sobota, 3 grudnia 2016 r.

Magazyn

Okaleczony uczeń

Dodano: 28 września 2001, 18:49

Michał wytrzymał chwilę, po czym opuścił się i  nadział na tkwiący w ścianie niewielki hak. Skutki o
Michał wytrzymał chwilę, po czym opuścił się i nadział na tkwiący w ścianie niewielki hak. Skutki o

- To był nieszczęśliwy wypadek, spowodowany brakiem wyobraźni dziecięcej
i głupimi zabawami - uważa dyrektor szkoły w Ciecierzynie. Policja sądzi podobnie, jednak nie wyklucza elementów przemocy

Ośmioletni Michał nadział się na hak tkwiący w ścianie szkolnej toalety. Jego prącie zostało odarte ze skóry. Chłopiec leży w szpitalu. Więcej przemawia za tym, że był to nieszczęśliwy wypadek niż akt przemocy ze strony starszych kolegów. Ale ostateczny werdykt wyda sąd.
Środa, 19 września. W Zespole Szkół w Ciecierzynie pod Lublinem dzwonek obwieścił godzinę 10.25, czyli dużą przerwę. W toalecie na parterze zebrało się trzech chłopców: ośmioletni Michał z II klasy szkoły podstawowej oraz trzynastoletni Piotr i Marek z II klasy gimnazjum. Po chwili wszyscy opuścili WC. Wyszli na korytarz. Michał zdołał dojść do swojej klasy na pierwszym piętrze. Kulił się z bólu. Spodnie w okolicach krocza miał rozerwane. Slipki też były poszarpane. Leciała mu krew.

Widok był przerażający.

Prącie miał odarte ze skóry. Wychowawczyni zaalarmowała pielęgniarkę szkolną i dyrektora. Higienistka udzieliła chłopcu pierwszej pomocy. Posadzono go na krześle, zanosząc do oddalonego od szkoły o kilkadziesiąt metrów ośrodka zdrowia. Wezwano matkę i pogotowie ratunkowe. Karetka przywiozła Michała do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie.
- Skóra zdarta była na całej długości prącia - mówi prof. Jerzy Osemlak, kierownik Kliniki Chirurgii DSK w Lublinie, w której od kilku dni leży chłopiec. - Teraz jest już po operacji. Pozostaną blizny. Niewykluczone, że w przyszłości może mieć kłopoty w postaci zaburzeń z przepływem krwi w tej części ciała. Ten wypadek może też skutkować niepłodnością.
Wszyscy są zszokowani. Pytają: co się stało?! Jak do tego doszło?

Kto jest winien okaleczenia?

Wersje wydarzeń są dwie. Niewątpliwie do tragedii doszło w jednej z kabin toalety. Ową kabinę oddziela od drugiej kabiny ściana o wysokości około 2 metrów, która nie łączy się z sufitem. W tejże ścianie działowej tkwi hak, na którym zawiesza się kawałki papieru toaletowego. Poszkodowany Michał twierdzi, że starsi koledzy rzucili go na ścianę. Złapał się rękami za jej górny kraniec i zawisł. Mieli powiedzieć: "Trzymaj się mocno, bo spadniesz”. Podobno śmiali się. Wytrzymał chwilę, po czym opuścił się i nadział na tkwiący w ścianie hak. Ten rozerwał mu nie tylko ubranie, ale także skórę na penisie.

Trzynastoletni Piotr i Marek przedstawiają inną wersję.

Mówią, że Michał chciał zobaczyć, czy ktoś jest w sąsiedniej kabinie. Poprosił, żeby go podsadzić. Kiedy się osuwał, nadział się na hak.
Dyrekcja szkoły powołała specjalną komisję powypadkową, która przepytała nie tylko trzynastolatków będących z Michałem w kabinie toalety, ale i inne osoby, które mogłyby pomóc ustalić prawdę.
- Nauczyciel dyżurujący wtedy na korytarzu nie zauważył nic niepokojącego - relacjonuje Alina Gromaszek, zastępca dyrektora szkoły. - Mówi, że z toalety nie dochodziły żadne niepokojące sygnały. Rozmawialiśmy też z kolegami Michała z klasy. Nic nie wskazuje, aby miał jakieś zatargi z dwoma chłopcami z gimnazjum.

Mirosław Studniewski, dyrektor szkoły wyklucza przemoc.

- Tuż po wypadku trzynastolatkowie poszli do swojej wychowawczyni i powiedzieli, że Michał jest ranny - mówi. - Gdyby to była ich wina, poszliby w zaparte i nie przyznawali się do niczego. Zarówno Michał, jak Piotr i Marek to normalni uczniowie. Nigdy nie było na nich skarg. Ci dwaj z gimnazjum i tak są już ukarani: przesłuchania, obniżone sprawowanie. Sprawa wywołała wiele szumu. Krążą plotki, że chcieli od niego pieniędzy i inne nieprawdziwe rzeczy. To był nieszczęśliwy wypadek spowodowany brakiem wyobraźni dziecięcej i głupimi zabawami.
Zdaniem dyrekcji wypadku nie dało się przewidzieć. Gdyby uczniowie zachowywali się w toalecie jak należy, to nic złego by się nie stało. Dyrektor Studniewski rozumie, że wszyscy szukają winnego.
- Gdyby moje dziecko zostało tak okaleczone, też byłbym przerażony i pytał czyja to wina - przyznaje.
Tak właśnie zareagowała matka Michała.
Do sprawy podchodzi bardzo emocjonalnie.
- Jestem zszokowana i zbulwersowana - powiedziała Dziennikowi. - Jest mi przykro. Moje dziecko mogło przez ten hak stracić życie. Zamiast wezwać od razu pogotowie, nieśli go na krześle do przychodni. Nie zawiadomili mnie od razu. Nie wiem, czyja to wina. Ale sprawę zgłosiłam na policję.

Funkcjonariusze przeprowadzili dochodzenie.
- Wyłaniają się sprzeczne wersje wydarzeń - mówi podkomisarz Zenon Bernat, komendant komisariatu w Niemcach. - Co innego mówi ofiara, co innego obecni w toalecie uczniowie. Zgromadzony materiał przekazaliśmy do Wydziału Rodziny i Nieletnich Sądu Rejonowego w Lublinie.
Zdaniem podkomisarza Bernata sprawę należy rozpatrywać raczej w kategoriach nieszczęśliwego wypadku, ale nie można wykluczyć elementów przemocy. Sprawą zajmie się sąd.
Imiona chłopców zostały zmienione.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO