niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Magazyn

Nikt nie lubi takich sąsiadów

Dodano: 12 czerwca 2003, 11:57



John O`Brien jest księgowym w firmie Smith&Smith&Company. To brytyjska firma z wieloletnią tradycją, a pan O`Brien pracuje w niej od kilkunastu lat, pnąc się po szczeblach kariery. Dorobił się już stylowej kamienicy na Harrington Road. Do pracy jeździ sportowym jaguarem. W każdy weekend stara się zajrzeć do teatru albo do operetki na nowofalowy musical. Pan O`Brien ma również swoją zaprzyjaźnioną księgarnię, której właściciel, pan Samuel Graystocke odkłada mu nowości wydawnicze, zwracając baczną uwagę na zbiory socjologicznych esejów i postmodernistyczną literaturę iberoamerykańską.
Pan O`Brien, jak przystało na Anglika, gra w golfa, chodzi na mecze polo, a czasami zajrzy na stadion futbolowy. Jak sam mówi, lubi niekiedy obejrzeć futbol na światowym poziomie. Niestety, w ostatnią niedzielę spokojne życie pana O`Briena obróciło się w gruzy. Zrozumiał to, gdy siedząc w swoim gentlemańskim klubie przejrzał najnowszy numer „The Guardian”. Zobaczył w nim liczbę: 58,85 proc.
Mr. O`Brien natychmiast przeanalizował tę wiadomość swoim chłodnym, brytyjskim umysłem. „Za rok będę miał nowych sąsiadów –stwierdził pokornie. – Jacy są? Co czytają? Czym się interesują? Na jakim poziomie jest u nich sport?” – zastanawiał się.
Najpopularniejszym zespołem jego nowych sąsiadów jest niejaka grupa „Ich Troje”. Jej lider jest jednym z najgorzej ubranych ludzi na świecie, publicznie kłóci się z żoną i sam przyznaje, że nie umie śpiewać.
To odkrycie nieco zbiło z tropu pana O`Briena. Potem było jeszcze gorzej. Dowiedział, że do teatru czy operetki chodzą tylko komornicy, zabierający dekoracje na poczet teatralnych długów. Normalnych widzów już dawno nie ma. Do kina jego nowy sąsiad idzie raz w roku. Średnią statystyczną zawyżają szkolne wycieczki, oglądające pod przymusem ekranizacje szkolnych lektur.
„A może chociaż coś czytają?” – myślał nasz bohater. Owszem. Nowi sąsiedzi kupują głownie kolorowe gazetki, z plotkami o życiu gwiazd i z programem telewizyjnym.
A właśnie – telewizja... Mr. O`Brien spadł ze swej wiktoriańskiej pufy, kiedy zobaczył ranking popularności programów telewizyjnych. Teleturnieje i telenowele! W programie znalazł tylko jedną ambitną pozycję, która telewizja puszczała o godzinie 3 w nocy. „Może tak późno, bo za dnia uprawiją sport i chodzą na mecze?” – z nadzieją pomyślał O`Brien.
Niestety. Nie uprawiają sportu, bo mają zaledwie trzy dobre stadiony. Na mecze chodzą po to, żeby się bić. Wszystkie media w kraju jego przyszłych sąsiadów zajmują się narodowym problemem: czy kadra piłkarska zdoła nie przegrać z Kazachstanem.
Wśród nowych sąsiadów O`Briena jest jeden znany sportowiec. Traktowany jak postać mityczna, która ma leczyć wszystkie kompleksy.
„Będę miał strasznych sąsiadów – pomyślał O`Brien. – Na szczęście, dopiero za rok. Może do tego czasu zajmą się choć trochę sobą, zamiast ciągle roztrząsać, ile dopłacę z mojej kieszeni do ich mleka”.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO