niedziela, 19 listopada 2017 r.

Magazyn

Miasto nieznanych poetów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 8 listopada 2006, 19:29

Mickiewicz z rozwianym włosem wpatrzony w dal. Słowacki natchniony. Obok eteryczna postać w białym szalu. Kiedyś Polska poetami stała. Dziś mamy ich tylko w szkolnych lekturach. Bo poezja ma kilka wad: nie jest modna, nie daje pieniędzy i żaden poeta nie trafi na okładkę kolorowego tygodnika.

Marian Janusz Kawałko pracuje w Urzędzie Marszałkowskim. Jest też poetą, tłumaczem wierszy R. M. Rilkego i prezesem Związku Literatów Polskich w Lublinie.
Marian Kawałko ma w swoim dorobku kilka tomików poetyckich. Nic dziwnego; w końcu z poetycką materią zmaga się od kilkudziesięciu lat.

Poeta z urzędu

Zaczęło się w szkole podstawowej, ale to nie było nic poważnego. Co innego w szkole średniej, kiedy nauczyciel języka polskiego zachęcił go, by zajął się pisaniem na poważnie.
Pytanie, czy na poezji można zarobić, poeta Kawałko zbywa ironicznym uśmiechem, kręcąc przecząco głową.
Dlaczego zatem pisze? - Poezja to sposób na wyrażenie tego, co tkwi we wnętrzu każdego człowieka. Zostając poetą jest się nim już na zawsze i nie świadczą o tym wydane tomiki, ale wewnętrzne przekonanie o byciu poetą i gruntowna wiedza literacka - tłumaczy poeta z Urzędu Marszałkowskiego.
Wbrew pozorom Marian Kawałko uważa, że dziś poetom jest łatwiej... mogo nie żyć, ale wydawać.
- Wielu młodych autorów wydaje tomiki własnym sumptem. Niestety, brak elementarnej wiedzy dotyczącej pisania, wpływa na poziom tych wierszy - przekonuje doświadczony autor. - Pisanie to nie sprawa wyłącznie natchnienia, ale głównie ciężkiej intelektualnej pracy i wykorzystywania posiadanej wiedzy. Takiej świadomości brakuje niejednemu młokosowi, stawiającemu pierwsze kroki w poetyckim rzemiośle. I trzeba dużo czytać, by wiedzieć, co się w poezji na świecie dzieje.

Zaułek poetów

Sam, mimo nawału pracy, nie zaniedbuje pisania. Teraz zajmuje się adaptacją przekładu "Spowiedzi” Lwa Tołstoja do muzyki Piotra "Kuby” Kubowicza z krakowskiej Piwnicy pod Baranami, z którym współpracował już wcześniej.
Tymczasem Jakub Pawłowski uczy się w drugiej klasie liceum im. Unii Lubelskiej w Lublinie. Choć nie ma jeszcze matury, to zadebiutował rok temu - jako jeden z najmłodszych autorów - w almanachu "Zaułek Poetów”.
Swoje wiersze publikował także w antologii poezji "Imperatyw”, inspirowanej twórczością Zbigniewa Herberta. Otwarcie przyznaje, że właśnie dlatego, że jest bardzo młodym twórcą, wielu rzeczy musi się jeszcze nauczyć. Próbuje swoich sił nie tylko w poezji, ale także w prozie.
I wytrwale wysyła swoje teksty do redakcji literackich czasopism.
- Pierwszy wiersz napisałem po ataku terrorystycznym na World Trade Center. Poczułem taki impuls, że muszę coś napisać. Moim zdaniem, teraz jest łatwiej zadebiutować i przebić się na poetyckim rynku niż kiedyś, bo pojawiło się wiele literackich czasopism, które dają szansę publikacji. Na razie nie myślę o wydaniu tomiku, chyba jeszcze na to za wcześnie.
Z kilku powodów: szkoła, matura, zdobycie wykształcenia i zawodu. Bo z poezji wyżyć się przecież nie da.

A kto o tym wie?

- Mam świadomość faktu, że pisanie poezji nie wiąże się z odpowiednią gratyfikacją finansową - śmieje się Jakub, który przez swoje wiersze chce zapoznać ludzi z własnymi poglądami. - Jestem zwolennikiem poezji społecznie zaangażowanej. Mogę mówić nie tylko za siebie, ale także w imieniu innych ludzi lub stawać w ich obronie - mówi Jakub.
Może i tak, tylko ilu ludzi, w których obronie poeta stanął, w ogóle się o tym dowie?

Listy też piszą

Norbert Wojciechowski codziennie w swojej skrzynce znajduje listy z wierszami. Nie, nie ma tajemniczego wielbiciela. Jest założycielem wydawnictwa "Norbertinum” i na poezji nie zarabia. - Wedle szacunkowych danych w Polsce pisaniem zajmuje się około 600 tys. osób. Nie są to oczywiście zawodowi pisarze czy poeci.
I część z nich swoje dzieła wysyła do Wojciechowskiego. Zdarza się, że wydawnictwo pełni rolę mecenasa i pokrywa część kosztów druku, ale i tak konieczny jest sponsor, którego debiutanci muszą znaleźć sobie sami.
Dotąd "Norbertinum” opublikowało około stu tomików wierszy autorów pochodzących głównie z Lubelszczyzny. - Kryzys w sprzedaży poezji dotyczy nie tylko autorów lubelskich, lecz również klasyków polskiej poezji współczesnej. Poezja po prostu się nie sprzedaje - wyjaśnia pan Wojciechowski.

Nauczyciel w Kazachstanie

Efekty? Przed wakacjami zawiesiła tymczasowo swą działalność aktywnie działająca w Lublinie grupa poetycka "Nic wspólnego”, w której skład wchodzili studenci Marcin Czyż, Marcin Wociór i Wojciech Sołtys. Dwaj ostatni wyjechali niedawno na wschód - na Ukrainę i do Kazachstanu, gdzie zostali nauczycielami.
A mimo to w Lublinie z każdym rokiem przybywa młodych poetów. Cel mają jeden: wydać własny tomik. Dzięki nim Lublin jest nie tylko miastem studentów, ale również poetów. Inna rzecz, że poetów nieznanych.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!