niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Musimy mieć swojego Sherlocka Holmesa

  Edytuj ten wpis
Dodano: 15 listopada 2007, 12:11

Rozmowa z Marcinem Wrońskim, autorem książki "Komisarz Maciejewski”, która za tydzień trafi do księgarń

Ciało Romana Bindera, naczelnego "Głosu Lubelskiego”, znajduje jego sąsiadka. Mężczyzna ma wyprute wnętrzności, a w ustach tkwi... jego własne przyrodzenie. To początek krwawego kryminału, którego akcja rozgrywa się w Lublinie. Tym najprawdziwszym, z pięknych lat 30.


• \"Komisarz Maciejewski” to pana pierwszy kryminał?

- Pierwszy, choć wątek detektywa pojawił się już w jednej z moich poprzednich książek. Tym razem jednak postanowiłem napisać kryminał z prawdziwego zdarzenia.

• Z krwawą zbrodnią, mroczną tajemnicą i bohaterskim komisarzem, który tropi mordercę?

- Jest w tej książce na pewno wszystko, co powinno się znaleźć w dobrym kryminale. I nie tylko. W "Komisarzu Maciejewskim” czytelnik odnajdzie też prawdziwy Lublin z lat 30. Są autentyczne nazwy ulic i instytucji z tamtych czasów, zgadzają się numery telefonów, a nawet pogoda. Czytelnik wędruje z moimi bohaterami po prawdziwych dzielnicach Lublina: Kośminku i Starym Mieście. Zagląda na Podzamcze, Krakowskie Przedmieście, Rury Jezuickie (Nadbystrzycką) i odnajduje je takimi, jakie były ponad 70 lat temu.

• Skąd taka dbałość o historyczną wierność książki?

- Fakty historyczne pobudzają wyobraźnię. A poza tym, Lublin w tamtym czasie był niezwykle barwnym wielokulturowym miastem. Lublinianie mieli swoją rewię, spotykali się w kawiarniach, restauracjach, chodzili na tańce, do kina i teatru. Miasto tętniło życiem. Rozwijał się handel i kultura, a lokalnych gazet wychodziło więcej niż dziś. Warto przybliżyć ten klimat.

• Z jakich źródeł pan korzystał, żeby oddać wiernie ten klimat?

- Szukałem informacji w starych przewodnikach, planach, gazetach z tamtej epoki, opracowaniach historycznych, na stronach internetowych, m.in. Teatru NN. Choć jestem polonistą, to wykonałem kawał solidnej pracy historyka-dokumentalisty. To zresztą stare przyzwyczajenie, bo moja praca magisterska też dotyczyła historii Lublina, dokładniej życia literackiego w naszym mieście.

• Bohaterowie też mają swoje pierwowzory w historii?

- Jest postać komendanta Sobocińskiego, który kierował lubelską policją w latach 1927-30. To ciekawy bohater, który zasłynął m.in. wydawaniem rozkazów, jak często policjanci mają się myć albo zmieniać kalesony.

• Brzmi coraz ciekawiej. Uchylmy więc rąbka kryminalnej intrygi.

- Wszystko zaczyna się 9 listopada 1930 roku. Nad ranem sąsiadka znajduje zwłoki Romana Bindera, redaktora naczelnego "Głosu Lubelskiego”, prawicowej gazety, która faktycznie ukazywała się w tamtym okresie w Lublinie. Ciało redaktora wygląda strasznie. Ma wyprute wnętrzności i odcięte przyrodzenie, które tkwi w jego otwartych ustach. Nie ma wątpliwości - Binder został brutalnie zamordowany.

• I wtedy do akcji wkracza komisarz Maciejewski?

- Tak jest. Zygmunt Maciejewski, kierownik wydziału śledczego lubelskiej policji, szuka zabójcy redaktora. Akcja rozwija się niezwykle dynamicznie. Zdradzę, że to nie jedyny trup, który pojawia się w książce.

• Skąd w ogóle pomysł na kryminał \"po lubelsku”?

- Stąd, że Lublin ma kłopoty z własną tożsamością. Uważam, że brakuje nam wyraźnych znaków pop-kulturowych. Warszawa ma swojego "Złego” Tyrmanda, Londyn ma Sherlocka Holmesa, Wrocław - Eberharda Mocka z książek Marka Krajewskiego. A Lublin? Lublin może mieć swojego komisarza Maciejewskiego.

• Czyli ta książka to pomysł marketingowy?

- W jakimś sensie tak. Potrzebujemy bohaterów, którzy mogliby być utożsamiani z miastem. Tej luki nie wypełni poeta Józef Czechowicz, którego obdarliśmy z człowieczeństwa i postawiliśmy na pomniku. To żadna atrakcja dla turystów, którzy łakną tajemnicy, intrygi, ciekawostki. Bohaterów z krwi i kości. Chciałbym, żeby przyjeżdżali do Lublina i pytali: "A gdzie jest ta ulica, na której komisarz Maciejewski znalazł ostatniego trupa?”. Dzięki temu ta postać ożyje, wyjdzie z książki, zacznie żyć swoim życiem. Skorzysta na tym nasze miasto, które zyska aurę intrygującej tajemniczości.

• Stąd właśnie wierność historyczna pana kryminału? Chciał pan w ten sposób uwiarygodnić swoją historię?

- Każda powieść historyczna ma swojego wymyślonego Kmicica, który nie narzeka na brak przygód, też zresztą wymyślonych. Ale tło historyczne pozostaje wierne. Tak też jest w "Komisarzu Maciejewskim”.

• Pana książka ma zaniepokoić, rozbawić, zaintrygować?

- Wszystko razem. Chcę, żeby czytelnik dobrze się bawił przy lekturze, nie mógł doczekać się końca, ale też poczuł dreszcz niepokoju.

• Na myśl, że może paść ofiarą morderstwa?

- Że ta historia z 1930 roku może się przydarzyć tu i teraz. Okazuje się bowiem, że tamte czasy niewiele różnią się od dzisiejszych. Mamy co prawda telefony komórkowe, MP3, DVD, komputery i inne techniczne gadżety, ale cała reszta właściwie się nie zmieniła. Ludzie tak samo kochają, nienawidzą, kłamią, intrygują, a nawet mordują. Nawet kłopoty policjantów i zbrodnie są podobne. I dzieją się w podobnych miejscach. O czym czytelnicy będą mogli przekonać się już za tydzień.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Siedlczanin
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Siedlczanin
Siedlczanin (28 listopada 2007 o 22:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Naprawdę dobry kryminał - nie tylko przez swą lubelskość. Polecam!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!