niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Mauro Pawlowski: Lublin mnie zahipnotyzował

Dodano: 4 maja 2012, 16:21

Mauro Pawlowski (Jacek Świerczyński)
Mauro Pawlowski (Jacek Świerczyński)

Rozmowa z Mauro Pawlowskim, poetą i gitarzystą z Antwerpii, który przyjechał do naszego miasta w ramach projektu citybooks.

• Skąd polsko-włoskie korzenie ?

– Mój ojciec jest Polakiem, matka Włoszką, ja urodziłem się w Belgii.

• Tata z jakich stron?

– Z okolic Katowic, ale jako dziecko jeździłem z rodzicami po całej Polsce, wszędzie mieliśmy rodzinę. Rodzice dalej odwiedzają Polskę, ja nie.

• Pamięta pan dzieciństwo?

– Ponieważ moi rodzice pracowali, zajmowali się mną dziadkowie, którzy mówili wyłącznie po polsku. Jak miałem trzy lata, nauczyłem się flamandzkiego. Po polsku już nie mówię, ale rozumiem. Z odwiedzin Polski pamiętam dużo smaków i zapachów, jedzenie, rodzinne imprezy, dużo picia i dużo kościoła. Tata grał na akordeonie w zespole folklorystycznym. Matka była tancerką, pamiętam ją w stroju ludowym. Wszystko wirowało. Ojciec przygrywał też na skrzypcach. W Belgii Polacy spotykali się, żeby pielęgnować polską tradycję podczas wspólnego śpiewania w barze. I na stadionie, gdzie ojciec na mecz piłki nożnej nakładał biało-czerwony strój.

• Pierwszy zespół?

– Zaczęło się od tego, że mój ojciec grał w zespole razem z braćmi matki. W zespole się poznali, pobrali, urodziłem się z muzyki. Moim włoskim dziadkom wcale nie podobało się to, że przyjechał muzyk z Polski i kradnie im córkę. Instrumenty były wszędzie. Ciągle odbywały się próby. Mój pierwszy zespół? Miałem 14 lat, nazywał się Zabójcy kurczaków. Zrobiliśmy 2 covery piosenek, zagraliśmy trzygodzinny koncert i grupa się rozpadła. Potem robiłem mnóstwo rzeczy. Kolejny zespół nazwaliśmy Złe supergwiazdy. Wygraliśmy poważny konkurs, nagle przyszła popularność, dla jurorów byliśmy muzykami z innej planety. Udało się nagrać płytę w EMI Records, który podpisał z nami kontrakt. Teraz gram w zespołe dEUS, który całkiem dobrze radzi sobie w Europie. Działam z nimi już 8 lat. Graliśmy dwa razy w Warszawie, we Wrocławiu, w Lublinie jeszcze nie.

• Jak trafił pan do projektu citybooks i do Lublina?

– Większość dobrych rzeczy, które robię, po prostu mi się przytrafia. Nigdy za nimi nie chodzę, nie pukam do drzwi, to samo było z projektem citybooks. Mam doświadczenia literackie, pisałem do magazynów, wydawałem poezje, często dostaję propozycję projektów, które obracają się dookoła literatury. Znam ludzi stojących za Domem deBuren, którzy zapraszają literatów i fotografów do wzięci udziału w kolejnych edycjach citybooks. Tak znalazłem się w Lublinie.

• Pierwszy dzień w Lublinie?

– Zamieszkałem na Olejnej. Po pierwszej imprezie uciekł mi jeden dzień. Ja po prostu bardzo lubię spędzać czas z ludźmi. Wolę to od zwiedzania zabytków. Chociaż lubię się powłóczyć, co wiąże się z notoryczną skłonnością do zagubienia. Powinienem nosić na ręce obrączkę z danymi, telefonem kontaktowym. Jak ktoś mnie znajdzie, wykręci telefon i znowu jestem. Lubię zanurzyć się w mieście, nie musi to być galeria czy pub.

• Magia Lublina zadziała?

– Tak. Jak wracałem na Olejną, czułem, że jest tu jakiś duch. Coś nieokreślonego, niedopowiedzianego, jakiś magnes. Duch, który mnie hipnotyzował.

• Jeśli Lublin był inspiracją, to do czego? Jak zaistnieje w pańskim wydaniu citybooks?

