czwartek, 23 listopada 2017 r.

Magazyn

Nocna zmiana bluesa

  Edytuj ten wpis
Dodano: 18 sierpnia 2006, 10:46

Żeby pracować w nocnym sklepie trzeba mieć jedną z dwóch rzeczy: czarny pas w karate lub urok osobisty. A najlepiej jedno i drugie - w razie kłopotów rozbroi się klienta albo z półobrotu, albo uśmiechem.

Na piątkową "nockę” umawiam się w całodobowym sklepie w centrum Lublina. Przychodzę zaopatrzony w kubek (na kawę) i kolorowe czasopismo (na nudę). Przydało się tylko to pierwsze.

23.00
Witają mnie dwie młode dziewczyny: obydwie Anny, obydwie na nockach od roku. Twierdzą, że są zahartowane w bojach i żaden pijaczek im nie podskoczy. Za to najbardziej obawiają się młokosów:
- Po nich nigdy nie wiadomo czego się spodziewać - mówi Anna, brunetka. - Często widać, że nie mają "osiemnastki”, a przychodzą już dobrze wstawieni. Kiedy prosi się takiego o dowód osobisty przy zakupie alkoholu zaraz zaczynają się problemy. Krzyczą, że co ja sobie wyobrażam, albo od razu zwymyślają. Szkoda gadać...
Tymczasem przy ladzie klient za klientem. Zestaw z reguły ten sam: dwa, trzy piwka i papierosy.
Północ
Nie ma dziś wielkiego ruchu. raz, że leje, dwa, że długi weekend. Ale dziewczyny wcale nie są zadowolone:
- Nie wiadomo, co gorsze: całą noc biegać jak szalona, bo dużo klientów, czy nudzić się jak mops... - zastanawiają się ekspedientki.
Za to kilku jegomości pojawia się co pół godziny, z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Są jak maratończycy: muszą regularnie uzupełniać płyny w organizmie.

01. 00
Znam już na pamięć ceny alkoholi. Na przykład popularne wino "Sandra” kosztuje 3,70 zł. Jego wielkim atutem jest atrakcyjna, kolorowa etykieta z kąpiącą się pięknością o latynoskich rysach. Całość wśród kiści winogron. Ale wina i tak przegrywają z nalewkami - 13 proc. to nie to samo co 7 proc. a przecież w tym sporcie chodzi o to, żeby sponiewierało. A pieknośc, nawet i latynoska, w tym nie pomoże.

01.30
Miłośnicy nalewek i jaboli nie są agresywni. Potulnie proszą o towar, wyliczają drobne i wychodzą. Wrócą, jak nazbierają na kolejne. Niektórym idzie to wyjątkowo szybko.
- Jak wchodzi taki, to nie muszę przyjmować zamówienia: od razu wiem, że będzie gruszka, albo wiśnia - mówi Anna, blondynka, która stoi na alkoholach.
Sprawdzam. Rzeczywiście, sprzedawczyni idealnie trafia w gusta klientów.
- Znam ich prawie wszystkich, najczęściej z ksywek. Są z reguły spokojni, tylko nowi się kłócą - mówi.
O co?
- Że butelka nie jest pełna i żeby dać im inną; że jabłkowe wino jakieś niesmaczne. Zdarzają się tacy, co chcą nalewkę z lodówki - opowiada dziewczyna.

2.00
Z moich krótkich obserwacji wynika, że klientów sklepu nocnego można podzielić na trzy rodzaje: pierwsi, to stali bywalcy; prawdziwi smakosze fantazyjnie nazwanych win o jakości odwrotnie proporcjonalnej do nazwy. Drudzy, to imprezowicze z doskoku. Wpadnie taki po kilka piw i zawsze jest albo w trakcie, albo przed imprezą. To taki klient stwarza najwięcej kłopotów: kłótliwy, czasem agresywni.
Trzeci rodzaj kupuje chleb, masło lub serki. Ci jak najszybciej opuszczają sklep bo spieszą się do żon i dzieci.
Tymczasem dziewczyny mówią, że klienci wyjątkowo dziś uprzejmi. Być może za moją sprawą.
- Pewnie myślą, że jest pan ochroniarzem. Mamy wynajętą ochronę, przyjeżdżają w razie czego, ale facet za ladą zawsze wzbudza więcej respektu. - twierdzą.

2.30
Pytam, czy zdarzają się jakieś ekstrawaganckie zakupy.
- Pamiętam, jak facet kupił prawdziwego szampana za ponad 200 zł. Stał u nas na półce już tak długo, że nikt nie liczył na jego sprzedaż - opowiada Anna brunetka.
Druga Anna pamięta za to pewnego stałego bywalca, takiego "od nalewek”. - Przyszedł ubrany tak jakoś bardziej czysto i z dumną miną. Wie Pan co kupił?
- Koniak? Tort czekoladowy? Kawior? - strzelam.
- Nie. Mocną Perłę - wyjaśnia ekspedientka. - Chyba przez pół roku chwalił się tym zakupem kolegom.
Do sklepu wchodzi dwóch młodych chłopaków i zaczynają podrywać blondynkę:
- My się chyba znamy z plaży prawda? - zagaja jeden.
- O jakie ma Pani malinki! To chłopak zrobił? - wypytuje drugi.
Anna tylko się uśmiecha, podając wiśniówkę i najtańsze piwo.
- Co mi po tych zalotach - mówi. - Żeby kupili tego szampana za dwie stówy, to kto wie, ale wzięli nalewkę...

03.30
Padam z nóg. Dwie wypite kawy i jeden napój energetyzujący nie starczyły na długo.
- Zaraz zaczną się schodzić okoliczni pijaczkowie - straszy Anna-brunetka. - Nie wiadomo dlaczego akurat teraz. Może takie z nich ranne ptaszki, a może w ogóle nie śpią?
Jakoś nie pociesza mnie taka rozrywka. Widziałem dziś tyle osobników w dresach, że czuję się jakbym był na olimpiadzie, a nie w nocnym.
Anny też mają już dosyć: siedzą tu od 21.00. Została im godzina za kasą i do domu. Zabijają czas krzyżówkami i kawą, ale na niewiele się to zdaje.
Ja za to nauczyłem się już cen piw i wódek, ale gdy patrzę na kupujących rodzi się we mnie silne przekonanie, że zostanę abstynentem.

4.30
Pora na nowy typ klientów: kierowcy autobusów w drodze do pracy kupują drożdżówkę, pracujące mamy kupują płatki na śniadanie. Razem z nimi stadami pojawiają się menele. Proszą o winko na kreskę, ale na litość nie ma co liczyć, więc szybko dają sobie spokój. Przychodzą zmiennicy dziewczyn. Lublin budzi się do życia.
Ja wręcz odwrotnie - padam z nóg. Po drodze do domu widzę klienta, który kupił w nocy siedem nalewek - wygląda na trzeźwego. O tej porze nic mnie nie zdziwi - idę spać.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!