czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Monika, Anna, dwie Pauliny, dwóch Tomaszów, Mariusz, Marcin, Paweł i Arek. Leżeli becik w becik na oddziale noworodków. Bo oni wszyscy urodzili się 31 sierpnia 1980 roku. Za pięć dni kończą 25 lat. Dokładnie tyle co "Solidarność”

Do Gdańska wybierają się 25-latkowie z całej Polski. Głównie z Wybrzeża i południowych krańców. Na liście są dwie osoby z Lublina: Tomasz Biedacha i Marcin Kijek.
- Gdyby nie sprzeciw stoczniowców wobec systemu, może byśmy dziś ze sobą nie rozmawiali - mówi Tomasz Biedacha, któremu już w podstawówce na historii uświadomiono, że jest równolatkiem "Solidarności”. Tomek nie wie, czy rodzinne okoliczności mu na nadmorską eskapadę pozwolą. - Niedługo będę ojcem - przyznaje się 25-latek, który niedawno skończył studia na politechnice. I właśnie rozgląda się za jakimś zajęciem. - Mam nadzieję, że 25 lat temu mój ojciec bardziej był zainteresowany moimi narodzinami, niż narodzinami "Solidarności”.
Tomasz, w pociągu do Gdańska pewnie spotka Marcina Kijka. Gdy Marcin miał 12 lat, rodzice wytłumaczyli mu pod jaką datą przyszedł na świat. - Godzinę też podać? 17.50 - uśmiecha się kierownik działu sprzedaży w hurtowni Baby Fant. Zaczynał studiować prawo, ale paragrafy przegrały z pracą zawodową. Teraz pracuje i kończy studia na WSEI. Będzie fachowcem od informatyki w biznesie. - Komputerami przesiąkałem od dzieciństwa, nic innego mnie nie interesowało - tłumaczy. Nie zdradza poglądów politycznych, bierze udział w wyborach. Rodzice ani dziadkowie nie mieli nic wspólnego z ruchem solidarnościowym.
Dziesięć bobasów
Ale to nie wszyscy, którzy 31 sierpnia 1980 roku przyszli na świat w naszym mieście. Pełna lista to dziesięć bobasów. Cztery dziewczynki i sześciu chłopców.

O 5 rano, w lubelskim szpitalu przy Lubartowskiej urodził się Arkadiusz Paweł Kozioł. Możliwe, że on był pierwszy z całej dziesiątki. - Nie czułam się dobrze i bałam się o ciążę, dlatego przyjechałam z mężem do Lublina, żeby być bliżej specjalistów - wspomina Bernadeta Kozioł, mama Arka. Z samym zainteresowanym nie da się porozmawiać, bo jest za granicą. Dokładnie w urodziny będzie wracał z Niemiec, po dwuletnim pobycie na kontrakcie. Arkadiusz, murarz-tynkarz z wykształcenia, znalazł zajęcie na Zachodzie w zupełnie innej branży - był brygadzistą w fabryce robiącej części do BMW. Rodzice mieszkają i gospodarują w Woli Idzikowskiej, koło Fajsławic. Z "Solidarnością” nie mieli i nie mają nic wspólnego. - Już prędzej dziadek Arka, Stanisław. On najbardziej był za tą "Solidarnością”, my to nie. Może ma to po dziadku - żartuje pani Bernadeta. I przyznaje, że martwiła się niespokojnymi czasami, w których przyszło jej urodzić syna.
Tłumoczek z Pauliną
Jeśli w 1980 r. na noworodkach na Lubartowskiej była koedukacja, to tłumoczek z Arkiem mógł leżeć koło tłumoczka z Pauliną Klaudią. Dziś mamą trojga dzieci. - Mąż Patryk jest budowlańcem, teraz żyjemy z jego pensji - opowiada zgrabna brunetka, która w ogóle nie wygląda na mamę syna i dwóch córek. - Najstarsza Patrycja ma sześć lat i idzie zaraz do szkoły. A ja, choć najmłodsza Nicola ma dopiero 1,5 roku - chętnie bym już poszła do pracy - dodaje Paulina Jurek. Szuka ofert pracy w handlu. Ma doświadczenie, pracowała już w kilku sklepach spożywczych w mieście. O tym, że jest rówieśnicą przełomu historycznego w dziejach Europy Wschodniej i Zachodniej dowiedziała się przy okazji tej rozmowy. - Dlaczego mnie się nic takiego nie przytrafia - dopytuje zazdrośnie młodszy brat Pauliny.
Drugą z czterech dziewczynek jakie urodziły się w Lublinie 31 sierpnia 1980 można spotkać w śródmieściu przy Królewskiej. Anna Bogusiewicz w pracowni protetycznej pracuje nad ratowaniem uśmiechów i zgryzów.
Droga do wolności
Kolejnym mlecznym bratem "Solidarności” jest rolnik, który choruje na motoryzację. - Mieszkam pod Lublinem, rodzice uprawiają buraki cukrowe. Przy pisaniu pracy magisterskiej udało mi się połączyć domową praktykę z zamiłowaniem do mechanizmów i wyszło o maszynach do buraków - żartobliwie opowiada Tomasz Antolik, absolwent Akademii Rolniczej, który już na studiach zaczął pracować zgodnie z zamiłowaniami. Od lat przejeżdża wiele kilometrów dziennie. Ale bez dotykania kierownicy. Jest instruktorem nauki jazdy. I sam przyznaje: ma świętą cierpliwość. O tym, że może pojechać na swoje urodziny do Gdańska nawet nie wiedział. - Jak się dowiem, co to za impreza w tym Gdańsku, to może pojadę. Ma świadomość, że jest równolatkiem panny "S”. Nie jest to jednak coś, co by rzutowało na jego zainteresowanie polityką. - Już szybciej ojciec, który w 80 roku pracował w FSC i brał udział w strajkach.
Do pracy do Lublina dojeżdża też codziennie kolejny jubilat - Mariusz Sylwester Szyba. - I nie chcę się przeprowadzać do Lublina, nie chcę zmieniać zajęcia. Tak jest dobrze - mówi codziennie pokonując trasę z i do Wilczopola. Pracuje w Lubelskim Przedsiębiorstwie Robót Drogowych, kładzie asfalt. - Z wykształcenia jestem stolarzem, ale nie lubię drewna. Wolę asfalt. To, że dopiero rano się dowiaduję gdzie będziemy pracować danego dnia też jest dobre - wymienia zalety swojego zajęcia Mariusz. Faktem, że jest równolatkiem "Solidarności”, zbytnio się nie przejmuje. Wie o tym, ale na przykład swojej dziewczyny jeszcze o tym nie poinformował.
Dziesięcioro maluchów, które urodziły się w Lublinie w dniu, gdy w Gdańsku stoczniowcy zmieniali porządek tamtego świata - dziś ma własne dzieci, dorosłe kłopoty i nadzieje. Historyczna data w dowodzie osobistym nie jest dla nich czymś bardzo istotnym.
Nie udało mi się dotrzeć do trojga właścicieli dokumentów z taką datą. Pauliny Alicji Włodarczyk, która najprawdopodobniej mieszka w Krakowie i Moniki Zuby. Nie odnalazłam Pawła Macieja Wójcika,


Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!