sobota, 23 maja 2015 r.

Poparzeni Kawą Trzy po trzy

Dodano: 6 maja 2011, 15:26
Autor: joan
Zespół Poparzeni Kawą Trzy <br />
powstał w 2005 roku. Skład kapeli tworzą: Wojciech Jagielski, Roman Osic
Zespół Poparzeni Kawą Trzy
powstał w 2005 roku. Skład kapeli tworzą: Wojciech Jagielski, Roman Osic

Dziennikarze, organista i biznesmen. Jest ich siedmiu. Co może wyjść z takiego połączenia? Nietuzinkowy zespół muzyczny. Po koncercie w klubie Graffiti opowiedzieli nam o historii zespołu, planach na przyszłość... i o męskiej części ciała.

• Jak się zaczęła wasza przygoda z muzyką i co tak naprawdę was "poparzyło”?

Wojtek Jagielski: Kawa.

Roman Osica: Co nas poparzyło? Hmm... Przeszłość kazała nam grać. Każdy z nas grał w różnych kapelach dawno temu. Innymi sprawami, czyli dziennikarstwem, zaczęliśmy się zajmować trochę później. Wojtek Jagielski za czasów "starego” Jarocina grał m.in. w zespole Kosmetyki Mrs. Pinki. Grał, oczywiście, na bębnach, ale nieudolnie mu to szło... "Gierszu” grał w takim zespole, którego nazwy nie pamiętam.

Mariusz Gierszewski: To był zespół Afera. Potem była jeszcze Młoda Foka.

RO: W ogóle nie dało się tego słuchać

MG: Nieprawda. To był pierwszy w Warszawie zespół, który kopiował Red Hot Chili Peppers w 1991 roku.

RO: No dobra, ale potem nie dało się już tego słuchać. Krzysiek Zasada grał w pierwszych składach u Kasi Kowalskiej. Z kolei Marian Hilla skończył w Bydgoszczy obój na akademii muzycznej.

Marian Hilla: Skończyłem obój, ale gram na saksofonie.

RO: Krzysiek Tomaszewski to organista z kościoła na Bielanach. Jako jedyny potrafi jednocześnie zagrać na organach i na trąbce. Jest nawet taki film na portalu youtube.com, na którym to widać. (Film nazywa się "Mistrz Gra Na Organach i Gra na Trąbce” – przyp. red.)
Krzysiek Tomaszewski: Eeee, nie wiem kto go tam zamieścił.

RO: Zapomniałbym o sobie. Grałem szanty. Ciężko mi się do tego przyznać, ale, niestety, tak było. To była masakra. Kiedyś mówiliśmy, że to folk irlandzki, ale tak naprawdę sprowadzało się to do czegoś w stylu: "hej, morze...”.

KT: Najlepsze jest to, że on nienawidzi morza i jeździ zawsze w góry.

RO: I tak to właśnie z nami było. Każdego ciągnęło jakoś do muzyki, więc założyliśmy zespół. Często się spotykaliśmy w tych samych miejscach. Szliśmy na te same konferencje prasowe. Siłą rzeczy staliśmy się kumplami.

• Udało się Wam zaprzyjaźnić, mimo że pracujecie w konkurencyjnych stacjach radiowych.

RO: Ludziom wydaje się dziwne to, że Mariusz Gierszewski, który się zajmuje tematami śledczymi w Radiu Zet, kumpluje się z Romanem Osicą, który zajmuje się tematami śledczymi w RMF FM.

MG: Jak jesteśmy na próbie i Romek ma jakiegoś newsa, to wychodzi z próby, by zadzwonić na zewnątrz. Każdy to szanuje, jeśli to jest jego news i jego temat, to ja się nie wcinam.

RO: Nie ma między nami rywalizacji.

MG: W zespole jest podobnie. Marian chciał grać na perkusji, ale Wojtek był pierwszy.

• Skąd wzięła się nazwa zespołu?

WJ: Tak na serio, to trzeba się zastanowić, co ta nazwa oznacza. Ja nie mam pojęcia.

KT: Mamy skrót PK3. Wybraliśmy taką nazwę, bo PKS jest już zajęty.

MH: Pierwotnie mieliśmy się nazywać "Co trzeci szparag pusty”. Została nam w nazwie tylko liczba trzy.

MG: To miało być coś a la Monty Python.

• Kazaliście dość długo czekać na swoją płytę. Skąd pomysł na płytę? (Płyta nosi tytuł "Musculus cremaster” – łac. termin określający mięsień dźwigacz jądra).

RO: Dłużyła nam się podróż, a Wojtek, nasz niedoszły lekarz, zaczął nam opowiadać różne historyjki z czasów, kiedy studiował medycynę. Jechaliśmy z Krynicy, przez górskie serpentyny, a Wojtek opowiadał nam to, co każdy z nas powinien wiedzieć.

WJ: Czyli o mięśniu, który dźwiga jądra. Zgodziliśmy się, że tak powinna się nazywać nasza pierwsza płyta, bo jesteśmy jak ten mięsień.

MH: Teksty wyszły spod pióra jednego z najlepszych tekściarzy w Polsce, Rafała Bryndala, który jest naszym ósmym nieformalnym członkiem zespołu. On, tak jak i my, był zafascynowany twórczością Sergieja Sznurowa i postanowił coś w podobnym klimacie napisać. Wydaje nam się, że znakomicie mu się to udało. Muzyka to przede wszystkim Krzysiek Zasada. On przynosi pomysły, nad którymi wspólnie pracujemy.

• Macie bardzo rozbudowaną sekcję dętą. Skąd pomysł na taką formę prezentacji?

MH: Sekcja dęta to wynik naszej fascynacji zespołem Leningrad, kultowej grupy z Rosji z Sergiejem Sznurowem na czele. Postanowiliśmy przenieść to na nasz rynek. Początkowo były to dwa saksofony – sopranowy i tenorowy, później dołączyły: trąbka, tuba i puzon. Sekcja jest trochę inaczej wykorzystywana niż w innych zespołach mających w szeregach dęciaki, tzn. gramy bardziej z przodu. To daje bardzo ciekawy efekt.

• Podobno po waszych koncertach rozpadają się inne kapele?

WJ: Uważamy, że są to pomówienia, chociaż fakty temu przeczą. Po tym jak zagraliśmy przed zespołami 5'nizza i Leningrad, ich składy się rozpadły.

RO: Leningrad, na szczęście, już się reaktywował

MH: Ale nie rozmawialiśmy z nimi przez pół roku.

WJ: Niedługo będziemy grać przed Edytą Górniak i Urszulą...

• Jakie macie plany muzyczne?

MH: Rozpoczęliśmy pracę nad nowym materiałem. Pierwsze dwa numery gramy już na koncertach. Mamy nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się wejść do studia. Kto to wie, może na koniec roku wydać kolejny album?
Czytaj więcej o:
0 komentarzy
Skomentuj
Na czas ciszy wyborczej wyłączyliśmy możliwość
komentowania na naszym forum. Zapraszamy do dyskusji po zakończeniu ciszy wyborczej.
Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje