wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Obyczaje, intrygi i skandale

Dodano: 13 lutego 2009, 10:43

Co wiemy o miłości naszych przodków? Ktoś może powiedzieć: kochamy tak samo bez względu na przynależność społeczną, wykształcenie, majątek. Ale to nie takie proste.

W dawnych czasach nie zawsze w pobliżu był obiekt, w którym można było ulokować uczucie. Wydawano za mąż dziewczyny czternasto-, szesnastoletnie; za młode, by mogły się w kimś zakochać.

- Im wyższe sfery, tym więcej informacji na ten temat możemy znaleźć - mówi Agnieszka Lisak, autorka książki "Miłość staropolska. Obyczaje. Intrygi. Skandale” wydanej przez Dom Wydawniczy Bellona. - Biedni i maluczcy giną w mrokach historii. Dlatego więcej wiemy o sferze uczuciowej i obyczajowej na dworach niż w chałupach.

Stary rozpustnik w akcji

Poszukiwanie małżonka w sferach dworskich było przedmiotem zabiegów dyplomatycznych i chłodnego wyrachowania. Dotyczyło to zarówno królów, jak arystokracji. Rzadko się zdarzało, że para była dobrana. Wyjątkiem mógłby być mariaż Sobieskiego i Marysieńki czy Jana Kazimierza z Ludwiką Marią. Z reguły królowie za nic mieli swoje z rozsądku poślubione żony, a ich skoki na bok były przedmiotem zgorszenia i plotek w całej Rzeczypospolitej. Kazimierz Wielki drugą żonę Adelajdę osadził na zamku w Żarnowcu i mógł swobodnie dawać upust żądzy. "Ten stary rozpustnik (...) uganiał się za spódnicami biegając od szlachcianki do dwórki...”. Ba, zawarł nawet bigamiczny związek z Krystyna Rokiczanką.

Cztery k… i jedna pani

Podobnie zresztą zachowywali się arystokraci, szlachcice. Dosadnie pisał poeta Andrzej Morsztyn o Janie Zamoyskim, a raczej o jego "miłośnicach”:
"Zośka z Zamościa, Baśka z Turobina,
Jewka z Zwierzyńca, z Krzeszowa Maryna,
Te cztery kurwy z piątą panią starą
Pod dobrą idą na wędrówkę wiarą...”

- Nie było telefonów i Internetu, ale takie wiadomości i plotki rozchodziły się w Rzeczypospolitej z prędkością światła - uśmiecha się Agnieszka Lisak. - Im bardziej rzecz była pikantna, tym lepiej. W salonach panowała nuda i sprawy damsko-męskie były wdzięcznym tematem rozmów.

Autorka książki ostrzega, by nie patrzeć na staropolski obyczaj bezkrytycznie. Ówczesna moralność miała dwa oblicza - to oficjalne, zgodne z doktryną Kościoła i prawdziwe, niechlubne, często kamuflowane.

Z żoną świątobliwie

- To były czasy rozpasania, rubaszne - zauważa. - Intelekt jest tym, co pozwala nam zapanować nad potrzebami seksualnymi, a wtedy reagowano na nie w sposób naturalny, erotyka kwitła. Temperamenty naszych przodków były bowiem znacznie większe, ludzie zaś narwani i bardziej bezpośredni.

Miłość fizyczną uważano za małżeński obowiązek. Ale też stosowano się do zasady, żeby czynić "to” "...najrozpustniej z nierządnicą, a najświątobliwiej z żoną”. W związku z tym mężczyźni chętnie szukali "tego” u dworskich dziewek, pokojówek, kochanek. Zresztą kontakt z kobietą obok picia był jedną z rozrywek powszechnie dostępnych. Alkohol, mrok panujący w pomieszczeniach, często ciasnota i brak zasad - to sprzyjało uprawianiu przygodnego seksu. Żony przymykały oko na zdrady mężów, pod warunkiem

"...że nie towarzyszył im głębszy afekt i kończyły się z chwilą założenia spodni”.
Klasycznie, na słomie

W dworach oddalonych o wiele kilometrów jeden od drugiego, od większych miast, panny darmo oczekiwały na tego, w którym mogły się zakochać. Krąg znajomych był bardzo ograniczony. Dlatego tak popularne było podróżowanie od jednego sąsiada do drugiego, a karnawał bywał targiem matrymonialnym. - Wszyscy ciągnęli wtedy do miasta, wynajmowali mieszkania i szukali mężów dla córek - wyjaśnia autorka książki.

Podczas sąsiedzkich wizyt, które nierzadko trwały miesiącami, wiele osób przypadkowych spało w jednym pomieszczeniu. "...rozpościerano słomę po sali i na tej pokotem kładziono pościel rozmaitą (...) ...przy obżarstwie i pijatyce zdarzały się przypadki rażące powonienie i wstyd: kiedy jeden z przeładowanym żołądkiem, rozmarzony snem, nie mogąc trafić do drzwi, lada gdzie między śpiącymi złożył ciężar natury (...) drugi zdebeszował po cichu żonę przy chrapiącym mężu lub córkę przy matce...”.

Wpadka

I co tu mówić o higienie seksu tamtych czasów, skoro dziwowano się, że "...Kazimierz Jagiellończyk był do miłostek skłonny, a na domiar wszystkiego lubił łaźnię”. Podobnym "dziwactwem” zapisali się Marysieńka Sobieska i Jagiełło, którzy ubóstwiali kąpiele.

Niejaki Beker, autor "Rad lekarsko-fizycznych” napomina, żeby kropić pachnącą wódką otomanę będącą miejscem małżeńskich rokoszy, usta przemyć octem i wodą, strzec, aby "na koszuli nie zostało ani śladu miesięcznego czyszczenia” oraz "...na noc jak najmniej jadła i najstaranniej baczyć, aby przypadkiem podczas małżeńskich pieszczot nie wyrwał się jej jaki odgłos z żołądka lub jeszcze co gorszego; przez co zmysł powonienia jej męża mógłby w nieprzyjemnych znaleźć się okolicznościach”. Zwróćmy uwagę, że Beker swoje rady kieruje tylko do kobiet...

- Metodą antykoncepcji był stosunek przerywany, o którym mówili sobie mężczyźni - twierdzi autorka. - Jednak ilość zajść w ciążę była bardzo duża.

Dobrzedziałka

- Nie znalazłam w źródłach informacji o związkach między kobietami - wyjaśnia Agnieszka Lisak. - Były o związkach między mężczyznami.

O homoseksualizm podejrzewano króla Walezego "sprowadzał sobie "...do pięknego ogrodu blisko Zwierzyńca francuskie rozpustnice” ale "...nadto włoskim ohydnym nałogom nie przepuścił”.

We wszystkich większych miastach funkcjonowały zamtuzy. "Małpy” "murwy” "dobrzedziałki” usługi świadczyły gdzie popadnie - w bramach, między straganami, na kupie gnoju. Wszetecznice wędrowne ciągnęły za oddziałami wojska w wielkiej ilości. Bywało że jedna przypadała na dwóch, trzech żołnierzy. Wprowadzały chaos w wojsku. "Jan Karol Chodkiewicz "zepsute dziewki” po prostu topił”. Nie inaczej postąpił Żółkiewski, idąc na Cecorę.

Miłość i dżuma

Gniew Boży w tamtych czasach objawił się syfilisem i - jak piszą kronikarze - spadały gradobicia, ludność dziesiątkowała dżuma.

- Jednak małżeństwa z rozsądku także okazywały się szczęśliwe - mówi Agnieszka Lisak. - Kobiety były przyzwyczajone do bierności, najpierw były podporządkowane rodzicom, później mężowi, a ich cierpliwość potrafiła czynić cuda. Zapewne nie żyły w wielkiej miłości, ale zgodnie.

Rozmowa z Agnieszką Lisak, autorką książki "Miłość staropolska. Obyczaje. Intrygi. Skandale”

• Łatwo zawód radcy prawnego pogodzić z pisaniem książek?

- To zawód dający pewną samodzielność, która pozwala spędzić czas w bibliotekach, archiwach. Dawną obyczajowością Polaków pasjonowałam się jeszcze w szkole średniej.

• Jaka była dawna miłość?

- Samo uczucie, potrzeba kochania nie zmieniły się. Dziś miłość możemy zrealizować, wtedy nie zdarzało się to często. W czasach staropolskich najważniejsze były kwestie majątkowe.

• Czy było coś szokującego w materiałach na ten temat?

- Nie, moje wyobrażenia o tamtych czasach odpowiadają temu, co znalazłam w archiwach. W gruncie rzeczy byli to tacy sami ludzie, jak my i wszystkie źródła potwierdzały te założenia.

• Postrzegamy tamtą miłość przez pryzmat naszych czasów, a przecież bywała brutalna i w sensie dosłownym brudna: mało kto się kąpał i zmieniał bieliznę

- Istotnie wyobrażamy sobie, że była taka, jak na portretach. Oczywiście, panował brud, ale też ludzie wtedy mieli mniejsze wymagania, przyzwyczaili się do tego. Brud mógł być i w pałacu, i w chłopskiej chałupie.

• Która z postaci tamtych czasów zasługuje na uwagę?

- Bliska mojemu sercu jest historia Anny Jagiellonki, kobiety, której na drodze
do zamążpójścia, stawał pech i przedziwne zbiegi okoliczności. Kiedy wreszcie stanęła na ślubnym kobiercu miała 53 lata i mąż - Stefan Batory - uciekał ze wspólnej łożnicy.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!