poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Moment, który zmienia życie

Dodano: 13 marca 2009, 13:12
Autor: Paweł Puzio

Chwila nieuwagi, alkohol, zbyt duża prędkość - przyczyn jest wiele, skutek zawsze ten sam: wypadek. Gdy już ucichnie cały zgiełk, ofiara zostaje sama z gigantyczną traumą i zrujnowanym życiem. I nikogo to nie obchodzi.

Gdy w 2004 roku tsunami pochłonęło 290 tysięcy ludzi, a ponad pół miliona odniosło rany, ogłoszono, że to największa tragedia XXI wieku. W tym samym czasie na drogach całego świata zginęło 1 200 000 ludzi, a ponad 50 milionów odniosło rany. Ale ci ludzie to tylko statystyka. Jednak za każdą cyferką w kolumnach stoi ludzki dramat. Przez te kolumny cyfr nie widać bólu i cierpienia, tragedii bliskich.

Statystyki nie mają twarzy!

Sławek Buga był jedną z pozycji statystyki w 1999 roku. - Przed wypadkiem normalny młody człowiek. Wypady na działkę z rodziną, wędkowanie, zwykłe szczęśliwe ludzkie życie, jakich wiele w naszym kraju - mówi Janusz Popiel, z Alter Ego, Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych. - W wypadku odniósł rozległe rany centralnego układu nerwowego.

Rodzina wyprzedała wszystko, aby opiekować się Sławkiem, który w tym stanie żył przez półtora roku. Ten wypadek zmienił ich całe życie. Takich ludzkich tragedii w Polsce jest wiele, bo ofiary wypadków poza nielicznymi wyjątkami, są pozostawione same sobie - dodaje Janusz Popiel.

W ciągu dziesięciu minionych lat na polskich drogach zginęły 57 633 osoby. To tak, jakby nagle zniknęły całe Puławy. 647 043 odniosły rany.

Poczucie bezkarności

Po polskich drogach jeździ kilkanaście milionów samochodów kierowanych przez ludzi, którzy w większości mają przesadną opinię o swoich możliwościach.

- Ruch drogowy to dynamiczna sytuacja. Kiedy kierowca siedzi wewnątrz pojazdu, to zaczyna ujawniać się jego prawdziwa natura. To po części efekt pewnego poczucia bezkarności, jakie zapewnia samochód - podkreśla dr Andrzej Markowski ze Stowarzyszenia Psychologów Transportu. - Zachowania na drodze zależą od wielu relacji: między kierowcą a innymi uczestnikami. Między pojazdem, organizacją ruchu a drogą. To są zależności, które kształtują kulturę jazdy, jakże odmienną np. w krajach skandynawskich, w Niemczech, Rosji czy w Polsce. Ba, każdy kierowca to inny typ.

Prawo jazdy to nie prawo do zabijania

Markowski podaje kilka przykładów: Mamy kierowcę z syndromem Mad Maxa (gniew, irytacja, agresja), kierowcę z syndromem wychowawcy (ja ci pokażę, jak się jeździ!). Spotykamy także osoby z syndromem słodkiej idiotki, której los innych uczestników ruchu jest zupełnie obojętny, kierowcę odreagowującego lęki, którego reakcje mogą być skrajne, od obojętności do agresji. - Niestety, najrzadziej jest spotkany typ asertywny, czyli taki, który na poczynania innych kierowców reaguje życzliwością i szacunkiem - tłumaczy Andrzej Markowski.

W Polsce nawet za wypadki ze skutkiem śmiertelnym są orzekane niskie wyroki, często z warunkowym zawieszeniem wykonania kary. - Posiadanie prawa jazdy nie może być prawem do zabijania - kończy doktor Markowski.

Wypadek słono kosztuje

Wypadki drogowe są jedną z głównych przyczyn degradacji życia społeczeństwa. To nie tylko dramaty setek tysięcy ludzi, to także społeczno-ekonomiczne koszty na poziomie 35 miliardów złotych rocznie! I to licząc szacunkowo, bo nikt do tej pory nie pokusił się o szczegółowe wyliczenia.

Nawet Narodowy Fundusz Zdrowia nie prowadzi statystyk, dzięki którym można by precyzyjnie określić koszty wypadków komunikacyjnych. - A etapów generowania takich kosztów jest sporo. Pomoc medyczna, leczenie, rehabilitacja, koszty postępowania policyjnego i sądowego, a w końcu świadczenia odszkodowawcze i rentowe - dodaje Jacek Popiel.

