poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Marines nie przyznają się do zabicia polskiego sierżanta

Dodano: 21 listopada 2008, 12:34

W czwartek przed sądem Powiatu Riverside stanęła ponownie czwórka Marines z kalifornijskiej bazy Camp Pendleton. Są oskarżeni o zamordowanie i torturowanie swego dowódcy, sierżanta Jana Pawła Pietrzaka i jego żony Quiany Jenkins-Pietrzak.

Pojawienie się w sądzie oskarżonych, których dowieziono z więzienia, miało charakter proceduralny. Sędzia oficjalnie zapytał ich czy przyznają się do winy.

- Nie - odpowiedzieli po kolei Emrys John, Tyrone Miller, Kevin Cox i Kesuan "Psycho” Sykes.

W sądzie pojawiła się, przybyła z Baltimore, rodzina Emrysa Johna, który - jak wcześniej zeznała pozostała trójka - był egzekutorem Polaka i jego afroamerykańskiej małżonki.

Matka Johna, Janice, zobaczyła go dopiero na sali sądowej. Gdy ich spojrzenie na chwilę się spotkały, bandyta odwrócił natychmiast głowę, a kobieta wybuchnęła spazmatycznym płaczem.

Kobieta nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Chętny był natomiast kuzyn oskarżonego Kenneth Williams, który opowiadał, że 18-letni Emrys był dumą i wzorem dla całej rodziny, że pochodził z dobrej chrześcijańskiej rodziny, a to, co się stało to... "nie jest on”.

Z kolei Jeffrey Zimel, obrońca Millera, tego który bronią zmusił swego dowódcę Jana Pawła Pietrzaka do wpuszczenia do domu, portertował go jako dobrego i spokojnego chlopaka, ojca dwójki małych dzieci, który nigdy nie był w żadnych poważniejszych tarapatach.

Sędzia następną sprawę wyznaczył na 15 grudnia br.
Jak powiedział nam pochodzący z Łodzi Jacek Lentz, znany kalifornijski prawnik specjalizujący się w sprawach karnych, fakt, że oskarżeni nie przyznają się do winy jest typową formą obrony.

- Mają świadomość wagi oskarżenia i tego, że grozi im kara śmierci. Nie należy oczekiwać, aby współdziałali z prokuratorami. Walczą o życie. Mają prawo mówić, co im się podoba, albo nic nie mówić. Należy przy tym pamietać, że system amerykański różni się od polskiego. Kwestia odpowiedzialności karnej i samego wyroku są odrębnymi kwestiami. Odpowiedzialność karna za czyn może być taka sam wobec członków grupy, ale wyroki różne - mówi mec. Lentz.

Prawnik dodaje, że w sprawach zagrożonych najwyższym wymiarem kary, sąd zwykle zostawia obronie czas na przeprowadzenie niezależnego dochodzenia, zgromadzenie materiału dowodowego, przesłuchanie świadków itd. Trudno się zatem spodziewać finału sprawy przed upływem roku.

Oskarżyciele utrzymują nadal swoją linię, wedle której motywem zbrodni była chęć rabunku i uważają, że nie miała podłoża rasowego. Z kolei rodziny ofiar w motyw rabunkowy nie wierzą. Podobnie jak znacząca część opinii publicznej wypowiadająca się licznych forach dyskusyjnych. Wśród amerykańskiej Polonii trudno znaleźć kogoś, kto byłby przekonany o motywie rabunkowym.

- Profil tej zbrodni i jej przebieg, moim zdaniem, nie pasuje do takiego motywu, a na pewno go nie wyczerpuje - mówi nam Jacek Lentz.
Czytaj więcej o:
Gość
Gość
drB
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (23 listopada 2008 o 14:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dlaczego właściwie prokuratura tak się upiera przy tym, że w tej zbrodni chodziło o... rabunek? Przecież nikt, kto się chwilę zastanowi, w to nie wierzy. Czyżby postawienie Murzynowi zarzutu morderstwa na tle rasowym nie było możliwe, bo takie morderstaw mogą popełniać tylko biali?
Rozwiń
Gość
Gość (21 listopada 2008 o 19:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zabili, ale... niewinni. Pewnie było to zupełnie od nich niezależne. Coś ich po prostu zmusiło.
Rozwiń
drB
drB (21 listopada 2008 o 16:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Największymi rasistami na świecie są Murzyni!! Największymi antysemitami -Żydzi - taka jest prawda!
Nie było by Obamy gdyby prawdę o mordzie ujawniono przed wyborami. No cóż nawet w USA kraju demokracji - jest zakłamanie i rządzi polityko-biznes! Współczujmy matce żołnierza!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!