wtorek, 24 października 2017 r.

Magazyn

Nie jestem aniołem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 sierpnia 2007, 12:45

Był plantatorem tytoniu. I żołnierzem Batalionów Chłopskich. Potem został księdzem, biskupem i arcybiskupem.

20 sierpnia skończył 86 lat. Ma młodzieńczą sylwetkę i zawsze pogodny uśmiech na twarzy. Ks. arcybiskup Bolesław Pylak. Jaki jest?

Wstaje o szóstej rano. Krótka modlitwa i na rower, który stoi w sypialni. Zamiast gimnastyki. - Raz w roku w wakacje pozwalam sobie na więcej. W Krynicy Morskiej. Spaceruję po kilka godzin - mówi z uśmiechem. W sypialni jest jeszcze proste łóżko i regał z książkami. Poświęconymi medycynie naturalnej i radiestezji. Nie od dziś wiadomo, że wahadełko to wielka pasja arcybiskupa. Skąd?
- Pracowałem wówczas w seminarium. Nagle przyszła choroba i skończyło się operacją woreczka żółciowego. Wróciłem do siebie, ale nadal źle spałem. Stan mojego zdrowia wcale się nie poprawiał - mówi ks. Bolesław.
Któregoś dnia odwiedził go znajomy franciszkanin. Wysłuchał historii choroby i wyciągnął z kieszeni wahadełko. Zbadał mieszkanie i orzekł, że ksiądz śpi w miejscu, gdzie biegnie wodny ciek. Nakazał przestawienie mebli, spanie powędrowało gdzie indziej, a powrót do zdrowia był bardzo szybki. W pewnym momencie ks. Bolesław postanowił sprawdzić żyłę wodną sam.
- Stanąłem przy łóżku, wziąłem do ręki wahadło, a ono zaczęło biegać. Wcześniej czytałem na temat radiestezji, ale nie przypuszczałem, że jestem uwrażliwiony na wahadło i mogę mieć uzdolnienia radiestezyjne - mówi z uśmiechem. Od tego czasu zaczęła się jego pasjonująca przygoda z wahadłem, która trwa już ponad połowę życia.
• Nie boi się ksiądz arcybiskup złośliwych opinii? Znam sądy młodych księży, że radiestezja to New Age.
- Idiotyzm! Coś panu za chwilę pokażę.

Co ma do radiestezji ks. Stanisław Dziwisz?

Najbardziej znanym lubelskim radiestetą jest Zdzisław Klimkiewicz, który w latach 1975-97 opracował, zbudował i przetestował urządzenie niwelujące szkodliwe promieniowanie pochodzące od cieków wodnych. Wynalazek dostał atest Państwowego Zakładu Higieny, ruszyła produkcja w Lublinie.
- Klimkiewicz napisał list do ojca św. Jana Pawła II z pytaniem, czy radiestezja stoi w sprzeczności z wiarą katolicką? Dostał odpowiedź, przesłaną przez ks. Stanisława Dziwisza.
- Napisał, że jeśli radiestezja ma służyć dobru ludzi, to chyba nie ma w tym nic złego, co byłoby przeciwne wierze katolickiej. Dodał, że w człowieku jest wiele możliwości i Pan Bóg nie zabronił mu używania rozumu dla godziwych celów, nie obrażających Boga.

Pogoda domu, strach wojny, powołanie

We wspomnieniach często wraca do rodzinnego domu w Łopienniku.
- Dzieciństwo w zgodzie z naturą. Praca na roli. Kiedy stawałem z kosą na żniwa, zdarzało mi się szwagra za sobą zostawić - śmieje się arcybiskup. I dodaje: Nawet plantatorem tytoniu byłem.
Podczas okupacji pracował w urzędzie gminy, należał do Batalionów Chłopskich. Pseudonim "Kalina”.
- Siostra należała do AK, jedno nie wiedziało o drugim. Chodziło o Polskę - wspomina.
Po jednej z akcji Batalionów Chłopskich zawisła nad nim groźba aresztowania.
- Mogłem uciec z Łopiennika. Wtedy Niemcy wzięliby moją matkę z ojcem. Zostałem. To był trudny wybór. Ale skończyło się szczęśliwie - wspomina.
W czasie wojny przyszło też powołanie.
- Czułem, że życie świeckie jest nie dla mnie. W lutym 1942 władze okupacyjne pozwoliły na wznowienie seminarium poza Lublinem, w domu ss. szarytek w Krężnicy Jarej. Pojechałem tam ze znajomym księdzem. Zostałem. W 1948 r. przyjąłem świecenia kapłańskie z rąk ówczesnego biskupa Stanisława Wyszyńskiego.
• Co ksiądz czuł, leżąc na posadzce kościoła?
- Że żarty się skończyły. Oddałem się Bogu. Na służbę.