Według badań przeprowadzonych przez dr Agnieszkę Maciąg z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, koszty wypadku śmiertelnego są olbrzymie. Utracone zarobki ofiary śmiertelnej z grupy wiekowej 25-39 lat to kwota 1,85 miliona złotych. Dla ofiar w wieku 40-59 lat takie koszty to 1 milion 327 tysięcy złotych.

Mnóstwo błędnych decyzji

Jacek Popiel krytycznie ocenia cały system pomocy ofiarom wypadków drogowych. - Opieka medyczna w Polsce nastawiona jest na zaleczanie poszkodowanych, a nie ich wyleczenie. Wynika to między innymi z braku systemowych rozwiązań leczenia i rehabilitacji ofiar przestępstw, ograniczania kosztów ponoszonych przez NFZ, utrudnionego dostępu do wysoko specjalizowanych procedur medycznych, braku ośrodków nastawionych na intensywne leczenie najciężej poszkodowanych - wylicza Popiel.

To nie jedyne grzechy. W zbyt wielu przypadkach ustalenia organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości w sprawach wypadków drogowych są… błędne. Wynika to między innymi z nieprawidłowego (lub niepełnego) zabezpieczenia materiału dowodowego, przewartościowaniu pozycji biegłych, przy całkowitym braku ich odpowiedzialności za treść sporządzanych opinii. - Niejednokrotnie, to biegli de facto wydają wyroki, a sąd bezkrytycznie w większości wypadków przyjmuje takie opinie - mówi Popiel. Dlaczego? - Żeby jak najszybciej zakończyć postępowania, bez wnikliwej oceny pełnego materiału dowodowego.

Odszkodowanie, czyli droga przez mękę

Dla poszkodowanych dochodzenie należnych im odszkodowań od zobowiązanego do naprawienia szkody, jest najbardziej traumatycznym przeżyciem.

Piotr Milaniuk z Lublina kilka lat temu uczestniczył w tragicznym wypadku drogowym. - Uderzyliśmy w drzewo. Na miejscu zginęła moja koleżanka, ja jechałem jako pasażer. Miałem sporo szczęścia, bo z tej kraksy wyszedłem poobijany, z mocno nadwyrężonym kręgosłupem. Lekarz wprawdzie dość szybko postawili mnie na nogi, ale uraz kręgosłupa był dość dolegliwy - opowiada Milaniuk. - Groziła mi poważna niesprawność. Gdy zacząłem się domagać odszkodowania z OC sprawcy wypadku, zaczęły się schody. Pracownicy Hestii stosowali przeróżne kruczki, aby opóźnić, utrudnić i zminimalizować wypłatę. Żądali kolejnych zaświadczeń i oświadczeń. To było okropne przeżycie. Nikomu tego nie życzę. W końcu zwróciłem się o pomoc do Alter Ego.

Hak na ubezpieczycieli

- Przyjęte w polskim systemie rozwiązania nastawione są przede wszystkim na ochronę interesów finansowych komercyjnych zakładów ubezpieczeń - twierdzi Jacek Popiel. Brak ustawowej odpowiedzialności karnej i cywilnej zakładów ubezpieczeń sprzyja ich całkowitej bezkarności przy łamaniu praw osób poszkodowanych. - Z całą bezwzględnością wykorzystywany jest brak wiedzy prawnej poszkodowanych. Postępowania trwają latami, a pieniądze na rehabilitację są potrzebne od zaraz. Co z tego, że istnieje zapis o 30-dniowym terminie wypłaty odszkodowania z tytułu odpowiedzialności cywilnej (OC sprawcy - przyp. red.), skoro firmy ubezpieczeniowe stosują wszelkie chwyty, aby nie płacić?
Na szczęście, jest światełko w tunelu. W lutym Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie nałożyła na HDI Asekuracja Towarzystwo Ubezpieczeń SA karę pieniężną w wysokości 10 tysięcy złotych za niewypłacenie w ustawowym, 30-dniowym terminie odszkodowania z ubezpieczenia komunikacyjnego. - To jest pierwsza taka kara - dodaje Popiel. - Teraz mamy haka na ubezpieczycieli.
Informacje do artykułu zostały zebrane na seminarium BRD dla dziennikarzy "Porozumienie Mediów na rzecz Bezpieczeństwa Drogowego”
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!