piątek, 17 listopada 2017 r.

Magazyn

Nie chodzi do kościoła. Nie boi się piekła, nie spodziewa nieba. Jakub Osina, radny ze Świdnika, który wpisał się na pierwszą w Polsce listę ateistów i agnostyków.

Ateista powiada, że Boga nie ma. Agnostyk, że nigdy nikomu nie uda się dowieść istnienia lub nie istnienia Boga. Jakub zalicza się do tych pierwszych. Choć kiedyś było inaczej...

Bez nawracania

Jako mały chłopak chodził do kościoła. Przez rodziców został ochrzczony, później uczestniczył w pierwszej komunii świętej. Brał udział w mszach, uroczystościach religijnych. I tak do początków nauki w liceum. - Po prostu przestało mnie to interesować. Widocznie są osoby bardziej lub mniej podatne na dogmaty. Ja należałem do tych drugich - mówi Jakub. - Kiedy byłem dzieckiem inaczej do tego podchodziłem. Ale w tym wieku, w inny sposób myśli się o tego rodzaju kwestiach.
Dzięki lekcjom etyki w liceum, rozbudził swoje zainteresowania filozofią, w tym także ateizmem. Nigdy nie ukrywał, że nie wierzy w Boga. Mimo, że wie z jakim odbiorem społecznym są spotykane takie poglądy. - W naszym kraju, człowiek, który tak mówi uznawany jest za kogoś dziwnego. A przecież to normalna decyzja, typu: chce być katolikiem lub wyznawcą islamu. Czy brakuje mi Boga? To tak, jakby zapytała pani, czy brakuje mi "nic”.
Rodzice są tolerancyjni, więc nie nagabują i nie nawracają. Przyjaźnił się też z księdzem: dyskutował, polemizował. Jak mówi, gdy ludzie są na pewnym poziomie, to obywa się bez pyskówek. Jako radny nie bierze udziału w pielgrzymkach, opłatkach, odmawianiu modlitw w różnych intencjach. Jego żona też jest ateistką. Ślub wzięli tylko cywilny. - Moje dzieci będę wychowywał bez nacisku na żadną religię - zapewnia. - Chcę żeby same kiedyś podjęły decyzję, czy chcą wierzyć i w co.

O matko święta!

Czasami wyrwie mu się: "O Boże” czy "Jezus Maria”, ale to słowa, które na stałe wrosły w język polski. - To, że tak mówię, nie znaczy, że to coś znaczy. Gdy używam sformułowań hip-hopowych, nie znaczy że jestem hip-hopowcem - wyjaśnia radny.
Zastanawiał się, czy formalnie nie zakończyć swojego związku z Kościołem rzymskokatolickim. Myślał, by złożyć akt apostazji, czyli wypisać się ze wspólnoty. - Ale właściwie do niczego nie jest mi to potrzebne. To, że figuruję w kościelnych statystykach jako wierzący nie przeszkadza mi. Wie, że wśród tych wszystkich, którzy są wpisani jako katolicy, jest sporo takich jak on.

Wierzę na swój sposób

Ludzie z zagranicy są przekonani, że jak Polak, to katolik. Statystycznie przecież jesteśmy katolicką potęgą - mamy 95,8 proc. wierzących. Podczas ubiegłorocznego liczenia wiernych w kościołach na Lubelszczyźnie ma mszę przyszło 364 533 osób. Do sakramentu przystąpiło 108 tyś. pań i tylko 47 tys. mężczyzn. - Kobiety są zawsze bardziej religijne - mówią księża.
Tyle, że liczenie odbywa się raz w roku. A jak jest w inne dni i święta? Co piąty zadeklarowany katolik nie wierzy w życie po śmierci. Co trzeci nie bierze udziału w rekolekcjach wielkopostnych, jeszcze więcej ignoruje drogę krzyżową i gorzkie żale.
Gdy w ubiegłym roku CBOS sprawdzał, jak wierzą wierzący, okazało się, że Polaków można podzielić na trzy grupy: pierwsza wierzy i stosuje się do wskazań Kościoła. Druga - zapewnia, że wierzy, ale na swój własny sposób. Trzecia - nie wierzy albo nie jest pewna swojej wiary.
Dr Paweł Borecki, adiunkt w Katedrze Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Warszawskiego szacuje, że ponad 3 mln Polaków to bezwyznaniowcy. Wcześniej nikt nie liczył, ilu Polaków może nie wierzyć w żadnego Boga. Aż sami zaczęli się wpisywać na listę.

Lista ateistów

Miesiąc temu powstała Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków (www.lista.racjonalista.pl). Dotąd wpisało się blisko 4 tysiące osób.
- Ludzie niewierzący zaczynają wychodzić z cienia - mówi Mariusz Agnosiewicz z Warszawy. Jest po studiach prawniczych. Młody; przed trzydziestką. Choć kiedyś wierzył żarliwie, to lista zaczęła się od niego. potem długo myślał, że jest agnostykiem. Teraz jednak wpisał się na liście: Mariusz Agnosiewicz, ateista.
Za Agnosiewiczem szybko poszli studenci i uczniowie. Zaczęli się wpisywać profesorowie: z Polskiej Akademii Nauk, z Uniwersytetu Warszawskiego i Jagiellońskiego. Za profesorami aktorzy, m.in. Anna Mucha, Michał Lesień. I Antoni Łazarkiewicz, kompozytor. I Anja Orthodox, wokalistka zespołu Closterkeller...
Najpierw były wpisy z dużych miast: stolica, Kraków czy Wrocław. Potem ktoś z Lublina i Świdnika: Paweł - pedagog, Piotr - programista, Przemysław - kolejarz...

Jak z takimi rozmawiać?

- To dziwne - mówią ateiści. - Wierzącym jakoś nikt nie zadaje pytania: dlaczego wierzysz? A my musimy się często tłumaczyć.
Jeżeli nie wierzy w Boga, to w co wierzy? Prof. Jan Woleński z UJ, znany filozof i agnostyk powiedział kiedyś, że nie ma w nim wiary religijnej, ale to nie znaczy, że nie ma wiary wcale: Wierzę, że dobro zwycięża zło, że miłość ważniejsza jest od pieniędzy, i że lepiej jest dawać niż brać.
- Ja wierze w siebie - mówi Agnieszka, nauczycielka w Lublina. - Wiem, że muszę liczyć na siebie. To bardziej dodaje mi powera, niż modlitwa do wyimaginowanego boga.
Nie wszyscy rezygnują z kościelnych rytuałów. W Polsce niewierzący mało różnią się od wierzących, uczestniczą w kościelnych obrzędach: chrzcinach, ślubach, pogrzebach. Z badań CBOS wynika, że co trzeci, choć przecież nie wierzy, pości w Wielki Piątek, czternastu na stu chodzi do spowiedzi, dziewięciu na stu sypie głowę popiołem... Niewierzący - jak zauważa Agnosiewicz - są osobami najczęściej ukrywającymi swój światopogląd. Robią to dla świętego spokoju.

Metamorfoza agnostyka
Andrzej był zapalonym agnostykiem. Wojował - na słowa - z wierzącymi. I zawsze miał satysfakcje, gdy przeciwnikowi brakowało argumentów. Cały światopogląd poszedł w łeb, gdy Andrzej miał wypadek samochodowy. Zapadł w śpiączkę na kilka dni. Miał uraz głowy, złamane nogi. Kiedy się obudził, stwierdził że jest innym człowiekiem. Uwierzył w Boga. - Wiem, że trudno w to uwierzyć. Dlatego o tym, co doznałem wiedzą tylko najbliżsi. Nie chce być narażony na głupie dowcipy. Bo zarówno agnostycy i ateiści, jak i zagorzali katolicy mają ciężkie życie, gdy mówią otwarcie o tym, co czują.
Teraz Andrzej też dyskutuje, ale ma inny argument. - Mój argument nazywa się: wiara.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
dawids22
ktoś z Łecznej
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

dawids22
dawids22 (28 października 2007 o 16:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
dO pANA rADNEGO.....Skoro Pan już się nie utożsamia to powinien Pan wyłaczyć się z wspólnoty kościoła. Bo dzięki takim właśnie jak Pan, Kościół publicznie mówi, że w Polsce jest 95% katolików - osób wierzących w boga. Gdyby wszyscy zadeklarowani ateiści dokonali aktu apostoacji to kościól już nie tak głośno mógłby się chawlić tymi 95 procentami . Pozdrawiam
Rozwiń
ktoś z Łecznej
ktoś z Łecznej (21 września 2007 o 06:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
BRAWO Jakub. Brawo za odwagę. Z pewnością takich jak Ty są tysiace, również piszący z Łecznej ten tekst.Odważny młody człowiek zasługuje na Głos. Nie podskoczy mu rydzyk ani inna pyskopat. Brawo
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!