niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Wojcek Czern twierdzi, że jest muzycznym partyzantem. Owszem, wydał płytę z muzyką jednego z najsłynniejszych polskich kompozytorów - Krzysztofa Pendereckiego. Fakt: jego studio nagrań w Rogalowie nieopodal Nałęczowa odwiedzają goście z całego świata. Mimo to cały czas działa "na wariackich papierach”. I chyba nie chce tego zmieniać.

Mały Rogalów to senna, spokojna wieś. Turystów nie uświadczysz, a ludzie mili i uczciwi, choć o Pendereckim tu nie słyszeli. Po co więc na lubelskiej wsi otwierać studio nagraniowe i wydawać płyty? Zwłaszcza że nie nagrywają tu kapele z pierwszych stron gazet.

Przez książki

Wojcek Czern, właściciel studia nagrań "Rogalów Analogowy” i wytwórni "OBUH” mówi, że to przez polskie książki dla młodzieży. A dokładnie przez "Sposób na Alcybiadesa” Niziurskiego.
- Tam uczniowie szukali metody na nauczyciela historii. Ja szukałem metody na życie. Podjąłem decyzję: nie będę harował jak większość znajomych w jakimś anonimowym molochu. Będę robić to, co lubię. Czyli zajmować się muzyką - twierdzi Wojcek. - Trafiłem w pewną niszę i tak sobie działam.Czy się opłaca? Mówi, że jest szczęśliwy, chociaż finansowo pewnie lepiej byłoby podbijać rano kartę w fabryce.
- Balansuję na granicy bankructwa i tak od kilku lat. Po prostu na nagrywaniu płyt trudno jest zarobić. Nie w naszej polskiej rzeczywistości. Nie z małą firmą oblężoną przez ZUS-y, GUS-y i US-y - mówi. - Duże firmy nie interesują się wydawaniem naszych nagrań. Znajomy wydał nagraną u nas płytę Lao Che "Powstanie Warszawskie” - płyta sprzedawała się świetnie, wielkie sieci zarobiły na niej dużo kasy, a on mało nie zbankrutował. Takie to układy...

RSKM

Wojcek opracował więc swój system.
To tzw. metoda RSKM, czyli "Ratuj Się Kto Może”.
Jak działa? - Nie masz setek tysięcy na inwestowanie w najnowsze technologie? Wybierz więc najstarsze, staraj się zrobić coś swojego, stwórz miejsce z klimatem i wyjątkowym wyposażeniem. Znajdź swój sposób na Alcybiadesa - wyjaśnia.
Studio nagraniowe w domu Wojcka różni się mocno od tych znanych z telewizji. Nie ma tu arcynowoczesnego sprzętu, nie ma miliona elektronicznych wskaźników i monitorów. Jest za to coś innego: niesamowita magia.
- Cały sprzęt, który tutaj mam, to wygrzebane z różnych miejsc starocie. Tylko, że te starocie często biją pod względem brzmienia na głowę nowoczesne komputery - mówi Wojcek.
Wiele wzmacniaczy i głośników pamięta czasy Gierka. Są i mikrofony, które działają od... lat 30.
Zdaniem naszego rozmówcy współczesne kina domowe i japońskie wzmacniacze za tysiące złotych to zabajerowany złom. - Natomiast te wszystkie stare cacka to projekty wojennych inżynierów. Zjawisko znane jako hi-fi pojawiło się z końcem lat 50. Akurat wtedy zakończyła się tzw. zimna wojna, część techników, którzy jeszcze niedawno projektowali tylko na potrzeby wojska, mogła się zająć czymś naprawdę pożytecznym. Jedną z takich dziedzin był sprzęt audio - mówi. - A że podczas wojny liczyła się dokładność i niezawodność, to jakość wykonania jest niesamowita i większość tych sprzętów działa do dziś.

Niemiec dębieje

Głośniki i wzmacniacze odkupił od Polskiego Radia; z likwidowanych studiów nagraniowych i od prywatnych właścicieli. Cieszyli się jak dzieci, że ktoś zabiera ten szmelc. W latach 90. każde studio zbroiło się w komputery i cyfrowy sprzęt; mało kto myślał, że analog ma jakąkolwiek przyszłość.
Teraz Polskie Radio się obudziło i chce odzyskać część "szmelcu” dla powstającego właśnie muzeum, a w magazynach już prawie nic nie ma. Niektóre stare kolumny głośnikowe potrafią teraz kosztować kilka tysięcy, choć wyglądają jak koszmar sprzedawcy.
- Takie wielkie, drewniane pudła raczej nie przypadną do gustu żonie, bo gdzie to postawić w mieszkaniu? Ale eksperci twierdzą, że grają lepiej niż te za 10 czy 20 tysięcy - zapewnia Wojcek.
Ostatnio odwiedził go znany realizator dźwięku z Hamburga. Obejrzał studio... i zdębiał.
- Powiedział mi otwarcie, że jestem trąba - śmieje się właściciel. - Że to jedno z najlepiej brzmiących małych studiów w Europie. Chyba powinienem zapraszać tu więcej muzyków z zagranicy. Nie chciałbym jednak, żeby się z tego zrobiła taka muzyczna fabryka...

Muzyka bocznic

- OBUH jest jak bocznica głównego toru - mówi Wojcek - Czasem przejedzie tu jakiś ważny pociąg z nazwą np. "Penderecki” i wtedy robi się o nas głośno, ale na co dzień jesteśmy "daleko od szosy”.
Z wydaniem muzyki Krzysztofa Pendereckiego do filmu "Rękopis znaleziony w Saragossie” wiąże się zabawna historia. Menedżerem kompozytora jest jego żona, która niechętnie dopuszcza kogokolwiek do mistrza. I niechętnie angażuje się w niezbyt dochodowe sprawy. A jaką ofertę mogła złożyć mała firma OBUH? - Śledziłem Pendereckiego przez długi czas, trochę jak jakiś filmowy detektyw - opowiada Wojcek. - W końcu namierzyłem go w Krakowie, na sympozjum na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ale cały czas była przy nim żona i sporo oficjałów. Dopadłem go więc tam, gdzie nawet król musi udać się samotnie.
Podstęp wypalił. Muzyka do filmu nigdy wcześniej nie została wydana i Penderecki zgodził się na jej publikację.
A Wojtek wydał bestseller, co nie zdarza mu się często.

Ku pokrzepieniu


Czasem nie jest pewien, czy stąd nie uciec. Może gdzieś za granicę, gdzie da się normalnie żyć. - Szkoda by mi było. Naprawdę kocham Lubelszczyznę. Ale jak długo można to ciągnąć? - tłumaczy. Na dodatek ostatnio spaliła mu się część domu. Przy ratowaniu dobytku pomagała solidarnie cała wieś.
Włącza nam swoje najnowsze nagranie: Za Siódmą Górą z przygotowywanej płyty "Rogalów - piosenki ku pokrzepieniu serc”.
Za oknem pada śnieg, a w starych głośnikach ciepła, spokojna muzyka.
Oby OBUH działał jak najdłużej.
Ku pokrzepieniu serc.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!