sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Nieuleczalna choroba 9/11

Dodano: 15 września 2006, 10:50

• Jak się czuje w pięć lat
po 11 września 2001 roku bohater tego dnia, który trafił na łamy książek, do prasy, radia i telewizji. Był przyjmowany przez prezydentów, na Kapitolu, w Sejmie... Długa lista.
- Jestem na aucie. Emerytura, zmarnowane płuca, duszności, plucie krwią. Spotkania z psychologiem, żeby przezwyciężyć depresję i koszmary nocne. Starcza jeszcze siły na pomaganie innym kolegom, ale jest jej coraz mniej...

• Co z kolegami?
- Ponad 600 choruje, z tego 50 na raka. Kilku już zmarło. Ponad sto rodzin strażackich zostało rozbitych przez rozwody i separacje. Do psychiatrów i psychologów chodzi ponad tysiąc... Wielu żyje z dnia na dzień, pije, szuka ratunku w spotkaniach z kumplami. To druga strona medalu naszego bohaterstwa, którym politycy napychają sobie gęby do patriotycznych przemówień.
• Na ilu pogrzebach strażackich pan był?
- Na stu siedemnastu...

• Czy jest ktoś, kto był więcej razy?
- Rudolph Giuliani, legendarny burmistrz Nowego Jorku, był na ponad 160 strażackich pożegnaniach. Czasem nawet na trzech pochówkach dziennie. On jednak poruszał się opancerzoną limuzyną w obstawie, a ja starym wysłużonym vanem. To był mój święty obowiązek. Oni zginęli 11 września 2001 roku, ja wyszedłem z akcji na World Trade Center cało. Być może dlatego, że oni zginęli.
• Podczas akcji na WTC oddało życie 343 nowojorskich strażaków. Byli wśród nich Polacy. Wielokrotnie zwracał się pan do wielu ważnych ludzi w Polsce o ich upamiętnienie. I co?
- (tu brzydkie słowo)... Poszło do ziemi co najmniej dwudziestu polskiego pochodzenia. Z pamięci mogę wymienić: Josepha Grzelaka, Scotta Kopytko, Billa Krukowskiego, Allana Tarasiewicza, Michaela Warchalę, Stanleya Smagalę. Byli także nasi o typowo amerykańskich nazwiskach, jak choćby Dennis Cross.
• Jak pan walczy o ich pamięć?
- Mówiłem o nich, kiedy mnie zaprosili do Sejmu. Mówiłem, kiedy mnie przyjmowało dowództwo polskiej straży pożarnej. Mówiłem komendantowi lubelskiej straży oraz lubelskim oficjelom, z którymi mnie poznawał. Nawet w Lublinie: mówiliśmy konkretnie o Stanelyu (Staszku) Smagale. Jego rodzina wywodzi się z tych stron. Pięć tygodni po jego śmierci na świat przyszła jego córeczka... To było pierwsze z 52 dzieci, jakie urodziły się po śmierci swoich ojców 11 września 2001 roku. Wdowa po Staszku, Dene, prócz wspólnie wybranego imienia: Alexa, dodała małej także: Faith, czyli Wiara. Miejsce Staszka przy stole w domu jest nakrywane do każdego posiłku. Tak jakby tylko wyszedł na służbę i zaraz miał wrócić. Na tym polega siła wiary, że nie odszedł na zawsze. Jest z nami. Ulica jego imienia może ten fakt podkreślić i być pięknym dowodem solidarności.
• Bohaterowie 11 września mają swoje ulice poza Stanami?
- Oczywiście. W całej Europie Zachodniej, w Japonii. Nawet na Ukrainie...
• A w Polsce?
- Polski to nie dotyczy. Trzeba być królem, żeby się zainteresowali (władze Lublina starają się w Nowym Jorku o pozwolenie na skopiowanie pomnika króla Władysława Jagiełly, który stoi w Central Parku - dop. red.).
• W pierwszą rocznicę tragedii odmówił pan prezydentowi RP i nie przyleciał, mimo imiennego zaproszenia na obchody rocznicy tragedii w Polsce. Wielu Polaków było zaskoczonych.
- Ale nie Amerykanów. W WTC poległ mój dowódca porucznik Glenn Wilkinson. Przez dziewięć godzin wyciągaliśmy jego ciało spod ruin. Rok później, 11 września, w naszej jednostce Engine 238 odsłanialiśmy tablicę ku jego pamięci. Gdzie miałem wtedy być? Z nim czy na salonach w Warszawie? Polskiego prezydenta i premiera spotykałem potem w ground zero, na miejscu, gdzie były wieże WTC. To było najwłaściwsze miejsce.
• Swój hełm strażacki z akcji w WTC przekazał pan w imieninowym darze Janowi Pawłowi II. Był on obiektem starań i zabiegów wielu jednostek muzealnych m.in. w Nowym Jorku. Również dowództwo polskiej straży pożarnej zwracało się o przekazanie hełmu do muzeum pożarniczego w kraju. A pan uznał, że miejsce hełmu jest w Watykanie. Dlaczego?
- Po pierwsze, uważałem, że Jan Paweł II był jednym z uczestników naszej akcji na WTC. Po drugie, Ojciec Święty, był tym człowiekiem, który jak nikt potrafił zrozumieć cierpienie, poświęcenie bliźniego i sens ofiary życia. Po trzecie, skoro tak cierpiał, chciałem mu poprzez hełm bojowy dodać otuchy i siły do zmagania z chorobą.
• Papież był wzruszony przyjmując ten dar serca.
- To była dla mnie najlepsza "zapłata” za cały 11 września... Będę o tym pamiętał zawsze.
• Podobno na ruinach towarzyszyły wam podczas akcji plakaty obrazu Matki Boskiej, nazwanej potem Madonną z World Trade Center, która wspomagała ratowników?
- Tak, to prawda. Nie wiadomo dokładnie, jak się pojawiły, kto je porozwieszał. Wiele się o nich mówiło. Bez wątpienia były wtedy znakiem otuchy i nadziei dla tych, którzy byli wtedy w tym piekle. Jak później ustalono, były to reprodukcje obrazu "Our Lady of Universe” (Matki Bożej Wszechświata), jaki był wystawiany nowojorskiej siedzibie ONZ w roku Millenium, a którego autorką jest meksykańska artystka Jacqueline Ripstein, katoliczka żydowskiego pochodzenia. Jeden z plakatów z ruin WTC, wraz ze strzępami flagi z wozu bojowego FDNY, podarowali panu zresztą koledzy strażacy, traktując jako "swojego człowieka”, który też był tego dnia w rejonie ground zero. Który rozumie i pamięta. I nas strażaków i to, co się 11 września działo.
• A czym pamięć o TYM jest dla pana?
- Taka zwykła, codzienna pamięć, a nie jakieś dęte mowy do kamer telewizyjnych i dziennikarzy. Proste czyny: zapal znicz na grobie kumpla, zadzwoń do jego żony i zapytaj, czy nie potrzebuje pomocy, zabierz jego syna na mecz koszykówki czy bejsbola. Reszta jest w nas...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!