niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Nie skacz. Porozmawiajmy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 lutego 2010, 23:54
Autor: Andrzej Plęs

Co byś czuł, gdyby od twojego jednego słowa, jednego gestu zależało życie ludzkie?

– Nie bądź ciulem i skacz! Pokaż, że jesteś mężczyzną! – słychać z tłumu ludzi czekających, aż mężczyzna przekroczy wreszcie parapet okna na 11 piętrze. I był taki przypadek, że facet stał na dachu, a jego konkubina krzyknęła z dołu: Nie rób obciachu. Chłopaki patrzą, to skacz...

Gwiazdorstwo? Nie w tym fachu

I dlatego punkt pierwszy programu: usunąć ludzi, bo ich krzyk może być dla tego potencjalnego samobójcy, jak popchnięcie. Wtedy cała misterna robota policyjnych negocjatorów weźmie w łeb. Ci rzadko zdradzają sekrety swojej pracy, nie "dają twarzy” do prasy i telewizji.

W razie powodzenia negocjacji z samobójcą, terrorystą czy porywaczem, chwały publicznej nie będzie. W razie niepowodzenia wszyscy na ulicy będą ich wytykać palcami: to ten, który doprowadził do śmierci.

A w tym fachu sukces nigdy nie jest gwarantowany i od porażki dzieli go tylko wąska granica. Granica porozumienia negocjatora z desperatem. A właściwie zespołu negocjatorów, bo to zadanie zespołowe.

– Tu nie ma miejsca na gwiazdorstwo i indywidualizm. Musimy bezwzględnie na sobie wzajemnie polegać – mówi Grzegorz Pirga, koordynator rzeszowskich negocjatorów z siedmioletnim stażem.

Test psychologiczny

Nie przez przypadek strony internetowe policyjnych komend usiane są sukcesami funkcjonariuszy, ale o sukcesach negocjacyjnych: ani słowa. Bo w tej sferze szum informacyjny tylko szkodzi.

To nie tylko pragmatyka, ale i etyka: desperackie kroki podejmują na ogół ludzie o niestabilnej osobowości. Czynić z nich negatywnych bohaterów publikacji wydaje się co najmniej niestosowne.

Z wielu funkcjonariuszy, którzy starają się o status negocjatora policyjnego, funkcje dostaje niewielu. Z kilkudziesięciu rzeszowskich przez sito badań psychologicznych przeszło kilkunastu. Do szkolenia dopuszczono kilku. Wyników testów się nie ujawnia, więc ci, którzy oblali, nawet nie wiedzą dlaczego.

Wiadomo, że niezbędna jest wyjątkowa odporność na stres, bo przez kilka, czasem kilkanaście godzin negocjacji od ciebie zależy życie tego drugiego człowieka. Albo ludzi. Potrzebna jest też wyjątkowa umiejętność autokontroli. Nie można pozwolić sobie na żaden gest, nawet strzęp słowa, które mogłoby popchnąć desperata do tego, od czego próbujesz go odwieść. To wszystko wyjdzie w testach psychologicznych. To i jeszcze więcej.

"Złapać” człowieka

Wybrańcy jadą do policyjnej szkoły w Legionowie. Codziennie kilkanaście godzin symulowanych negocjacji, z krótkimi przerwami na posiłek. Nie wytrzymasz tego, tym bardziej nie wytrzymasz w prawdziwej akcji, kiedy stres jest zwielokrotniony. Nie wytrzymasz: odpadasz.

Nie ma jednego negocjatora. Jest trzech, czterech i psycholog. Każdy z nich uważnie śledzi zachowanie, sposób mówienia i treść wypowiedzi desperata. Psycholog kreśli portret psychologiczny, by jak najłatwiej i najszybciej dotrzeć do człowieka, "złapać” z nim kontakt i utrzymać.

W tym samym czasie zbierane są informacje o desperacie. Im więcej informacji, tym mniejsze ryzyko popełnienia błędu.

