poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Nikt ich z planu nie przeganiał

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 czerwca 2009, 15:03
Autor: Marian Cudny

O roli Komendanta w filmie "U Pana Boga za miedzą” opowiada Andrzej Zaborski.

• Już po raz trzeci zagrał pan Komendanta w Królowym Moście. Nie ma pan już dość tej roli?

- Absolutnie nie. Powiem więcej: ta postać jest jedną z moich ulubionych, trudno jej nie polubić. Narwany, ale dobry i uczciwy z niego typ. Oczywiście, nie bez znaczenia jest fakt, że zdjęcia do filmu kręcone były w moich rodzinnych stronach, a fabuła opowiada o mieszkańcach Podlasia. Niby zwyczajnych, a jednak nietuzinkowych, niezwykłych. Tutaj każdy bohater wyróżnia się na swój sposób, nawet drugoplanowe postaci mają coś ciekawego do powiedzenia, zagrania. Olbrzymia w tym zasługa świetnie napisanego scenariusza, dialogów.

• To, że gra pan u siebie ma naprawdę aż tak duże znaczenie?

- Naturalnie. Zupełnie inaczej pracuje się w Supraślu, Sokółce czy Tykocinie niż w Warszawie lub w innym wielkim mieście. Na każdym kroku odczuwaliśmy gościnność tutejszych mieszkańców, zresztą zawsze byli bardzo pozytywnie nastawieni do ekipy, często z zaciekawieniem podglądali naszą ciężką pracę. Nikt ich z planu nie przepędzał, nie przeganiał, bo i po co? Przecież nikomu nie przeszkadzali, wręcz przeciwnie: swoją obecnością dopingowali nas do jeszcze lepszej pracy. Myślę, że taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia w Warszawie.

• Mimo to pojawia się pan ostatnio dość często w stolicy...

- I jak najszybciej z niej uciekam! Nie zostaję w niej ani chwili dłużej niż to konieczne. W Warszawie pewnie szybko bym zwariował albo popadł w depresję. Od natłoku samochodów, hałasu, tłumów, wiecznego pośpiechu, bieganiny. A na Podlasiu czuję się jak ryba w wodzie, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

• To jaki jest powód wyjazdów do Warszawy?

- Gram w jednym z popularnych seriali, ale na szczęście do swojego domu w lesie niedaleko Białegostoku mam tylko trzy godziny drogi. To mój azyl, święte i magiczne miejsce. Mogę tam robić to, czego tylko dusza zapragnie. Uwielbiam łowić ryby i kiedy mam trochę wolnego czasu biorę wędkę i ruszam na łowy. W tych stronach jest też mnóstwo smakowitych grzybów i nieraz przynoszę do domu niezwykle dorodne okazy. Oglądam filmy, relaksuję się, grając na perkusji. Żyję po swojemu. Pomalutku, spokojnie, bez zbędnych nerwów.

• Nie ciągnie pana do wielkiego świata?

- Miałem kilka propozycji, ale po co miałbym pchać się do obcych mi ludzi, do świata odmiennych zwyczajów, innego stylu życia? Dla paru groszy więcej naprawdę nie warto. A tak jestem u siebie, realizuję się w stu procentach jako wykładowca w Akademii Teatralnej i aktor w swoim ukochanym Białostockim Teatrze Lalek. Mam czas dla siebie, rodziny, przyjaciół.

• W przeciwieństwie do Komendanta, który ciągle gdzieś goni i zawsze ma jakieś problemy na głowie.

- W "U Pana Boga za miedzą” będzie miał ich jeszcze więcej, obiecuję! Dosięgną go nie lada kłopoty, zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Mój bohater zauroczy się specjalistką od komputerów, atrakcyjną i dojrzałą Mariną, ale więcej szczegółów zdradzić nie mogę. Kilka dni temu obejrzałem po raz pierwszy zmontowaną całość i powiem tylko, że mam nadzieję, iż widzowie będą się śmiać tak samo głośno i szczerze jak ja.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!