środa, 13 grudnia 2017 r.

Magazyn

Nie damy zginąć naszej ciuchci

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 kwietnia 2010, 14:51

Na co dzień studiują i pracują w Warszawie, Lublinie, Puławach. Ale gdy tylko mają wolny weekend albo wakacje, to jadą do Karczmisk. Żeby popracować na ulubionej stacji. To dzięki nim nałęczowska wąskotorówka będzie mogła wrócić na szlak.

– Żyjemy tym już na dwa tygodnie przed przyjazdem. Ustalamy, co będziemy robić, jak długo zostaniemy. Później już tylko odliczamy dni. Mam taki rytuał: jeśli przyjeżdżam na weekend do rodziców do Puław i reszta ekipy też może jechać, to sobota od rana do obiadu musi być przeznaczona na prace kolejkowe – uśmiecha się Grzesiek, jeden z wolontariuszy i miłośników wąskotorówki.

Malowanie słupków hektokilometrowych

Jest ich sześcioro: Natalia, Grzesiek, Tomek, Michał, Sylwek i Jarek. Plus kilku "współpracowników”. Ktoś może powiedzieć: prace porządkowe? A co to za filozofia? – A to wbrew pozorom ciężka praca. Wycinamy drzewa i krzaki przy stacji i na szlaku, malujemy słupki hektokilometrowe, balustrady, zamki zwrotnicowe, kwietniki i krawężniki na peronie, odkopujemy tory. Za wszystko płacimy z własnej kieszeni. Przynosimy sprzęt, narzędzia, farby.

Porządkowanie jest przecież tak samo ważne, jak remont samej kolejki. Bez tego nie mogłaby ruszyć – przekonuje Tomek. – I to jest właśnie w tym wszystkim najciekawsze. Jeśli ciuchcia ruszy, to bez poślizgu, również dzięki nam. Jesteśmy częścią tego przedsięwzięcia i mamy możliwość działania od kuchni.

Kolej na wagony

Ciągle mają za mało czasu i za dużo pomysłów. Porządki w Karczmiskach i na szlaku kolejki na stacjach w Nałęczowie, Poniatowej, Rogalowie, Wąwolnicy to tylko próbka ich możliwości. Kilka lat temu, dzięki pomocy finansowej jednej z hurtowni budowlanych w Opolu Lubelskim,
wyremontowali dawną poczekalnię na stacji w Karczmiskach. Powstała tam galeria obrazów, które młodzi zapaleńcy również sami oprawili. Marzą o zorganizowaniu pleneru fotograficznego i wystawy nieużywanych od kilkudziesięciu lat wagonów towarowych.

– Przecież nikt nie powiedział, że kolejce można pomagać tylko w terenie. Nawet przy piwie w barze rodzą się ciekawe pomysły – śmieje się Tomek. – Szkoda tylko że jesteśmy ograniczeni skromnymi funduszami. Chcielibyśmy zrobić znacznie więcej, tak jak np. wolontariusze z Rogowa, którzy praktycznie własnymi rękami prowadzą kolejkę.

Hobbyści \"się kręcą”

– W wakacje możemy siedzieć na stacji nawet tydzień. Nasi znajomi i rodzina zdążyli się już przyzwyczaić. Jesteśmy znani nawet tutejszej policji. Na początku zdarzało się, że musieliśmy tłumaczyć, dlaczego kręcimy się na stacji. Wiedzą, że kolejka to nasza pasja, którą wszystkich zarażamy – opowiada Grzesiek. – Świeże powietrze, piękna okolica. Wieczorem robimy ognisko, sama przyjemność.

Ale okazjonalna praca na stacji to nie wszystko. – Niestety, sentymenty z dzieciństwa nie sfinansują i nie wypromują kolejki. Dlatego nasz wkład ma również inny wymiar. Jesteśmy w stałym kontakcie z różnymi środowiskami kolejowymi w Polsce i Europie. Chodzi o dzielenie się doświadczeniem, wiedzą z różnych branż, w których na co dzień pracujemy. Prawo, marketing, administracja, historia, elektryka, elektronika – wylicza Tomek. – Trzeba działać kompleksowo, w końcu chodzi o ratowanie naszego dziedzictwa technicznego: to przecież ostatnia na Lubelszczyźnie czynna wąskotorówka. Więc w grę wchodzi również patriotyzm lokalny.

To se ne vrati…

Grzesiek przez kilka lat zajmował się promocją i marketingiem dla Stowarzyszenia Kolejowych Przewozów Lokalnych w Kaliszu, poprzedniego operatora nałęczowskiej wąskotorówki. Był również naczelnikiem na innej kolejce w Polsce. – Dzięki temu poznałem kolejkowe realia nie tylko z punktu widzenia niedzielnego hobbysty, ale również uczestnika tych działań – mówi Grzesiek. – Dlatego jak wielu miłośników w Polsce nie traktujemy kolejki strasznie ortodoksyjnie. Wielu z nich uważa, że ma być jak 50 lat temu, kiedy kolejki były głównym środkiem transportu. Doskonale wiemy, że jak mawiali Czesi – To se ne vrati... Znamy realia finansowe i możliwości organizacyjne samorządów. Dlatego też chcemy być głosem doradczym, a nie bezcelowo krytykować i osądzać.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!