Na służbie

Najpierw rok wikariatu w Nałęczowie.
Potem studia na KUL, doktorat z teologii dogmatycznej, w 1960 r. zostaje kanonikiem gremialnym Lubelskiej Kapituły Katedralnej.
14 marca 1966 r. zostaje biskupem tytularnym i biskupem pomocniczym lubelskim.
Ale najważniejsze przychodzi w 1975 roku.
20 lipca obejmuje rządy nad diecezją lubelską.
25 marca 1992 r. zostaje podniesiony do godności arcybiskupa metropolity lubelskiego, 29 czerwca 1992 r. otrzymuje z rąk Ojca Świętego Jana Pawła II paliusz metropolity, 2 lipca
1992 r. obejmuje urząd arcybiskupa metropolity.
14 czerwca 1997 r. przechodzi na emeryturę.
• Jak bilans?
- 142 nowe parafie, 401 kościołów i kaplic na Lubelszczyźnie. To był trudny okres.
• W styczniu 2007 ogólnopolski "Dziennik” napisał, że ks. abp Bolesław Pylak od 1961 r. był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa?
- Nie sprzedałem się na milimetr - mówi ze spokojem mój rozmówca.

Skromność

Jako arcybiskup zasłynął z wielkiej otwartości na ludzi.
- Można było zadzwonić do mnie o każdej godzinie, jak trzeba, to i w nocy - mówi z uśmiechem. - Wychodziłem z założenia, że ksiądz jest dla ludzi. A biskup musi być jak ojciec. Raz skarci, ale jak trzeba, to przytuli - mówi z uśmiechem.
Dziś żyje bardzo skromnie.
W trzypokojowym mieszkaniu przy ul. Bernardyńskiej w Lublinie. Sypialnia, pokój do pracy pełen książek, maleńka jadalnia, podręczna kuchnia na zrobienie kawy czy herbaty. I wierne siostry, które mu gotują.
Je bardzo skromnie.
Chleb i miód na śniadanie. Do tego biały ser. Lub wiejskie jajko na miękko.
Na obiad ryba. Dużo kaszy gryczanej.
Na kolację kefir.
- I tak całe życie. Może dzięki temu jeszcze daje sobie radę - mówi ze spokojem.
Dużo pracuje. Publikuje artykuły i kolejne książki. Zastępuje arcybiskupa Życińskiego, uczestnicząc w życiu parafii Lubelszczyzny. A tam ludzie go uwielbiają.
I nie odmawia sobie przyjemności, żeby od czasu do czasu pojechać na kongres medycyny naturalnej.
Albo kupić kolejne wahadełko.

W smudze cienia

Siedzimy przy kawie. I urodzinowym serniku.
Wspominamy Karola Wojtyłę, z którym znali się bardzo dobrze.
- Mieszkał u mnie w kurii. Bardzo wesoły. Lubił pożartować. A wie pan, co najbardziej mnie w nim ujmowało? Skromność. I że tak ludzie do niego lgnęli.
• Proszę księdza, jak to jest. Jesteście w tym samym wieku. Papież tyle się nacierpiał. A ksiądz wciąż młody?
- Tak pan Bóg zdecydował. Tyle. Z moich kolegów wszyscy poszli na tamtą stronę. Zostałem sam. Już blisko i mnie.
• Jak ksiądz spogląda wstecz, to co jest najważniejsze w życiu?
- Sumienie. Trzeba być z nim w zgodzie.
• Co jeszcze?
- Zdrowie. Trzeba dbać o ciało. Zawczasu.
• Często ksiądz porównuje to ciało do krnąbrnego osiołka?
- Bo są pragnienia. Jest pożądliwość. Trzeba to zwyciężać. Nieraz człowiek upadnie. Ja też nie jestem aniołem. Ale Pan Jezus jest dobry. Wyciąga rękę. Bo Pan Jezus jest lepszy od ludzi...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!