– Miks tego, co przeżyłem, z tym, co zobaczyłem, włócząc się po zaułkach miasta. Wymieszam to z poezją. Jestem muzykiem, który czasem bywa pisarzem, więc napiszę, jak żyłem. Jest mi tu dobrze. Nigdzie nie wyjeżdżam, zostaję.

• Jak z europejskiej perspektywy widać Lublin?

– Centrum nie jest zbyt duże. Można codziennie chodzić tymi samymi ścieżkami i codziennie odkryć w Lublinie coś innego. Na tym polega urok Lublina. Jest w sam raz, ani za duży, ani za mały. To jest intrygujące, tu można skupić się na detalach.

• Lublin chce być Bramą Wschodu. Czuł pan te klimaty?

– Znam Katowice, Kraków, Wrocław, Warszawę. Lublin leży na wschodzie. Ale myślę, że wiele miast z Polski chce być Bramą Wschodu. Znam też polską wieś, prowincjonalne miasteczka. Czuć tu powiew Wschodu, ale nie wydaje mi się, żeby to był najbardziej charakterystyczny rys Lublina. Brama Wschodu nie robi na mnie wrażenia.

• To jaki Lublin powinniśmy pokazywać turystom z Europy?

– Tu jest dużo młodych ludzi, uniwersytetów i kultury. Ale cały czas czuć tu ducha dawnej Polski. Old Poland, polska dusza, uczucia – to jest właściwy kierunek. Lublin jest miastem z duszą.
Czytaj więcej o:
realshowtimecharlotte
IGNATZ
jurek
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

realshowtimecharlotte
realshowtimecharlotte (7 maja 2012 o 09:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
although dEUS is just one of the countless bands mauro is in i must say that s the most transformational one. http://www.scoop.it/t/deus
Rozwiń
IGNATZ
IGNATZ (6 maja 2012 o 10:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='smyk' timestamp='1336258309' post='627759']
~IGNATZ~ po co ludzie takiego typu tu mieszkają i plują na własne gniazdo?wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.Taka reguła że Lublin najbardziej podoba się właśnie turystom,natomiast miejscowe buraki z wioch umieją tylko kąsać i właśnie tacy najbardziej psują obraz tego miasta.Kłaniasz się chociaż swoim obecnym sąsiadom?
[/quote]
[size="4"]A gdzie ja PYTAJĄC "pluję"??? Wg Ciebie każde trudniejsze i niewygodne pytanie (!) mające za zadanie zainspirowanie władz do solidności i wydźwignięcia z marazmu tego 350tys. "grajdołka" jest kalaniem własnego gniazda??? Paranoiczna logika.
A tak na marginesie - skoro władzom tak łatwo wyznaczyć całe śródmieście jako strefę płatnego parkowania (bez wyjątków), to może w ramach promila odwdzięczenia się za zdzierstwo tę samą strefę uznaliby za miejsce ekstra porządku? [/size]
Rozwiń
jurek
jurek (6 maja 2012 o 08:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Aniu - ale ja Panu artyście podpowiadam: z kim, gdzie, i co należy(wynalazki - ruski spirytus,wino za 3,40) pić. Na zdrowie Panie Mauro.
Rozwiń
Anka
Anka (6 maja 2012 o 07:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jurku, ależ z wywiadu wynika,że ten pan tak się tym zainspirował, że jedynym , o czym może opowiedzieć jest to, jak imprezuje w Polsce. Tak, że "ucieka mu następny dzień" itd. Nic o jego dokonaniach artystycznych, nic o wizjach, tylko o piciu...
Rozwiń
jurek
jurek (6 maja 2012 o 05:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[size="3"]Panie artysta - najlepszą inspiracją do pana twórczości powinni być "mieszkańcy" ze "starówki"(nie wszyscy)- lokatorzy mieszkań komunalnych.To jest "sól ziemi" - wielodzietne rodzinki, głównie bezrobotni - nieroby, we wczesnych godzinach porannych wychodzących ze swoich nor w poszukiwaniu "kieliszka chleba". Inspiracją dla Pana też powinny być zabytki na Starm Mieście, a szczególnie stan budynków wewnątrz - wszechobecny bród, smród, zniszczenie, zdewastowanie przez tych zacnych "lokatorów-barbarzyńców". [/size]
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!