wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Nie mam sztucznych zębów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 lipca 2007, 16:11

Rozmowa z Dorotą "Dodą” Rabczewską, piosenkarką

• Wystąpiłaś jako piosenkarka i jurorka na wyborach piękności. Dla ciebie wygląd, wizerunek sceniczny na pewno jest bardzo ważny...
- On jest ex equo na pierwszym miejscu z charyzmą. Talent i umiejętność śpiewania oczywiście też się liczą, ale bardzo prostym przykładem jest tu Madonna, która kompletnie nie umie śpiewać, jest totalnym imbecylem muzycznym, a zrobiła oszałamiającą karierę i nadal będzie ją robić. Bo tak naprawdę porywamy ludzi przez to, jakimi jesteśmy, a nie jak śpiewamy, choć to też. Dlatego uroda, obycie ze sceną oraz osobowość są bardzo ważne.
• Na scenie można pozostać sobą?
- Można, jeżeli bycie sobą jest równoznaczne z byciem showmanem. Ja jestem showmanką w domu, jak śpię, jak sikam, cały czas jest we mnie duża dawka emocji, nie potrafię być normalna i dlatego mi to sprawia przyjemność, jest to dla mnie naturalne. Ale jest też taka osoba jak Anna Maria Jopek, która wychodzi, siedzi cały koncert na krzesełku i coś tam dudni w mikrofon. Każdy lubi coś innego i preferuje inny typ.
• Jaka jest twoja nowa płyta? Warto jej słuchać?
- Warto. Przede wszystkim dlatego, że jest na światowym poziomie. Wykorzystaliśmy dużo rzeczy, które do tej pory w Polsce nie były używane. Będzie to można usłyszeć "na pierwszy rzut ucha”. Jest na niej dużo przebojów, bo ja lubię łatwe, ale ambitne linie melodyczne, określone rock'n'rollowym brzmieniem. Dlatego ludzie lubią te piosenki, które śpiewam. Posłuchają raz i zaraz je się nuci i jest fajnie.
• Opowiedz o singlu, który ją promuje.
- Piosenka "Katharsis” powstała w spontaniczny sposób. Miałam zupełnie inny plan marketingowy promocji mojej płyty. Chciałam wejść z piosenką, która jest bardzo żywiołowa, wesoła, taka na wakacje. Ale stwierdziłam, że byłoby to beznadziejnie nienaturalne, nieadekwatne do sytuacji, która zdarzyła się w moim życiu. I po prostu nikt by mi nie uwierzył, ja bym sobie sama nie uwierzyła! Dlatego też była szybka zmiana planów i wydałam singla, który odzwierciedlał obecny stan mojej duszy, czyli smutek i rozczarowanie.
• A teledysk?
- Teledysk jest zajebisty! Wożę go ze sobą w torbie. Mieliśmy z telewizją małe problemy, bo tam jest dużo scen, które nie zgadzały się z kryteriami, tworzonymi przez londyńskie firmy: MTV i VIVA. Bo jest w nim motyw śmierci, krwi, seksu. To sprawia, że dzieci niekoniecznie mogłyby to oglądać przed godziną 19. Dlatego mieliśmy małe problemy, ale dzięki Bogu przebrnęliśmy przez to i będzie normalnie w telewizji.
• Jak da się żyć z takim zamieszaniem wokół swojej osoby?
- Dobrze! Jestem zadowolona. Jedyne, czego mi brakuje, to chwili, żeby zadbać o siebie, o zdrowie. Bo to jest bardzo intensywne życie, wymagające wielu poświęceń, zarówno psychicznych, jak i fizycznych, i czasem trzeba się wyspać, wziąć jakieś witaminy, a ja to zaniedbuję i czasami siedzę i nie mogę wstać, bo taka jestem zmęczona. Nie mam takiego dnia, że mogę zostać w łóżku i nikt się do mnie nie dobija. Są tylko dwa tygodnie w roku, kiedy wyjeżdżam za granicę i wtedy jedyną osobą, która się do mnie dobija, jest kelner z drinkiem z palemką dla mnie.
• Jesteś ulubienicą tabloidów i portali plotkarskich. Z jaką najdziwniejszą, nieprawdziwą informacją na swój temat się spotkałaś?
- Że mam sztuczne zęby. Że co dwa tygodnie robię odsysanie tłuszczu. Że mam romans ze swoim ochroniarzem, który - umówmy się - bez charakteryzacji wygląda jak Święty Mikołaj.
• Walczysz z tym?
- No proszę cię! Wszystko to, co mówią, jest dobre. Jeżeli mam sztuczne zęby, to znaczy, że mam ładne, a że mam naturalne, to nie będę mówić głupot. Z odsysaniem tłuszczu to jest taka historia, że gdy pojechałam do swojego męża do Izraela, po prostu wpadłam w taki amok jedzenia, że jak przyjechałam, to mnie moja mama nie poznała w drzwiach. Wyglądałam jak księżyc w pełni i rzeczywiście bardzo długo dochodziłam do tego momentu, jak wyglądam teraz, do mojej obecnej sylwetki. Moja koleżanka, Anka z Closterkeller, robiła sobie odsysanie tłuszczu i nigdy, ale to nigdy nie mówiła, że to jest dobry pomysł. Moja rada jest taka: nie jeść po 18 i nie pić alkoholu.
• Co poza muzyką? Chciałabyś zagrać w filmie?
- Nie, to byłaby tragedia! Ja sama bym tego nie przeżyła. To by było żenujące, bym się skompromitowała! Mimo że jestem zapatrzona w siebie i absolutnie nie samokrytyczna, to są pewne aspekty w życiu, których lepiej unikać i mieć świadomość tego, że nie jest się najlepszym w niektórych dziedzinach. A ja aktorką jestem tragiczną!
• Ale chyba nie chcesz tak jak Rolling Stonesi do emerytury występować na scenie?
- Faceci na starość wyglądają lepiej na scenie niż kobitki, bo one robią się nieestetyczne, tak jak Tina Turner. Lepiej wiedzieć, kiedy zejść ze sceny niepokonanym. Faceci mogą ciągnąć do upadłego. Jakoś mają większy urok. A ja się w wieku 40 lat, rozumiesz, dorobię tyle kasy, że będę leżeć z d...ą na wierzchu i będę miała to gdzieś.
• Żałujesz czegoś w życiu?
- Nie. Jestem zadowolona z sytuacji, w której się teraz znajduję. W związku z powyższym ważne są wszystkie czynniki, które miały na nią wpływ. Gdybym teraz coś pozmieniała, nawet najgorszego, mogłoby to całkiem inaczej pokierować moim życiem i nie byłoby mnie tutaj. Więc... wszystko jest OK! Teraz są wakacje, a ja co wakacje zawsze mam wakacyjną miłość. Jak byłam młodsza, były listy, telefony, szmery bajery. Teraz z racji wieku i zawodu, który wykonuję, to już nie było takie proste. Byłam zamężna, więc jak wyjeżdżałam na wakacje, to tylko z mężem, o wakacyjnej miłości nie było mowy, gdyż on mnie nie odstępował na krok. Ale uwielbiam wakacyjne miłości i jak byłam nastolatką i chodziłam do liceum, to był najfajniejszy moment w życiu. Przez następne miesiące w szkole tylko o tym się myślało.
• A co po wakacjach?
- Niestety, albo i stety, jestem najwięcej koncertującą osobą w tym kraju. I tak bardzo ukróciłam sobie tę ilość, ponieważ to było tak intensywne, że nie do przejścia. Dlatego teraz gramy trzy razy w tygodniu. Moje plany, to udział w dwóch bardzo wielkich projektach znanej stacji telewizyjnej. Już niedługo się przekonasz. Będę zasiadała w jury, a w drugim będę - że tak powiem - jedną z głównych osób. Nie mogę jednak zdradzić szczegółów, chyba że mi zapłacą pół miliona dolarów, wtedy ci powiem! Poza tym cała promocja płyty. Tak się tylko wydaje, że to jest jak pierdnięcie, ale to jest ciężka praca. Jedna sesja zdjęciowa to szesnaście godzin. Przejście przez prasę trwa miesiącami. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jakie to jest masakrycznie ciężkie. Dla mnie, dla osoby, która jest bardzo znana i nie powinna sobie zawracać tym gitary. Ale cały czas muszę dbać o to, by nie zejść ze świecznika.
Rozmawiała Emilia Chanczewska




  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!