środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Miłość w przyspieszonym tempie

Dodano: 6 lutego 2009, 15:45

ROZMOWA z Jerzym Kaliną, performerem, rzeźbiarzem, scenografem spektaklu "Widnokrąg” w Teatrze Osterwy

• Co się dzieje ze światem?

- Świat pędzi w galopujących suchotach. Nie ma czasu na refleksję i zastanowienie. Jest nieustanna galopada, atak i chęć natychmiastowego efektu. Większość z nas jest nastawiona na efekt chwilowy. I nagle stajemy przed książką Wiesława Myśliwskiego "Widnokrąg”, która jest głęboką refleksją nad sobą, nad swoim losem, przeszłością. I nad rzeczami, które warto zachować w pamięci.

• Książka ma 600 stron?

- A spektakl trwa 3 godziny. W dużym koncentracie sprzedaje aurę "Widnokręgu”. A żeby ją sprzedać, nie da się zrobić wideoklipu. Nie można spełnić się podczas chwilowego aktu przerywanego. Zwierzenie musi trwać dłuższy czas. A my żyjemy w kompletnej antyhigienie intelektualnej i psychicznej.

• Dlaczego do młodych ludzi bardziej trafi szept i mądre milczenie?

- Gdy ktoś mówi do mnie szeptem, słucham. Jak ktoś do mnie gada galopującymi suchotami, nie słucham. Najgorsze, że to galopujące tempo przeniosło się do telewizyjnego dziennika, radia, gazet.

• To źle?

- Źle, bo do mediów dostało się blablanie w przyspieszonym tempie. To tak, jakby puścić poważną muzykę na wysokich obrotach. Jestem już zmęczony chamską reklamą, która polega na tym, że oglądam film Wajdy czy Bergmana, a tu nagle w misternie budowaną opowieść wpada z butami reklama.

• Reklama musi być, bo generuje kasę.

- Proszę bardzo, nich ona sobie będzie. Ale nie w takich proporcjach. Nie w takim momencie. Jak możemy od młodych ludzi żądać refleksji, kiedy ich futrujemy głupawymi rzeczami. Także z dziedziny sztuki.

• Czy \"Widnokrąg” jest sztuką o miłości?

- My jesteśmy w takiej sytuacji, że trwały związek wyszedł z mody. Wszystko jest jak torebki jednorazowego użycia. Dlatego z trudnem wytrzymuję w mieście. Jeżdżę pociągami. Lubię stare przedziały. Jak usiądzie szóstka ludzi, przedział wymusza niepisana uprzejmość. Że ktoś do kogoś mówi. Że występuje moment opowiadania i zwierzenia. W podróży każdy opowiada swoją nowelę.

• Jak się to ma do "Widnokręgu”, który właśnie możemy oglądać w Teatrze Osterwy?

- Ja oczekuję od widzów takiej podróży. Przez czas, przestrzeń i zdarzenia. Jeden pisze książki, drugi maluje obrazy, trzeci opowiada historię w pociągu. Albo u lekarza w poczekalni. Czwarty mówi ze sceny. Po to, żeby ludzie się wyciszyli.

• Ludzie jeszcze rozmawiają?

- Na scenie tak. A w życiu generalnie nie. Przestajemy rozmawiać i zostaje nam komunikowanie się. Telefon, komórka, mail, sygnały, znaki. Ja jestem poza tym światem. Do tej pory nie mam komórki.

• I nie będzie pan miał?

- Nie. Zauważyłem, że to mi przeszkadza, nie pomaga. Mówię stop. Nie uczestniczę w tym wyścigu szczurów. Ani w jakimkolwiek innym. Choć jestem zmuszony do tego, kiedy przyjmuję zlecenie.

• W programie do spektaklu napisał pan, że życie jest nawigacją. Co w niej jest najważniejsze?

- Przypadek szczęśliwy. W wielu momentach mam wrażenie, że szczęście zależy od przypadku. Także od tego, z kim się przebywa od dzieciństwa. Czasem wydaje mi się, że lepiej leżeć w kurnej chacie, gdzie są skromne, proste, ale jednak firanki. Gdzie są obrazy na ścianach, gdzie są proporcje. Bo najgorzej jest w tych pustakach, gdzie dzieci wychowują się bez muzyki, obrazów i rozmowy. Nawet rodząc się, patrzą w goły sufit. Dzieci z bloków żyją w oszalałym świecie. Nie mają punktu odniesienia, bo niby do czego można się odnieść w bloku? Do brudnej klatki schodowej? Tam można oszaleć! Był taki francuski film, w którym bohaterowie idą plażą. Kobieta pyta mężczyznę, sprawdzając jego wrażliwość i stosunek do świata: Jesteś w Luwrze. Pali się Luwr. Widzisz, że Mona Lisa jest zagrożona pożarem. Ale też jest zagrożony kot. Co ratujesz: Mona Lisę czy kota? Ja nie mam wątpliwości, że kota. Ale są ludzie, którzy ratowali by Mona Lisę. W życiu dobrze jest nie myśleć o sobie. To jest wielkie szczęście, kiedy mamy ważniejsze osoby przy sobie. I ta ich ważność dzieje się bez zobowiązań, bez przymusu.

• Otwieramy się na siebie?

- Tak, nie zbroimy się, nie robimy zasłon.

• Czy w nieustannej galopadzie wystarcza miejsca na miłość?

- Widać ją w naturze. Nawet pewnie rośliny ze sobą współistnieją. Już chociażby to jest dowodem na to, że w świecie występują pozytywne energie. Oraz energie destrukcyjne, dołujące. W pewnym momencie chemia miłości decyduje, że ktoś z kimś się musi spotkać i chce się otworzyć przed tym - a nie innym - człowiekiem, a nie innym.

• Gdzie ma pan dom. Za miastem?

- Mieszkam pod Warszawą, w Komorowie, gdzie można sobie pogrzebać w ziemi, między sosnami; gdzie jeszcze jest mech, gdzie rosną grzyby. Ale mam też chałupę na dalekich Mazurach. Jeżdżę tam rzadko, ale jak pojadę, to w nieprawdopodobnie szybki sposób się regeneruję.

• Dlaczego?

- Bo ja jestem człowiekiem pejzażu. Odżywam wśród pól i łąk, jezior, rzeki. Mam jednego sąsiada, pół kilometra drugiego, dalej las, jezioro i ciszę. I łąkę mam. I krowy i pofałdowany krajobraz. Pół godziny jadę rowerem do jeziora Czarna Hańcza. Blisko są Smolniki, gdzie Wajda kręcił sceny do Pana Tadeusza. Z bocianami, jeziorami, dalekimi planami. To jest mój świat. W którym normalnieję. W tym świecie są najpiękniejsze chmury, najpiękniejsze gwiazdy. Kiedy idę na uroczysko, żeby zobaczyć taniec żurawi, mija największe zmęczenie.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!