poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Nasza wioska w telewizji

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 kwietnia 2007, 15:33

Wieś spokojna, wieś wesoła, a może zadupie, gdzie diabeł mówi dobranoc? Jaka jest lubelszczyzna, która miliony oglądają w telewizyjnych serialach?

Co chwilę zerka na zegarek. Ma 76 lat i mieszka w Honiatyczkach w powiecie hrubieszowskim. Parafia Honiatycze. Do Hrubieszowa niecałe 30, do Zamościa około 40 kilometrów.
Gdy zbliża się 18.30 nie ma to tamto: "Stoisz sam pośrodku świata, dookoła tysiąc spraw, minął dzień, mijają lata, jutro mieni się od barw” - śpiewa Tadeusza Woźniak. To znak, że zaczyna się "Plebania”. - Jest się naprawdę na co popatrzeć - zachęca Jadwiga Knysz. - Mąż umarł, później syn, a po nim zabrała się synowa. Nigdzie nie chodzę i to moja jedyna rozrywka na stare lata.

Podły Tracz kombinuje

Oglądamy odcinek 865, w którym Wala, żona wójta Tulczyna, pije w miejscowej restauracji wódkę, szklanica w szklanicę, z poprzednim gospodarzem gminy. Dlaczego? Bo był dla niej nieuprzejmy, a na dodatek powiedział, że jest słabą kobietą. Wala nie jest jednak taka słaba, bo ma mocniejszą głowę od byłego wójta. Jowita, która szantażowała Grzyba, trafia do aresztu. Chciała kasy, ale wcale nie jest z Grzybem w ciąży. Dlatego Grzybowej poprawia się humor i razem ze swoim Grzybem jedzie do na szampana do restauracji.
My pijemy herbatę. - Wszystko mi się podoba: proboszcz bardzo dobry, babcia Józia energiczna - zachwala "Plebanię” Knyszowa. - Wikary trochę filozof i tylko mu komputery w głowie, ale bardzo sympatyczny. A, jest jeszcze Tracz, ale ten to Boga w sercu nie ma. Tylko kombinuje i kombinuje.
Serial przedstawia codzienne zmagania mieszkańców prowincji z rzeczywistością. Plebania to miejsce, gdzie splatają się losy prawie wszystkich bohaterów. Z jednej strony toczy się tu normalne życie, ale przy kuchennym stole zdarzają się i rozmowy o kondycji moralnej człowieka.

Sami swoi

"Plebania” jest bliska sercom mieszkańców Zamojszczyzny. Nic dziwnego, bo akcja filmu rozgrywa się w Tulczynie pod Hrubielowem w diecezji zamojskiej. Na mapie próżno szukać Tulczyna i Hrubielowa, ale jest Hrubieszów. Marek Bartkowiak, zastępca burmistrza Hrubieszowa, serial ogląda od czasu do czasu, ale dałby głowę, że w rzeka, która się pojawia w czołówce, to Huczwa. Poza tym w powiecie hrubieszowskim są serialowe Honiatycze, jest i Matcze, a pod Tomaszowem znajdziemy Brzeziny. - Ksiądz proboszcz nazywa się Antoni Wójtowicz, ja też jestem z domu Wójtowicz - zaznacza z dumą pani Jadwiga. - A w Honiatyczkach mieszkają, tak jak w filmie, Grzyby i Ślebody.
Od poniedziałku do czwartku zawsze o stałej porze telewizor włączają także ci, którzy wyjechali spod Hrubieszowa, Zamościa czy Tomaszowa Lubelskiego w świat. - Dla mnie to powrót do lat dzieciństwa i młodości - mówi Grażyna Stokłosa z Katowic. - Życie w filmowym Tulczynie płynie wolno, nikt nigdzie się nie spieszy, ludziom może się nie przelewa, ale starają się żyć ze sobą zgodnie. I wszędzie jest zielono tak jak w moim rodzinnym Majdanie Krynickim. Staram się nie przegapić żadnego odcinka.

Hrubielów też piękny

To prawie jak proboszcz parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Hrubieszowie, choć prawie robi wielką różnicę. - Nie regularnie, ale oglądam "Plebanię” - powiedział nam ks. dziekan Andrzej Puzon. - Fajna, bo na luzie i z daleka od polityki. Pamiętam, że jak w Lublinie nadawano mi tytuł "Zasłużony dla Ziemi Lubelskiej”, to prowadząca zaczęła mniej więcej tak: "Jest takie piękne miasto, Hrubielów, i w tym mieście mieszka ks. Andrzej Puzon”. Zrobiło się wesoło, a to znaczy, że większość zgromadzonych oglądała ten serial.
Ale nie wojewoda lubelski, bo nie ma na to czasu, choć - jak zapewnia jego rzeczniczka - Wojciech Żukowski wie, że jedną z głównych ról gra jego krajan z Tomaszowa Lubelskiego.

Z Tomaszowa na plebanię

Chodzi o młodego aktora, który wcielił się w rolę wikarego ks. Antoniego Króla. - Fakt, że pochodzę z Tomaszowa Lubelskiego na pewno mi pomaga - powiedział nam Marcin Krawczyk.
Na castingu czytał wybrane kwestie z charakterystycznym wschodnim akcentem, ale szybko ugryzł się w język. - Bo uprzytomniłem sobie, że młody, wykształcony ksiądz, którego mam zagrać, nie powinien "zaciągać” - wspomina.
Czym wyróżniają się mieszkańcy serialowego Tulczyna, Brzezin i Honiatycz? - Przywiązaniem do wartości i mądrością życiową, czyli jest podobnie jak w moich rodzinnych stronach, do których z przyjemnością wracam. Wychowałem się w dobrym domu: ojciec z zasadami, czuła matka. Dzięki temu jestem chyba dobrym człowiekiem i... nie bez powodu gram księdza.
Aktor mile wspomina Zdzisławę Kapicę z Tomaszowskiego Domu Kultury, u której uczył się sztuki recytatorskiej, a także przygotowywał do egzaminów w szkole teatralnej. - Uwrażliwiła mnie na piękno nie tylko literatury polskiej, ale wartości kulturowe naszego regionu - wspomina.

Z kogo się śmiejecie?

Ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej nie ma czasu na "Plebanię”. - Ale oglądał ostatnio "Ranczo” i się śmiał - opowiada ks. prałat Adam Firosz, kanclerz zamojskiej kurii.
I bardzo dobrze, bo to komedia. Biskup Wacław Depo oglądał odcinek17, w którym do proboszcza parafii w Wilkowyjach przyjechał na kilka dni w odwiedziny biskup. Nie chciał jednak, aby traktowano go jak biskupa, lecz zwykłego księdza. Miał być incognito, ale proboszcz wszystko wypaplał. O odwiedzinach dostojnika wiedzą wszyscy, ale udają przed biskupem, że nie wiedzą, że jest biskupem.
"Ranczo” dzieje się pod Radzyniem Podlaskim. - To jest na pewno jakaś promocja naszego regionu, ale obraz Podlasia jest przejaskrawiony - uważa Tomasz Jurkiewicz, zastępca wójta gminy Wohyń w powiecie radzyńskim. - Spójrzmy tylko na pracę samorządu: wójt chciwy, a mało zaradny. Urząd pracuje na pół gwizdka, a mieszkańców ogarnął marazm. A przecież podlaskie gminy pozyskują środki zewnętrzne na budowę dróg, kanalizację czy szkoły...
W podobnym tonie wypowiada się Eugenia Kowalczyk z Radzynia Podlaskiego. - Wcale nie jesteśmy zaściankiem - przekonuje. - A zaradności mogliby nam pozazdrościć mieszkańcy innych regionów Polski.
Tomasz Jurkiewicz zawraca uwagę na jeszcze jeden krzywdzący obraz: alkoholizm.

Kopciuszek z Ryk

Chodzi o wysiadujących stale pod sklepem Japyczów, Handziuków i Solejuków. Delektują się mamrotem, czyli najtańszym winem. Ale z drugiej strony trzeba przyznać, że piją wszędzie. W "Plebani” najchętniej sięgają po piwo z wkładką, czyli dodatkiem wódki, za kołnierz nie wylewają również bohaterowie "Złotopolskich” i "M jak Miłość”, których akcja rozgrywa się na Mazowszu.
"Ranczo” ściąga w każdą niedzielę przed telewizory siedmiomilionową widownię. A jest jeszcze "Kopciuszek”, czyli historia Blanki, która po maturze wyrusza z Kalinowa pod Rykami do Lublina szukać prawdziwej matki.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!