Rozmowę prowadzi jeden negocjator. Pozostali mu pomagają, dają wskazówki. Czasem, gdy ten jeden stwierdza, że "nie poradzi”, zastępuje go inny. Czasem reszta dochodzi do wniosku, że ten jeden sobie nie radzi i pada decyzja o zmianie. Nikt na nikogo się nie obraża. To zadanie zespołowe, nie ma indywidualnego sukcesu.

Szachy psychologiczne

Można odwrócić uwagę desperata, angażując go w rozmowę na temat, który go interesuje. Piłka nożna? Proszę bardzo. Tylko negocjator musi mieć o niej pojęcie. Bo jeśli tamten człowiek uzna, że ma do czynienia z piłkarskim dyletantem, może poczuć się zlekceważony i wtedy...

Nie obiecywać rzeczy nie do spełnienia. Chce skoczyć, bo narobił długów nie do uniesienia? Nie mówić, że przecież można spłacić. Bo zapyta jak. Chce śmigłowca i worka pieniędzy? Trzeba rozmowę poprowadzić tak, żeby odjechał na deskorolce i z pustymi kieszeniami, ale obiecywać nie wolno.

Każda chwila to łamigłówka, ale czasem najprostsze metody są najskuteczniejsze. Przykład: właściciel gospodarstwa na wsi wszedł na strych stodoły, jeden koniec liny zawiązał na belce pod dachem, drugi koniec – z pętlą – założył na szyję. I stał w otworze dachu. Skok oznaczał śmierć. Sołtys godzinę negocjował, zanim pojawił się zawodowiec z policji.

Przyszedł i uprzejmie poprosił desperata, żeby zszedł porozmawiać, bo on nie może tak stać pod tą stodołą i zadzierać głowę, bo coś go przewiało i szyja boli jak diabli. Argument w sam raz dla pracującego na wolnym powietrzu rolnika. Zrozumiał cierpienia policjanta, zdjął pętlę z szyi i zszedł pogadać.

To nie film

Kolejna zasada: nie zapraszać do negocjacji najbliższych desperata. Nie ma takich sytuacji, jak w amerykańskich filmach, że żona przez głośnik negocjatora błaga męża, żeby nie wysadzał się w powietrze. Bo w "realu” może okazać się, że mąż ubrał się w materiały wybuchowe właśnie na złość żonie. I na złość żonie przyciśnie guzik. Najbliższych dopuszcza się do negocjacji w wyjątkowych przypadkach, ale o tym decydują negocjatorzy i psycholog.

I nie ma reguł: równie trudno negocjuje się z człowiekiem o IQ 140 i z wyższym wykształceniem, co z rolnikiem po zawodówce. Przede wszystkim trzeba stworzyć więź, poczucie zaufania do negocjatora.

– To cel podstawowy – zapewnia jeden z negocjatorów. – Ten człowiek musi wiedzieć, że chcemy mu pomóc. Bo rzeczywiście chcemy.

Nie pamiętam

Ale i tak za cały przebieg działań odpowiada dowódca operacji. Może on podjąć decyzję, że wyczerpały się możliwości negocjatorów i trzeba wysłać jednostkę antyterrorystyczną. Szczególnie, kiedy liczy się czas i gdy krzywda może stać się osobom trzecim.

Negocjator może przesiedzieć nawet kilkanaście godzin z osobą, która chce popełnić samobójstwo. Takiego pozornego komfortu czasu nie ma w sytuacji, kiedy zagrożone jest życie innych. Jak w przypadku, kiedy ojciec rodziny sterroryzował domowników i zagroził, że wszystkich wysadzi w powietrze podgrzewaną stale butlą z gazem. Tu nie było nieograniczonego czasu na przekonywanie.

Kto nie doświadczył tego na własnej skórze, nie pojmie napięcia. – Trzeba stale kontrolować każde słowo i każdy gest, nawet barwa głosu może mieć znaczenie – tłumaczy Pirga.

O czym negocjatorzy rozmawiali kilkanaście dni temu przez pięć godzin z potencjalnym samobójcą na parapecie okna na jedenastym piętrze rzeszowskiego bloku? – Nie pamiętam – ucina rozmowę podisnsp. Zbigniew Kocój. – Chyba po wszystkim się zresetowałem.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!