poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Miłośnicy fantastyki rozegrali grę na żywo

Dodano: 10 września 2010, 17:02

Przejeżdżający koło stacji w Motyczu Leśnym zwalniali, by nagle przyspieszyć. Jak ufać oczom i głowie, gdy na torach widać piratów walczących z wiedźmami pod dyktando czarownika? Nic tylko dodać gazu.

– Tu jest pałac. Jeszcze nie jest gotowy, ale będzie. Na drzwiach mamy plan wszystkich pomieszczeń. Dalej mamy las. Las musi być tajemniczy i tak urządzony, by uczestnicy mogli się schować, knuć, rozmawiać i generalnie czuć jak w lesie – tłumaczy Andrzej Smyk stojąc na środku mrocznego pokoju wyłożonego zielonymi i szarymi tkaninami, umownie zarośniętego kwiatkami w doniczkach.
A grzybki w tym lesie zbieracie do jedzenia? Czy raczej zioła? – Zwykle ludzie pytają czy coś bierzemy – wzrusza ramionami Andrzej. I przyznaje, że niektórzy uczestnicy robią sobie przerwę na papierosa.

Notatki od Mistrza

Ale jak tu nie pytać o wspomaganie wyobraźni, gdy się patrzy na około 30 dorosłych osób biegających po całym Ośrodku Edukacji Społecznej w Motyczu Leśnym? Jedni urządzają błękitne i oświetlone lampkami choinkowymi pomieszczenie gdzie bohaterowie gry przebywają, gdy ich postacie śnią. Drudzy wkuwają informacje o swojej postaci, bo to kiepskie, gdy krasnolud gra z nosem w notatkach, które dostał od Mistrza Gry.

Malownicze malowanie

W kolejnym pokoju przerobionym na charakteryzatornię Małgosia Sobczyk pracuje nad makijażem i przerabia Michała Kuśmirowskiego na Jacka Sparrowa ("Piraci z Karaibów”). – Podnieś głowę. Nie, nie wsadzę ci tej kredki do oka tylko zrobię kreski – tłumaczy. Po pomalowaniu wszystkich uczestników zabawy będzie ledwo żywa, a jeszcze sama się musi przeobrazić w kogoś na kształt kapłanki. – Powiązaliśmy scenariusz gry z motywem pór roku i ja jestem związana z jesienią – mówi dodają, że mimo narzekania Sparrowa lepiej jej się maluje chłopaków niż dziewczyny. – One z zasady chcą ładnie wyglądać i malownicza blizna przez policzek albo podbite oko je nie cieszy. A ja robię bardzo ładne blizny.

Kim jestem?

Charakteryzatorka w świat fanów fantastyki i gier trafiła przez lekturę "Wiedźmina” Sapkowskiego.
– Ja jestem ofiarą Tolkiena, ale nie ma pojęcia, kim jestem – uśmiecha się Marcin Słowikowski, prywatnie i zawodowo związany z lubelskim teatrem. Tu w Motyczu jest guru od warsztatów z podstaw sztuki aktorskiej. Ubrany w połyskliwą wrzosowo-fiołkową koszulę ozdobiona czarnymi koronkami trzyma miedziany kufel. – O swojej postaci wiem tylko tyle, że jestem człowiekiem a nie np. krasnoludem. I mam jakąś tajemnicę, muszę się jak najwięcej o swojej przeszłości dowiedzieć, poszukać postaci, które mi w rozwikłaniu zagadki pomogą – tłumaczy Marcin, który prowadził warsztaty podstawy gry aktorskiej, by uczestnicy łatwiej wyrażali swoje uczucia i wcielali się w swoich bohaterów.

Serek? Wykluczone!

Jesteśmy w karczmie. Tu będzie można za niby-pieniądze kupić coś na kolację i spotkać się z innymi graczami. – Ograniczamy przedmioty, które nas wiążą z rzeczywistością. Dlatego w menu żadnych serków topionych, bo są w folii, ani puszek z colą. Mają być napoje i dania z naszego świat gry – tłumaczy Andrzej Smyk z Fundacji Szczęśliwe Dzieciństwo. Fundacja przygotowuje program promujący fantastykę wśród społeczności międzynarodowej. Pomaga jej w tym lubelski Studencki Klub Miłośników Fantastyki "Grimuar”.

Ofiary pająka

Wtorkowa gra – LARP (Live Action Role Playing – odmiana gry fabularnej rozgrywana na żywo) – zaczęła się koło 22 i trwała przez całą noc. Byli ludzie z Litwy, Bułgarii i Węgier. Wcześniej; w zimowej części brali udział Turcy i Włosi. – To oni współtworzyli scenariusz wtorkowego szaleństwa dokładając swoje kulturowe motywy i tak powstała włoska opowieść o ofiarach pająka tarantuli. Ofiary, by zneutralizować jad musza tańczyć taniec zwany tarntellą. Turcy opowiedzieli o swoich czarownikach, którzy rzucają uroki na ciężarne kobiety – tłumaczy Marcin Słowikowski.

– Scenariusz przewiduje wykreowania świata zwanego Nasionem i w nim zawarliśmy wszystko, co znają i czego używają uczestnicy gry: pałac, las, karczmę. Wszystko. Świat zewnętrzny przestaje istnieć. Zwykle LARP porównuje się do sztuki teatralnej. Tylko, że w sztuce wiadomo jak się spektakl zakończy, my tego nie wiemy – dodaje Smyk.

Bitwa na stacji

"Skrzydla wyobraźni” (Under the wing of imagination) to projekt, którego efektem będzie stworzenie internetowej platformy komunikacji między fanami fantastyki z wielu krajów. Program współfinansowany jest ze środków unijnych. Więcej na www.imaginaryrealms.org. Powstaje również film dokumentalny. We wtorek w czasie zachodu słońca ekipa filmowa kręciła sceny bitwy na pobliskiej stacyjce kolejowej.


Czytaj więcej o:
W
olo
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

W
W (13 września 2010 o 10:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gratuluję pomysłu, odwagi i dobrej zabawy! Nie ma co czytać ponurych komentarzy... ponurej części lubelaków zasmucę was jeszcze bardziej. Są kolory w tym mieście!
Rozwiń
olo
olo (13 września 2010 o 07:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mam pytanie... dlaczego akurat na torach? I w zapyziałej wsi Motycz?...

Poza tym dziwne, że PKP się zgodziło na tej ruchliwej linii (bo zgodziło się, prawda?)...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!