wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Obiadu już nie będzie?

Dodano: 22 grudnia 2006, 13:16

Mnie tylko zastanawia jedno. Dlaczego grono mężczyzn - i to profesorów - wytrząsa się nad takim małym pisklaczkiem, jakim jest powstająca Partia Kobiet - Bożena Borowicz relacjonuje zasłyszaną w radiu dyskusję na temat kobiet, które chcą utworzyć swoją partię. - Boją się takiego małego stworzonka?

tworzonko wcale nie jest takie małe. Nikt też nie przypuszczał, że tak szybko będzie rosło. Plan poczęcia stworzonka powstał w głowie pisarki Manueli Gretkowskiej. To ona w jednym z tygodników rzuciła hasło powołania Partii Kobiet. Napisała tak: "Po najbliższych wyborach to my - mądre, światłe i przedsiębiorcze - zastąpimy zaściankowych, nierozgarniętych, nieudolnych polityków”.
Na odzew nie trzeba było długo czekać. Uaktywniły się kobiety, uaktywnili się mężczyźni. Na stronach promujących partie kobiet utworzono specjalne forum męskie.

Chcemy decydować

Pierwsza, która zaczęła organizować lubelskie struktury partii, to Justyna Galant, wykładowca angielskiego na UMCS i działaczka Amnesty International. Tuż po tym jak przeczytała artykuł Gretkowskiej, napisała do pisarki. Ta poprosiła ją o koordynowanie prac na Lubelszczyźnie.
Do pierwszego spotkania doszło 6 grudnia, w mikołajki. - No i przez to wiele pań nie mogło przyjechać. Pisały do mnie, dzwoniły i mówiły, że nie mogą się pojawić, bo dzieci, bo prezenty… - opowiada Justyna. - Ale twierdziły, że partię popierają i na następnym spotkaniu będą już na pewno. Jednak jak na pierwsze całkowicie spontaniczne spotkanie i tak było nas sporo.
W sumie 15 osób.
W czym chciałaby pomóc kobietom, będąc w Partii Kobiet? - Żeby kobiety mogły same decydować, czy chcą urodzić dziecko czy nie. By miały prawo do antykoncepcji - wymienia.

Więcej odwagi
- Kiedy mój mąż usłyszał, że zamierzam włączyć się w Partię Kobiet zapytał: To co, obiadu już nie będzie? - śmieje się Bożena Borowicz. Z wykształcenia inżynier. Ma 14-letnią córkę i tryska energią. Od roku społecznie pomaga kobietom. Ale dla niej to ciągle mało. - W życiu kobiety przychodzi taki czas, że dzieci odchowała, w pracy zrealizowała wszystko, co chciała. I nie ma co robić - mówi. - Chciałbym, by w Lublinie była organizacja, w której mogłabym wspólnie z innymi kobietami działać.
O co chce walczyć w partii? By jej córka nie była nigdy narażona na takie sytuacje, jak Ania z Gdańska. - Lub jak ta dziewczyna, która została kilkakrotnie zgwałcona przez kolegów, jadąc z nimi w pociągu. Nie wyobrażam sobie, jak ona mogła nawet nie krzyknąć! Była taką owieczką wiedzioną na rzeź - opowiada poruszona. - Chcę, żeby kobiety miały odwagę. Zarówno do obrony, jak i do głośnego poproszenia o podpaski w sklepie.
Głos zamierza zabrać także w sprawie kobiet w okresie menopauzy. - Panie w tym wieku uważa się za gorsze. Nie mają gdzie pójść, gdzie się pobawić - mówi. - Bo przecież nie wypada iść i gdzieś zatańczyć.

Politycy i stereotypy

Joanna Gospodarek, inżynier. Na spotkanie przyszła, bo zaczęło ją denerwować to, co się dzieje w kraju. - I to, że na listach wyborczych do Sejmu, Senatu czy chociaż urzędów gmin, miast na pierwszych miejscach nie ma kobiet. I to, że ktoś może żartować z tego, że nie można zgwałcić prostytutki - mówi. - Aż wstyd pomyśleć, że takie rzeczy mówią i robią poważni panowie politycy.
Denerwuje ją jeszcze coś: stereotypy dotyczące kobiet. Że muszą żyć według ustalonych zasad. Że to społeczeństwo ustala, kiedy kobieta jest szczęśliwa, a nie ona sama.
Agnieszka Lachman i Elżbieta Dyś to samotne matki. Elżbieta pracuje w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Mimo że w księgowości to jednak ma duszę pedagoga. Agnieszka dała znać Eli, że jest pomysł na utworzenie Partii Kobiet. - Agnieszka to taki mój attaché od nowinek - śmieje się Elżbieta.
Obie panie działają w Komitecie Inicjatyw Ustawodawczych na rzecz Funduszu Alimentacyjnego. - Pora, by wyroki alimentacyjne przestały być jedynymi, których w Polsce się nie wykonuje - podkreśla Elżbieta.

Marcin, 23 lata: Mieszkam na emigracji w Dublinie. Chcę wrócić do Polski. Do normalności i spokoju, mam nadzieję że Wasza (nasza?) inicjatywa rozbudzi kraj z letargu.

Zmiany za parę lat

Lidia Pietras na pierwszym spotkaniu organizującym lubelski oddział Partii Kobiet nie była; nie mogła przyjść. Na drugim spotkaniu nie mogło jej zabraknąć. - Bo widzę, że to, co się dzieje w Polsce, zmierza w złym kierunku - tłumaczy powody swego zaangażowania w nową inicjatywę.
Nadzieję widzi w Partii Kobiet. - Może w najbliższym czasie w Sejmie za wiele nie zwojujemy - prognozuje. - Ale za kilka lat? Myślę, że uda nam się uzyskać wymagany próg, by dostać się do parlamentu. A wtedy przyjdzie pora na zmiany.



Rozmowa z Manuelą Gretkowską, pisarką, publicystką i założycielką Partii Kobiet

• Szukuje pani prezent pod choinkę dla kobiet...
- Tak. Robię prezent sobie i Polkom. 24 grudnia zamierzamy zgłosić naszą partię do rejestru partii politycznych. Mamy statut i wymagane tysiąc głosów.
• To znaczy, że kobiety chcą działać?
- Zawsze chciały. Dlatego tak często były sfrustrowane i narzekające. Teraz się zmobilizowały. Bardzo przysłużył nam się Internet, który zgromadził panie. Jak ogłosiła amerykańska gazeta "Time”, człowiekiem roku w 2006 zostaje każdy, kto korzysta z Internetu. Tak każda z tych pań, która siadła przed naszą stroną internetową, jest człowiekiem roku.
Ja też nim zostałam.
• Skąd w ogóle pomysł na partię?
- Z życia w Polsce. To, co się dzieje w naszym kraju, obserwuję od wielu lat. Polityka wkradła się mnie i mojej rodzinie, nie tylko do domu, ale i do łóżka. Po prostu: poczułam się molestowana.
• A dlaczego akurat teraz postanowiła pani powiedzieć: dość?
- "Przekrój” zamówił u mnie tekst o kobietach w naszym kraju. Miałam napisać jak to Polki stają się aktywne, rozwijają się, zakładają firmy. Pomyślałam wtedy, że już nie dam rady pisać kolejnego tekstu na papierze wzywającego do wzięcia losu w swoje ręce. Zróbmy coś realnie.
• I myśli pani, że wszystkie kobiety tak sądzą? Że nie ma żadnej zadowolonej z tego, gdzie żyje, co robi?
- Ależ nie, są takie. Czasami, gdy mam audycje w radiu, dzwonią do mnie panie i przekonują, że to co opowiadam, jest nieprawdą. Bo one czują się znakomicie i nie dotyka ich żaden z tych problemów, o których mówię. One mają dużo pieniędzy, a świat oglądają zza przyciemnionych szyb swoich samochodów.
• Czym zajmie się Partia Kobiet?
- Wprowadzeniem normalności dla kobiet, która zresztą jest nam ustawowo gwarantowana. Chcemy, żeby mogły planować swoje macierzyństwo. A jeżeli się zdecydują na dziecko, by był to poród ludzki. Teraz kobiety nie mogą liczyć na takie warunki. Chyba że zapłacą. Zależy nam na zapewnieniu opieki medycznej i socjalnej, bo w końcu płacimy podatki. Będziemy postulować, by państwo egzekwowało prawo chroniące kobiety przed przemocą. Poza tym, wymagamy wyrównania płac, emerytur.
• Zostanie pani liderką partii?
- Tak. I będę nią tak długo, jak to będzie potrzebne. Wymyśliłam partię, ale to będzie demokratyczna partia.
• A nie można było zaangażować się w działanie już istniejącej partii? Przecież tam też są kobiety. Może wystarczyło je wspomóc?
- Owszem, w partiach działają kobiety i niektóre są wspaniałe. Ale należą do partii ideologicznych. Reprezentują poglądy prawicowe, lewicowe. Mają różne interesy partyjne i to głównie o nie walczą. Problemy kobiet muszą traktować jak partie, które reprezentują. A lewica i prawica przehandlowały politycznie prawa kobiet. Nie zrealizowały wyborczych obietnic, a nawet pogorszyły sytuację w sprawie alimentów itd.
• Czyli do Partii Kobiet mogą należeć i te, które głosowały na lewicę, i te, które stawiały krzyżyk przy prawicowych ugrupowaniach. A te, które nie czują się feministkami, też mogą?
- Dla nas to nie ma znaczenia. Jesteśmy dla wszystkich kobiet. Począwszy od tych, które reprezentują skrajny feminizm, skończywszy na tych tkwiących w skrajnym katolicyzmie. Dla mężczyzn też. niektórzy już nam pomagają.
• A inni pewnie się naśmiewają i krytykują.
- Tak, ale szkoda czasu na to, by o nich opowiadać.
• Jak pani mąż - Piotr Pietucha, psycholog, publicysta, pisarz - przyjął pomysł założenia Partii Kobiet?
- To on mnie zainspirował. Piotr przez 20 lat mieszkał w Szwecji. Kiedy tu przyjechał, trudno było mu się pogodzić z tym, że kobiety traktuje się zupełnie inaczej niż tam. Teraz jeździ ze mną i z naszą córeczką po całym kraju, by spotkać się z kobietami, które chcą należeć do naszego ugrupowania. Ta partia powstaje także dzięki niemu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!