czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Magazyn

Motosanie z wielkim śmigłem

Dodano: 3 stycznia 2002, 20:17

Tomasz Jusyn pędzący na swoich motosaniach
Tomasz Jusyn pędzący na swoich motosaniach

Jaka jest pogoda, każdy widzi. Właściwie trudno o gorszą. Metrowe zaspy, zamiecie, a śnieg ciągle sypie i sypie. Żeby się gdziekolwiek dostać nie wystarczy dobry samochód z napędem na cztery koła.
Ani helikopter. Tymczasem w Maryninie pod Radawcem mieszka sobie pan Tomasz Jusyn i nie ma z dojazdem większych problemów. Skonstruował motosanie napędzane wielkim śmigłem.

- Wszystko zaczęło się od ojca mojego kolegi, jeszcze w latach sześćdziesiątych - opowiada Tomasz Jusyn, wyciągając z garażu coś, co jeszcze nie ma nazwy. - Oficjalnych chrzcin jeszcze nie było, ale wszyscy mówią na to motosanie.

Trabant lepszy od BMW

Pierwsze motosanie Tomasza Jusyna powstały 15 lat temu. Ich sercem był przedwojenny silnik od motocykla BMW o pojemności 750 cc. - Wzięło się to stąd, że zajmuję się też restaurowaniem starych motocykli. W tej chwili mam ich 10, z czego dwa - Dollar i BMW - odrestaurowane. Wtedy miałem jeden niepotrzebny silnik i szkoda mi było go zmarnować.
Teraz w motosaniach jest silnik od trabanta. Ten motocyklowy był za ciężki. Motosaniami trochę nosiło na zakrętach. Konstrukcja pojazdu jest dość prosta. Centralne miejsce to niebieska gondola (przyczepa od junaka) oparta na trzech płozach. Z tylu, za gondolą, na małym rusztowaniu, silnik. Za nim spore śmigło. A czemu właściwie śmigło? - Bo mieszkam przy lotnisku - śmieje się Tomasz Jusyn. - Poza tym, skuter na gąsienicach każdy może sobie kupić.

Półtorej godziny

Śmigło pochodzi z motolotni i ma jedną wadę... dla tych, którzy stoją z tyłu. Kiedy Tomasz Jusyn odpalił swój wynalazek znaleźliśmy się tuż za nim. Przez chwilę czuliśmy się jak mrówka w odkurzaczu. Na szczęście motosanie są dość szybkie. Jak szybkie, nie wiadomo. Nie mają licznika, nie mają też biegu wstecznego i sporo palą.
- Silnik od trabanta chodzi praktycznie cały czas na maksymalnych obrotach i pali więcej jak w samochodzie. Pełny bak starcza na jakieś półtorej godziny jazdy - wyjaśnia Tomasz Jusyn. - Chcę dobudować specjalne urządzenie do spowalniania obrotów, wtedy śmigło będzie efektywniej pracować.
Pojazdem kieruje się bardzo prosto: kierownicą. Zamiast pedału gazu jest przepustnica, podobna do tych w motorówkach. I w cale nie trzeba dużo siły. - Takim pojazdem jeździ się łatwo i fajnie. Często z niego korzystam - mówi Katarzyna Jusyn, córka konstruktora.

Córki jeżdżą, żona raczej nie

Nie tylko pan Tomasz lubi motocykle, samochody i inne zimowe pojazdy. Także córki. Starsza, Katarzyna, jest studentką i w ubiegłym roku zdobyła Puchar Pań 2001 w Mistrzostwach Polski Pojazdów Zabytkowych. - Startowała skodą spartak z 1958 roku - opowiada jej mama, Barbara Jusyn. - Druga córka, Izabela uczy się w liceum i jest na razie pilotem samochodowym, bo nie ma jeszcze prawa jazdy.
Jedyną "nie zarażoną” osobą jest właśnie pani Barbara. - Jeżdżę normalnym samochodem, a motosaniami nie jeździłam i raczej nie będę - śmieje się. - Mąż od początku małżeństwa miał takie hobby i ja je akceptuję. W końcu są inne; o wiele gorsze.

Wycieczki tak, wyścigi nie

Pierwszym samochodem Tomasza Jusyna była tatra z 1938 roku. - Bardzo długo nią jeździłem. Teraz stoi w garażu. Obecnie zajmuje się głównie motosaniami i motocyklami. W planach mam budowę takich uniwersalnych motosań, nadających się i na lato.
Podobne plany ma kolega pana Jusyna. - Też ma takie motosanie, tyle że dwumiejscowe i zadaszone. Są trochę wolniejsze od moich i mniej statyczne. Czy się ścigamy? - zastanawia się nasz bohater. - Nie, raczej robimy sobie wspólne wycieczki po okolicy.
- Sporo ludzi też chciałoby takie mieć. Czasami się nawet pytają męża, czy nie zrobiłby im takich samych - mówi Barbara Jusyn.

Koła z całej Polski

Więcej czasu niż nad swoim śnieżnym pojazdem pan Tomasz spędza przy motocyklach. - Najwięcej roboty jest ze zgromadzeniem oryginalnych części. Pracuję teraz nad przedwojennym motorem marki NSU z napędem przenoszonym jeszcze przez pasek klinowy - opowiada pan Tomasz.
Jesteśmy w jego królestwie: w garażu. Pod folią stoi pamiętna tatra, obok wykończony już motocykl BMW. Teraz na warsztat trafiło NSU. - Po jedno koło musiałem jechać do Inowrocławia, po drugie, w przeciwnym kierunku, do Wrocławia. Sporo części trzeba poszukiwać za granicą, tylko niektóre można dostać w kraju. Przeważnie na zlotach czy rajdach pojazdów zabytkowych.
Na razie jednak Tomasz Jusyn wraz z córkami jeździ własnymi motosaniami. Póki jest dobra pogoda... tzn. póki jest śnieg. - I to nie mokry. Ten jest najgorszy. Bardzo ciężko się po nim jeździ.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO