poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Michał Ignerski - wychowanek AZS Lublin, kumpel Iversona

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 lipca 2011, 15:09
Autor: Kamil Kozioł

Michał Ignerski
Michał Ignerski

Rozmowa z Michałem Ignerskim, koszykarzem Besiktasu Stambuł.

W minionym sezonie o Michale Ignerskim nie było zbyt głośno. Tymczasem wychowanek AZS Lublin występował w Besiktasie Stambuł, gdzie jego klubowym kolegą był Allen Iverson – na przełomie wieków jedna z największych gwiazd NBA

• Zaczniemy nietypowo: śledził pan wyścig o miano Europejskiej Stolicy Kultury? Zwyciężył Wrocław, który pokonał m.in. Lublin. Jak można porównać oba miasta?

– Nie śledziłem tego konkursu. Ale wydaje mi się, że trudno jest porównywać Wrocław i Lublin. Wrocław to miasto zdecydowanie bardziej atrakcyjne. Lublin ma wiele uczelni, ale to chyba nie uprawnia nas do ubiegania się o miano Europejskiej Stolicy Kultury.

• Na polu sportowym rywalizację z Wrocławiem również przegrywa...

– Oczywiście, bo Wrocław w sporcie stoi dużo wyżej od nas. Popatrzmy na ostatnie dni: Śląsk Wrocław będzie grał w Tauron Basket Lidze, a w Lublinie szykują się do kolejnego sezonu w pierwszej lidze.

• Pan jednak od kilku już lat nie gra w Polsce. Miniony sezon spędził pan w Besiktasie Stambuł. Przeprowadzka do Turcji była dobrą decyzją?

– To był bardzo dobry rok dla mnie. Wprawdzie nie osiągnęliśmy nic wielkiego, ale jestem zadowolony ze swojej dyspozycji. Bardzo żałuję tylko tego, że tak szybko odpadliśmy z europejskich pucharów. Uważam również, że stać nas było na medal w mistrzostwach Turcji.

• Występował pan w jednej drużynie razem ze słynnym Allenem Iversonem. Była gwiazda NBA w Turcji mocno rozczarowała...

– On nie spodziewał się, co go może spotkać w Turcji. Przede wszystkim został sprowadzony do Stambułu jako wielka gwiazda i wszyscy oczekiwali od niego fenomenalnej gry. Tymczasem on nie był przyzwyczajony do europejskiej koszykówki i bardzo ciężkich treningów. W Turcji ma się dużo mniej miejsca na boisku niż w NBA. To sprawia, że gra jest bardziej kontaktowa. W Iversonie imponowało mi jego podejście do treningów. To profesjonalista w każdym calu i świetny kolega. Jednak trzeba przyznać, że za dużo szumu zrobiło się wokół jego osoby. Były takie sytuacje, że Iverson grał, choć ktoś inny był w lepszej formie.

• Tureccy kibice nie sprawiali problemów?

– Będę ich wspominał bardzo miło. Uwielbiają śpiewać i bawić się na trybunach. Czasami wydawało mi się wręcz, że nie obchodzi ich sam mecz, tylko dobra zabawa na trybunach. Wiadomo, że rekordy frekwencji padały na spotkaniach derbowych z Galatasaray.

• Jaka atmosfera towarzyszyła tym meczom?

– Kibice gości nie są wpuszczani do hal, więc łatwiej jest zapewnić bezpieczeństwo. Trzeba jednak przyznać, że w powietrzu unosi się atmosfera "świętej wojny”.

• Polscy piłkarze grający w Turcji wielokrotnie powtarzali, że nie musieli płacić za posiłki w restauracjach.

– Zdarzyło się kilka razy, że nie musiałem płacić... Trzeba jednak zaznaczyć, że sportem numer jeden w Turcji jest piłka nożna. Koszykówka jest również popularna, zwłaszcza po ubiegłorocznych mistrzostwach świata.

• Jak wypada porównanie koszykówki w Turcji i w Hiszpanii?

– Są na podobnym poziomie. Lepsi trenerzy pracują w Hiszpanii, a rozgrywki na Półwyspie Iberyjskim są nieco bardziej wyrównane. W Turcji z kolei jest wyższy poziom organizacyjny. Przeloty, hotele – to wszystko zrobiło na mnie duże wrażenie.

• Pieniądze chyba również. W Turcji można więcej zarobić niż w Hiszpanii?

– Wiemy, jak to jest w Hiszpanii. Jeżeli do Turcji przychodzi Iverson, to musi świadczyć o tym, że w Turcji są pieniądze. Ta liga rośnie w siłę. A Hiszpania? Różne słuchy do mnie dochodzą.

• Zabrakło pana w kadrze na mistrzostwa Europy na Litwie. Czy na pewno nie zagra pan na Eurobaskecie?

– Na 90 procent zabraknie mnie na tej imprezie. Niestety, mam problem z ręką i prawdopodobnie będę musiał się nią zająć nieco bardziej intensywnie. Do tej pory starałem się grać, mimo bólu, bo chciałem na siłę dokończyć sezon. Teraz nie mogę sobie już na to pozwolić.

• Na co stać naszą kadrę podczas turnieju na Litwie?

– Trzeba być realistą i jasno sobie powiedzieć, że sukcesem będzie pokazanie Europie kilku naszych młodych zawodników. Każde zwycięstwo będzie wielkim sukcesem. W końcu wszyscy wiemy, że trafiliśmy do bardzo trudnej grupy.

• Kto może być objawieniem polskiej reprezentacji podczas mistrzostw Europy?

– Mateusz Ponitka. Należy dać mu realną szansę, bo to piekielnie zdolny chłopak.

• Rozumiem, że przerwę między sezonami spędza pan na Lubelszczyźnie?

– Nie do końca. Przyjechałem do Polski na trzy tygodnie i muszę pozałatwiać przez ten czas wszystkie ważne sprawy. Dopiero w minionym tygodniu miałem chwilę, aby odwiedzić rodzinę.

• A przyjaciół?

– Okazji do spotkania jeszcze nie było, a w Lublinie mam kilku ziomków. Przyjaźnię się z Michałem Sikorą i Przemysławem Łuszczewskim, czyli zawodnikami Olimpu-Startu Lublin. Zresztą, z Michałem często rozmawiam za pomocą skype'a.

• Myślał pan kiedyś o powrocie do Lublina? Może za kilka lat warto byłoby jeszcze raz zagrać w hali MOSiR?

– Tyle że ja jestem wychowankiem AZS Lublin, a w Starcie nigdy nie grałem. Ale nie ukrywam, że fajnie byłoby kiedyś ponownie wystąpić przed lubelską publicznością. Jest tylko jeden mały problem – w Lublinie koszykówka jest na poziomie zaledwie pierwszoligowym. Dlatego, myśląc o powrocie do Polski, to jest mi bliżej do Wrocławia, gdzie odrodził się miejscowy Śląsk.

• Czyli tam zobaczymy Michała Ignerskiego w przyszłym sezonie?

– Na razie nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji. Być może pozostanę w Turcji? A może zdecyduję się na powrót do Hiszpanii? Zobaczymy, co przyniesie życie...

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!