sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

O niektóre rzeczy nie pytaj

Dodano: 16 listopada 2006, 17:12

Jadę, bo chcę być bliżej. Zobaczyć na własne oczy to, czego nie ma w telewizorze. Czy jest niebezpiecznie? W Święto Zmarłych na polskich drogach zginęło kilkadziesiąt osób. A tam nikt.

Z Maksem umówiliśmy się pod bramą. Trudno go nie zauważyć: w czerwono-białej chuście "arafatce” na głowie nie pasował do zakutanych w szare kurtki lublinian.
- Chodzę tak po różnych miastach. Sprawdzam reakcje ludzi - mówi na powitanie. - Dzieci biorą mnie za postać z bajki, a dorośli zieją nienawiścią. Są nietolerancyjni i uprzedzeni z założenia. Zwłaszcza tutaj; na wschodzie.

Zamiast fajek powiew Orientu

Dwa tygodnie, cztery kraje, oddech wojny na plecach. Przygoda, którą może przeżyć każdy. Za nieduże pieniądze. - Pojechaliśmy z biurem podróży. Jakaś superoferta last minute. Kosztowało tyle, ile człowiek wydaje w ciągu roku na papierosy, kupując paczkę dziennie - mówi Maks i pokazuje mi swoje ciuchy. - Buty kupiłem za 40 zł w hipermarkecie, spodnie za 20 zł w Indiach. Nie muszę ubierać się w firmowe - tłumaczy swoją teorię małych oszczędności.
Na co dzień Maks Skrzeczkowski prowadzi knajpę "U Radka” na kazimierskim rynku. Podróże to jego pasja. Stamtąd przywozi zdjęcia, które w cuglach wygrywają fotograficzne konkursy. Historie, których chce się słuchać. I przedmioty.

T-shirt za rzeźbę

Elektryczna maszynka Brauna (używana) poszła za oryginalny beduiński nóż. Długopisem zapłacił za żółwia z kokosa. Otwieracz do piwa wymienił na skarabeusza.
- U nas na breloczek z herbatą Lipton raczej nikt się nie połasi. A tam ten towar ma wzięcie. Dlatego połowa mojego bagażu to rzeczy na handel wymienny. Wzięcie mają zwłaszcza koszulki i czapeczki reklamowe - mówi Maks.
Można się dogadać?
- Łamaną angielszczyzną bez problemu. Ale o niektóre rzeczy nawet nie warto pytać, bo i tak człowiek się nie dowie.
O co nie pytać?
- O Hezbollah. Gdy zapytałem o to jednego człowieka, to bez słowa przesiadł się do innego stolika.

Trotylem obwieszeni

- Wylądowaliśmy w stolicy Syrii, w Damaszku. Jakieś 50 km od granicy z Libanem. To zasięg rakiet Hezbollahu, tyle że te strzelają w drugą stronę. Na ulicach plakaty, na których bomba w kolorach flagi Izraela i Stanów uderza w zakrwawione dziecko. W telewizji przez cały dzień drastyczne relacje z linii frontu. W teledyskach bojówkarze z karabinami. Tę nienawiść czuje się wszędzie. Ludzie się nią nawzajem zarażają. W hotelu nad drzwiami mała żaróweczka.
To źródło światła na wypadek ataku: zbyt słabe, by było widoczne z zewnątrz. Takie drobne rzeczy sprawiają, że zaczynasz wierzyć w tę wojnę. Konflikt staje się namacalny.
- W Izraelu pytam Izraelczyka o wczorajszy wybuch. Odpowiada łamaną polszczyzną, że to pewnie żołnierze podnosili jakiś dom. Oni często te domy podnoszą. Że one potem spadają, to już nie ich wina. A poza tym jest spokojnie. Chyba że ktoś się trotylem obwiesi.

Pierwszy lepszy PKS

Bliski Wschód to nie tylko wojna. To Morze Martwe, w którym tapla się cała tablica Mendelejewa, a woda jest tak słona, że każdy potrafi pływać. To mieszkający na pustyni Beduini, którzy nie wiedzą co to podatki i rak. To wreszcie jordański król, który jak w starej bajce zakłada ciemne okulary i wypytuje taksówkarzy co ludzie myślą o władzy.
- Zastanawiam się, co mi dają podróże? Chyba mniej przejmuję się głupotami, a cieszę małymi rzeczami - śmieje się Maks. - Ciągnie mnie tam, gdzie coś się dzieje. I choć prawdziwą frajdę sprawia poznawanie różnych kultur, to przygodę można sobie zafundować wsiadając w pierwszy lepszy PKS.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!