poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Magazyn

Opowieść o konikach,co iadą za głosem fujarki

Dodano: 28 marca 2002, 16:28

Zbigniew Butryn: - Mam z nimi bliski kontakt. To mi pasuje
Zbigniew Butryn: - Mam z nimi bliski kontakt. To mi pasuje

Warto zobaczyć jedyną w Polsce ostoję koników biłgorajskich, wywodzących się z dzikich stepowych koni. Znajduje się ona około 80 km na południe od Lublina, koło Janowa Lubelskiego. Można tu
nie tylko popatrzeć na konie żyjące w naturalnych warunkach,
ale również na nich pojeździć

Jadę z Janowa Lubelskiego w kierunku na Momoty. Mijam osiedle nadleśnictwa z jego wystawą przyrodniczą i ekspozycją leśnej kolejki wąskotorowej.
Sześć kilometrów dalej skręcam do Szklarni - małej śródleśnej wioski. Tuż za nią znajduje się jedyna w Polsce ostoja koników biłgorajskich, prowadzona przez Zarząd Parku Krajobrazowego "Lasy Janowskie”.

W ostoi już czeka na mnie Zbigniew Butryn, opiekun stada. Za chwilę zacznie się jego
niezwykła opowieść o mądrych konikach.
- Codziennie tu jestem od ósmej rano. Policzę, czy wszystkie konie są, sprawdzę, czy ogrodzenie gdzie nie uszkodzone. Latem siano się zbiera, ale tylko jeden pokos. Na więcej nie ma pieniędzy. Konie muszą mieć jedzenie na zimę. A najlepiej to lubię pójść na rezerwat w Szklarni, "letniak” jak my to nazywamy. Tam jest około 20 ha śródleśnych łąk. Środkiem płynie Czartosowa, na niej zapora jest zrobiona i zbiornik o powierzchni 30 arów. Jeszcze jak byliśmy w województwie tarnobrzeskim, to ówczesny konserwator przyrody dopomógł nam w budowie tego zalewiku. Lubię patrzeć, jak konie piją, kąpią się, a potem nieopodal w piachu się tarzają. Wcześniej to był problem z wodą. W czasie suszy rzeka wysychała, konie nie miały co pić.
Postoję, popatrzę, w jakim są stanie. Czy który nie okulał, czy nie okaleczony. One tu są w półdzikich warunkach - teren wprawdzie ogrodzony, ale dosyć rozległy i naturalny. Konie same dbają o pokarm. Pasą się na łąkach, ogryzają krzewy i młode drzewka.
W zimie są uzależnione od człowieka,
trzeba je dokarmiać. Wtedy mam z nimi bliski kontakt. To mi pasuje. Poznaję charakter młodych, które oźrebiły się na wiosnę. Zbliżam się do nich, siadam między nimi, dotykam, głaszczę, rozmawiam.
One pomału przyzwyczajają się do mnie i do ludzi, łagodnieją. Przewodniczka, która przewodzi stadu, jeśli tylko odpowiednio parsknie, to się wszystkie rozbiegną, jakby bomba wybuchła. A mnie się nie boją, innych też tolerują. Żeby tylko obcy za blisko nie podchodził.

Czasami zdarza się, że zwierzyna leśna uszkodzi ogrodzenie. Wtedy nasze konie uciekają. No to ja wsiadam na rower albo idę piechotą i gram na fujarce odpowiednią melodię, którą znają moje koniki. Przewodniczka stada lub ogier w odpowiedzi głośno parskają i już wiem, gdzie są.
I tak sobie wracamy do ostoi. Najpierw idzie za mną przewodniczka, potem stado, a ogier zamyka pochód, kontrolując, czy jakiś maruder nie został w tyle.
Wszystkie konie mają imiona. Przeważnie są to nazwy ptaków, kwiatów, np. Sokół, Stokrotka. Każdy koń ma świadectwo urodzenia. Pierwsze klacze były wpisane w tzw. księgach głównych. Tak, że tu jest pokolenie elity, a nie jakaś przypadkowa zbieranina.

To bardzo mądre zwierzęta

Mieliśmy takiego ogierka, który potrafił otwierać sobie zamknięty boks w stajni. Do dziś nie wiem, jak on to robił, taki był inteligent. Raz to mu nawet kłódkę założyłem - wprawdzie nie zamknąłem jej na klucz - i też sobie poradził. Sprzedaliśmy go do ośrodka hipoterapii.
Mieliśmy też takiego małego konika, zgrabniutki był. Nie było na niego ogrodzenia. Jak nie mógł przeskoczyć, to na kolankach pod żerdziami się przeczołgał.

Często wspominam najwspanialszą klacz, jaka u nas była. Nazywała się Knieja. Była u nas używana do hipoterapii. Bardzo mądra. Jak czuła, że dziecko się zsuwa lub krzywo siedzi, zatrzymywała się i czekała, aż się dzieciaka poprawi. Skąd ona mogła wiedzieć, że dziecku grozi niebezpieczeństwo? Tak, to był piękny i mądry koń. Mamy jej córkę. Nazywa się Konwalia. Zostawiliśmy ją, żeby tej linii nie zgubić. U nas kiedyś była hipoterapia, byliśmy jednym z pierwszych ośrodków w tej części Polski. Teraz nie ma pieniędzy.

Już od maja przyjeżdża tu dużo ludzi:

dzieci, młodzieży i dorosłych. Pokazuję im wtedy nasze koniki i opowiadam o nich. W lecie zawsze trzymamy w stajni kilka koni. Służą do rekreacji, można na nich jeździć wierzchem. Dzieci się powozi, do bryczki można zaprząc. Klaczy nie używamy do tych celów. One są bardzo opiekuńcze w stosunku do swoich źrebiąt. Nie odejdą od nich na chwilę.
Klacze źrebią się wiosną same, bez naszej pomocy, na dworze. Małe idą od razu na zieloną trawę i zostają na niej do pierwszych śniegów.

W okolicy są wilki i lisy.

W zimie podchodzą bardzo blisko. W ogóle to przebywają tutaj różne zwierzęta. Z reguły są chore albo ranne. Mieliśmy nawet drapieżne myszołowy. Jeden był postrzelony, a drugi podtruty. Udało nam się je uratować. Najfajniejszy był bocian czarny. Jak go przywieźli, był taki marniutki. Wyleciał z gniazda, a były upały, więc szybko osłabł. Odchowaliśmy go, ale na początku było ciężko. Nawet miał podawane kroplówki. Potem tak się oswoił, że chodził za dziećmi i nawet z kieszeni potrafił wyciągnąć kąsek. Taki był łakomy. Po ryby dla niego jeździłem nad janowski zalew. Ratownicy mu te rybki łowili. Uczyłem go latać. W końcu oddaliśmy go do ośrodka Polskiej Akademii Nauk w Kadzidłowie na Mazurach. Tam jest takie miejsce, gdzie chowają się oswojone dzikie zwierzęta.
Mamy tu domek, w którym nocują naukowcy z Akademii Rolniczej w Lublinie. Obserwują nasze konie. Zresztą nie tylko oni tu przyjeżdżają. Rocznie przewija się ok. 4 tysięcy osób w zorganizowanych grupach. Turystów indywidualnych nikt nie liczy. Tutaj jest cisza i spokój. Można mieć

prawdziwy kontakt z naturą.

Jest przygotowane miejsce na ognisko, grilla. Są ławeczki i stoły. Można nawet rozbić kilka namiotów i posiedzieć kilka dni. Tylko warunki tu surowe: ani prądu, ani wody, ani telefonu. Ale mnie to nie przeszkadza. Dobrze mi tu i koniom też.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO