wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Nazywają się "i inni”

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 sierpnia 2007, 11:25

Pani I - No to teraz, tylko żeby nas nie wycięli. Pan I - Tak blisko kamery siedzimy, nie wytną. Na pewno nie wytną. Pan II - A ja już wiem, że będę w napisach końcowych! Napiszą: i inni!

Od wtorku w Lublinie trwają zdjęcia do filmu "Spring 1941”, reżyserowanego przez Izraelczyka Uriego Barbasha. Filmowcy potrzebowali ponad setki statystów. Były dwa castingi, gdzie ważyły się losy filmowej kariery: statysta dostawał rolę słuchacza koncertu wiolonczelowego Dworzaka pierwszej kategorii lub drugiej albo Żyda gnanego przez hitlerowców na stracenie. Małgorzata Saniak przegapiła oba castingi. - Znajomy zadzwonił do mnie już w dniu, kiedy osobom zakwalifikowanym kostiumograf dobierał ubrania. Gośka jeszcze szukają ludzi, leć na Złotą. No to poleciałam - opowiada.

Bo miała wolne

Po trzech godzinach siedzenia w kolejce usłyszała, że się nadaje. Nawet bardzo się nadaje. Ma być w 40- osobowej grupie elitarnych statystów-widzów, którzy będą siedzieć najbliżej głównej bohaterki filmowej i grać w kilku scenach. Zdjęcia we wtorek w teatrze im. J. Osterwy.
- Nie wiem, czy ta sukienka jest z lat ‘70 - zastanawia się Małgosia, w czasie gdy Małgorzata Zacharska, kostiumograf i jej asystentka Faustyna Król szukają jeszcze korali. Licealistka z "Zamoja” ma na sobie dużo za luźną czarną suknię ozdobioną czerwono-złotym haftem. Ma wyglądać jak dziewczyna z niewielkiego miasta w Polsce w 1972 roku.
Gdy wychodzi zza parawanu w dżinsach i koszulce, znów jest zwyczajną Małgosią z 2007 roku.
- Nigdy nie brałam udziału w żadnym filmie, strasznie jestem ciekawa, jak to wszystko wygląda tak od środka. Mama też mnie zachęcała: idź, idź, nawet żeby nic nie płacili to idź i zobacz jak się kręci film. Zwłaszcza że sama kiedyś była statystką. Wiele lat temu kręcili w Lublinie film na Majdanku - mówi Małgorzata, która na filmową przygodę znalazła czas, bo po pierwsze ma wakacje, a po drugie akurat we wtorek w restauracji, gdzie pracuje jako kelnerka, ma wolne.

Ekipa

We wtorek dzień statystki zaczyna się o 5 rano. Koło 6 musi być w Osterwie, gdzie w holu, w prowizorycznej charakteryzatorni, statyści zmieniani są w ludzi z minionej epoki. Panowie dostają doklejone baki, panie wymyślne natapirowane koki i opaski. Niebieskie cienie, grube kreski. Wysoki blondyn schodzi z krzesła, jak wcielenie debiutującego Marka Grechuty. - Oj, trochę jak wata cukrowa - uśmiecha się uszminkowana Małgorzata i stuka palcem w swoje obficie wylakierowane, upięte włosy. W wizytowej sukience, koralach i z umalowanymi ustami wygląda doroślej.
Stoi w tłumie członków orkiestry filharmonicznej (oni byli w charakteryzacji już od 4 rano) i innych statystów. Tak upływają kolejne godziny. Przybywa ucharakteryzowanych osób.
- Kurtka moja, spodnie dzwony w paski moje, tylko koszulę mi zmienili, to znaczy że się od 1972 roku nie zestarzałem - śmieje się Jarosław Zoń z Radia Lublin, który dostał rolę operatora ekipy telewizyjnej, która będzie filmowała główną bohaterkę. Przy okazji sam zbiera nagrania.
- Ale to chyba pan odłoży - dopytują się pracownicy ekipy, patrząc na mikrofon z logo radia. - No, Jarek będzie grał Krystynę Jandę z "Człowieka z marmuru” - żartują sobie statyści.
- Ale gdzie są szaliki, wtedy się nosiło szaliki, pamiętacie? - narzeka na braki dbałości o styl ekipy filmowej z 1971 roku Bartek Wieczorek, reżyser i realizator z TVP3 Lublin. Wieczorek, też w zielonej kurce "z epoki”, razem z Zoniem i dźwiękowcem tworzą telewizyjną ekipę.

Ujęcie

Koło 8.30 statyści i muzycy wchodzą na salę. Małgosia siada w drugim rzędzie po lewej stronie sceny, na trzecim fotelu. Tuż przed podestem, na którym będzie siedziała Klara, główna bohaterka filmu, światowej sławy wiolonczelistka. - To tak jak by do waszego miasta przyjechał Artur Rubinstein - tłumaczy reżyser Uri Barbash statystom, prosząc, by pokazali emocje gdy Clare Higgins, filmowa Klara, pojawia się koło nich.
O 9.10 tubalny głos paraliżuje życie w całym teatrze: Cisza! Ujęcie!
W przerwach między próbami do ujęć i ujęciami, statyści wychodzą na kawę, papierosa, rozmowy.
Małgosię ciągnie na plan filmowy ale tak naprawdę to bardziej na scenę. Od roku gra w lubelskim teatrze "Panoptikum” i marzy, by zdawać po maturze do szkoły teatralnej. Matura już za rok. - Mama nie chce słyszeć o tej szkole teatralnej, chce, żebym najpierw skończyła medycynę albo coś takiego poważnego i później sobie została aktorką. A ja bym wolała najpierw zdawać na studia aktorskie. Jednak najpierw matura z chemii i biologii.

Jeszcze będę Żydówką

Między godziną 13 a 15 przerwa. Ekipa - od reżysera po dziewczyny roznoszące wodę mineralną, statyści, filharmonicy, aktorzy - mają wolne. Pracują panie w samochodzie kateringowym serwując zupę.
- Była duża kolejka, nie było gdzie usiąść, to poszliśmy do miasta - opowiadają Karolina Brygoła i Anna Mieszkowska, znajome Małgorzaty, też statystki. - Ludzie się trochę dziwnie patrzyli - uśmiecha się Anna i poprawia wylakierowany koczek i kremplinową suknię i korale.
Po południu kolejne ujęcia. Potem w teatrze robi się spokojniej. Wszyscy są zmęczeni. Ubyło cukru w kostkach w barku, w holu słychać syczenie lakieru utrwalającego fryzury. Dochodzi 18. Wszyscy są na nogach od 4-5 rano. - Nigdy więcej filmu, marzę o prysznicu - kręci głową filmowa żona filmowego strażaka, ubrana w granatowa plastikową kieckę i sznur pereł.
- W środę witamy Klarę przed teatrem. W niedzielę mam iść na Złotą, żeby wybrać ubrania, bo jeszcze będę Żydówką - cieszy się Małgorzata. - Ciekawe czy będzie mnie widać?
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!