wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Mam 51 lat. Zostałam zwolniona

  Edytuj ten wpis
Dodano: 8 listopada 2006, 19:40

Pierwsza faza to szok i niedowierzanie. Potem przychodzi smutek, wreszcie kompletne załamanie. I wstyd: jestem bezrobotna, do niczego się nie nadaję.

Jeśli pomoc nie nadejdzie w porę, taki stan może trwać latami. Może nigdy się nie skończyć.
Małgorzata Kuszyk mieszka w Kurowie. Jeszcze miesiąc temu pracowała w Zakładzie Mleczarskim, gdzie przez 14 lat prowadziła magazyn. Każdy dzień zaplanowany i uporządkowany. Wszystko zapięte na ostatni guzik.
Nagle wszystko się rozsypało.
W października dostała wypowiedzenie.
- Nie ma po co żyć - mówi. - Nie ma z czego żyć. Mam 51 lat, bezrobotnego męża i dwoje dzieci na utrzymaniu. Zwyczajnie boję się dalej żyć.

Gotowa do pracy
Pierwsza reakcja po utracie pracy to szok. Z dnia na dzień wszystko się zmienia. Codzienne zwyczaje, rytuały, poranny pośpiech... wszystko niepotrzebne. Nie wiadomo, co zrobić z czasem, którego zrobiło się tak dużo.
- Na początku osoba, która nie pracuje, trzyma się rytmu, do którego przywykła. Wstaje rano, ubiera się; jeszcze nie do końca dociera do niej fakt, że tej pracy już nie ma - wyjaśnia dr Renata Walczak, psycholog i doradca zawodowy. - Z czasem przychodzi uświadomienie, że to koniec pewnego etapu. Że trzeba wszystko zaczynać od początku.

Mistrzynie twarogu i szycia
Z zakładu w Kurowie odeszło w ostatnich miesiącach ponad 100 osób. 30 października wypowiedzenia dostała grupa 40 pracowników. Głównie kobiety. Wiek tzw. średni 44-50 lat. Całe życie związały z mleczarstwem. Prawdziwe specjalistki w swojej dziedzinie.
- Robię najlepszy twarożek w Polsce - chwali się Zofia Wręga. Jeszcze pracuje, ale lada dzień spodziewa się wymówienia. - 15 lat go robiłam. Moje koleżanki ze śmietanowni to mistrzynie w produkcji śmietany. Tylko co nam teraz z tego?
W Kurowie mistrzynie od śmietany i twarożku mogą zapomnieć o pracy. W pobliskiej spółdzielni w Michowie mają swoje specjalistki, więcej nie potrzebują. Podobnie w innych zakładach mleczarskich.

Na razie się szkolę
Na Lubelszczyźnie zwolnienia grupowe objęły w tym roku m.in. Lubelskie Zakłady Przemysłu Skórzanego Protektor (82 osoby), Zakłady Mięsne Łmeat w Łukowie (82 osoby) i Ipaco z Puław (102 osoby).
W zamojskiej Delii z pracą pożegnało się 500 pracowników. To też przede wszystkim kobiety. Szwaczki, które nie mają sobie równych w kraju.
- Ileż to ja nocy nie przespałam, ile łez wylałam, jak trzeba było odejść z zakładu... - zamyśla się 35-letnia Marzena Gaca, która przepracowała blisko 20 lat
W domu córka, syn i - na szczęście - mąż, który ma pracę. - To zawsze jakiś ratunek, póki sobie czegoś nie znajdę. Na razie szkolę się w obsłudze kas fiskalnych.
Na dodatkowe kursy zapisała się też koleżanka Marzeny, Renata, szwaczka z 17-letnim stażem. Mimo tych zajęć wciąż nie może odnaleźć się w nowej sytuacji.

Dzień się rozłazi
- Całkiem inaczej żyję, jakby w zwolnionym tempie - opowiada Renata Rybak. - Nie chodziłam na zwolnienia, nie byłam na wychowawczym, choć odchowałam dwójkę dzieci. A tu nagle wstaję rano i nigdzie nie muszę się spieszyć. Dzień się tak dziwnie rozłazi... Brakuje mi energii...
Zdaniem dr Walczak to normalne reakcje. - Po pierwszym szoku pojawia się lęk o przyszłość. Smutek, który niebezpiecznie się przedłuża. Bezsilność.
- Czekam, aż mąż z dziećmi wyjdą z domu, żeby sobie popłakać - zdradza Zofia Wręga.
- Rozpacz to mało powiedziane - dodaje Małgorzata Kuszyk.

Wyjść do ludzi
- W takim stanie ludzie bez pracy mogą trwać latami, pogrążając się w depresji - twierdzi Renata Walczak. - Nie widzą sensu wstawania z łóżka, nie mają siły na najprostsze czynności. A co dopiero mówić o szukaniu pracy? To zaklęty krąg, z którego trzeba się wyrwać. Wyjść do ludzi, szukać pomocy. Bo może zacząć się prawdziwy dramat.
Ten dramat to nerwica, choroby psychosomatyczne, zaniżone poczucie własnej wartości. Brak sensu życia. Wreszcie wstyd, z którym najtrudniej sobie poradzić.
- Kiedy straciłam pracę, to powiedziałam o tym tylko najbliższej rodzinie - opowiada Marta. Kilka lat temu została zwolniona z dużej firmy budowlanej, która zbankrutowała. Przepracowała tam prawie 15 lat. - Przez pierwszy miesiąc zakupy robiłam tylko po południu, niby wracając z pracy. Unikałam znajomych, przyjaciół. Żeby tylko nikt się nie dowiedział, że ja, zawsze taka pewna siebie i świetnie wykształcona wylądowałam na bezrobociu.
Marta nie zapisała się nawet na zasiłek. Nie szukała pracy, bojąc się, że spotka kogoś znajomego.
Po roku brała leki antydepresyjne i była o krok od szpitala.

A może mam talent?
- Bezrobotny, znaczy nieudolny, bezużyteczny - tak widzą siebie osoby, które straciły pracę. Szczególnie te ambitne, które osiągnęły jakiś zawodowy sukces - wyjaśnia dr Walczak. - Na to jest tylko jedno lekarstwo: powiedzieć głośno: wstydzę się, że jestem bezrobotny. Ale nie muszę być bezrobotny. Wszystko zależy ode mnie. Wszystko jest przede mną.
Najlepiej zrobić to w grupie, wśród osób w podobnej sytuacji. Na przykład na zajęciach, które dla bezrobotnych organizują urzędy pracy. - To naprawdę pomaga. Powoduje, że nie czujemy się osamotnieni widząc, że inni przeżywają to samo, co my.
Następny krok to szukanie pracy. Zdaniem specjalistów, najlepiej zacząć od odpowiedzi na proste pytania: kim jestem, co potrafię i co chciałbym robić. - Bo to, że ktoś był szwaczką nie znaczy, że nie ma innych uzdolnień. Na przykład pięknie maluje, albo ma przedsiębiorczą naturę. I to właśnie najlepszy moment, żeby odkryć to w sobie i spróbować wykorzystać - dodaje Walczak.

Pani już dziękujemy
Marta ciągle nie szuka pracy. Raz spróbowała i wystarczy. - Koleżanka zaprotegowała mnie do szkoły językowej. Miałam być szefową biura zarządu. Wbiłam się w swój najlepszy kostium i poszłam.
Nie dotarła do prezesa. Przyjęła ją jakaś - jak sama mówi - podfruwajka i powiedziała, że do obowiązków będzie należało łączenie telefonów i parzenie kawy. - Grzecznie się pożegnałam wiedząc, że gdy zadzwoni to odmówię. Nie zadzwoniła. Widać nawet do tego się nie nadaję...
Inne kobiety nie mają złudzeń. Byłe pracownice zakładu w Kurowie w lecie wynajmowały się w polu. Byłe szwaczki z Delii powyjeżdżały za granicę.
- Wiem, że w zawodzie roboty już nie dostanę - przyznaje Zofia Wręga, najlepsza w Polsce "twarożarka”. Dlatego pierwsze, o czym pomyślałam to zrobienie prawa jazdy i nauka obsługi komputera, żeby ruszyć poza Kurów. W najgorszym razie zajmę się gospodarstwem.
Małgorzata na komputerze już się zna i też bezczynnie nie siedzi: - Szukam, chodzę na rozmowy. Wszystko jest dobrze, póki nie spytają, ile mam lat. Szczerze mówię, że 51. Dziękujemy, oddzwonimy, słyszę. I już wiem, że nic z tego.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!