  Edytuj ten wpis
Dodano: 11 września 2008, 19:14

I nie tylko lubelskiej, bo "nasi” dostawcy lewego paliwa zaopatrywali kontrahentów ze Śląska. A ci mieli kolejnych wspólników.

Skończyło się na oskarżeniu kilkudziesięciu osób. - Śledztwo zapoczątkowane doniesieniem tego kierowcy doprowadziło do ujawnienia dziewięciu grup przestępczych - mówi prokurator lubelskiego oddziału prokuratury krajowej, wyspecjalizowany w rozbijaniu paliwowej mafii.

Agencja ochrony i lewe paliwo

Henryk M. miał prawo się zdenerwować, bo na stacji paliw w Lublinie, należącej do Marka W., kupił aż półtora tysiąca litrów oleju. Przewoził towar klientowi. Silnik jego volvo przerwał pracę. Rozgrzał się, a z rury wydechowej leciał gesty dym.

Policja zabezpieczyła paliwo na obu stacjach Marka W. Zbadało je laboratorium Orlenu. Paliwo nie trzymało norm, a jego używanie mogło doprowadzić do uszkodzenia aparatu wtryskowego układu zasilania.

Dostawcą paliwa do stacji Marka W. była… firma ochroniarska Leona Z. z Lublina, jak się potem okazało, główne ogniwo lubelskiej "paliwówki” i superhurtownia dla mniejszych odbiorców. Jak wskazywała nazwa "Agencja Bezpieczeństwa”, firma zajmowała się ochroną mienia i osób. Paliwem zaczęła handlować w 2001 roku. Tę część działalności pod osobistą pieczą miał sam prezes Leon Z. W paliwowe interesy wciągnął go Andrzej Z., który w tej branży działał już od dawna.

Leon Z. zmiękł podczas śledztwa, dzięki czemu udało się odsłonić mechanizmy działania paliwowej mafii i dotrzeć do jej kolejnych ogniw.

Mieszali jak popadnie

A mechanizm był taki: Agencja ochroniarska wiosną 2001 r. zaczęła sprowadzać z Białorusi i Litwy produkty paliwowe: oleje bazowe, mieszaniny węglowodorów aromatycznych i inne produkty ropopochodne. Odsprzedawała je wspólnikom, którzy produkty blendowali czyli mieszali. To były właśnie te odrębne grupy przestępcze, które dalej działały już na własną rękę. Niektóre miały swoich chemików i wymieszane przez nich paliwo nadawało się do wlania do baków.

Interes się opłacał, bo komponenty można było sprowadzić z zagranicy znacznie taniej niż gotowe paliwo.

Musieli wiedzieć

Na Lubelszczyźnie przeważali jednak domorośli blendownicy, którzy potrafili co najwyżej dodać rozcieńczalnika, aby sprzedawana ciecz nie różniła się za bardzo od oryginalnego paliwa. Na koniec wyblendowane komponenty trafiały do stacji paliw - ostatniego ogniwa w przestępczym łańcuszku.

Czy ich właściciele mieli świadomość, że kupują a potem sprzedają lewe paliwo.

- Jeśli ktoś im przywoził paliwo tańsze więcej niż 15 groszy na litrze niż w Orlenie, to musieli wiedzieć, że legalne ono nie jest - powiedział w śledztwie jeden ze świadków zorientowany w branży paliwowej.

Cuda w fakturach

Firma ochroniarska szybko stała się jednym z większych na Lubelszczyźnie importerów produktów ropopochodnych, choć nie miała żadnych magazynów ani środków transportu. Kontrahenci odbierali paliwowe komponenty wprost z przeładunkowych baz granicznych. Blendowali i sprzedawali.

Przekrętowi towarzyszyło tworzenie fałszywej dokumentacji księgowo-finansowej. Bo z dokumentów musiało wynikać, że komponenty paliw gdzieś się rozpływają a w ich miejsce pojawia zwykły olej i benzyna.

- Zakładano sieć firm, które rzekomo odsprzedawały sobie komponenty, wystawiały fałszywe faktury, tak żeby taki towar "zgubić” w dokumentacji - mówi prokurator prowadzący śledztwa paliwowe.

Łańcuszek

Z grubsza wyglądało to tak: Firma ochroniarska wystawiała fakturę na sprzedaż komponentów. Odbiorcą była firma, która rzeczywiście funkcjonowała. Ta już odsprzedawała fikcyjnie towar firmie zarejestrowanej na słupa, podstawioną osobę, do której trudno będzie kiedykolwiek dotrzeć. Na koniec ze sfabrykowanych kwitów wynikało, że komponenty zostały sprzedane anonimowym indywidualnym odbiorcom. I po komponentach nie było śladu. Za wszystkim stała ta sama grupa osób, która w rzeczywistości wprowadzała je do sprzedaży jako paliwo. Firmy słupy szybko były wyrejestrowywane, żeby można było zakamuflować ich działalność.

- Niektórzy odbiorcy sami tworzyli łańcuch firm, żeby ukryć, co rzeczywiście działo się z komponentami - mówi prokurator. - Za innych brała to na siebie agencja ochrony, która "przepuszczała” towar przez swoje "słupy”.

Część odbiorców lewego paliwa nie miała pojęcia co kupuje. Dostawali faktury, z których wynikało, że paliwo jest jak najbardziej legalne. W ten sposób nieświadomymi odbiorcami blendowanych komponentów stało się kilka firm drogowych z Lubelszczyzny a nawet…straż pożarna. Kupowała paliwo od dostawcy, który tworzył je z wymieszanych komponentów. Kierowcy strażackich samochodów skarżyli się, że paliwo jest złej jakości i straż zrezygnowała z tego dostawcy.

Blendował ojciec z synami

Interesy na blendowaniu paliwa robiła rodzina J. spod Lublina. Oleje bazowe kupowali od firmy ochroniarskiej, która brała też na siebie stworzenie fikcyjnych dokumentów.

Tymczasem oleje były zlewane do zbiorników, mieszane i sprzedawane jako zwykłe paliwo. Różniło się od zwykłego: miało ciemniejszy kolor, było gęstsze. Silnik przy uruchamianiu dymił, zapychały się filtry. Olej się rozwarstwiał.

Kierowcy z takiego paliwa zadowoleni nie byli. Ale w stacjach paliw w mniejszych miejscowościach, gdzie trafiało lewe paliwo, zaopatrywali się głównie właściciele samochodów starszych roczników. Ich auta nie wymagały paliwa najwyższej jakości a kierowcy usterki w pracy silnika tłumaczyli tym, że samochód ma już swoje lata.

Lubelskie prokuratury w sprawach paliwowych oskarżyły kilkadziesiąt osób, niektóre z nich są już po wyrokach. Ostatnio do sądu wpłynęła prawa Leona Z., który dobrowolnie poddał się karze. Prokuratorzy docenili, że opowiedział jak wyglądał proceder i zgodzili się na wyrok w zawieszeniu: pięć lat więzienia na dziesięć lat. Ma za to uregulować należności podatkowe - ponad dwa miliony złotych.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!