poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Pan Cizia

Dodano: 29 listopada 2007, 16:39

Tak Panie, poderwałem ją w kaplicy. Tak Panie, miałem przed oczyma Krzyż naszego Jezusa.

Tak, posadziłem ją na ołtarzu i długo uwodziłem, nie chciałem przestraszyć Panie. Ale powiedz mi Panie, skoro to był grzech, dlaczego stworzyłeś siostrę Marię Celestynę tak pulchną? - pyta Monsignore, bohater najnowszej książki Cizia Zykë, awanturnika i podróżnika, nazywanego ostatnim Indiana Jonesem.

Ogorzały, wysportowany, małomówny. Dżinsy, złoty pierścień z tajemniczymi bóstwami na palcu. Skupiony głos, uważne spojrzenie. I trzy kilo mięsa na dzień. - Jak miałem 30 lat, poczułem się źle. Poszedłem do lekarza. Co pan je? - spytał. Mięso. Co jeszcze? Mięso. Co jeszcze? Mięso. Rozłożył ręce. To był pierwszy i ostatni lekarz w moim życiu - opowiada Cizia. Człowiek legenda, żyjący według własnego scenariusza.

- To nie Bóg ani przeznaczenie kieruje jego losem. On sam wybiera drogę, przygodę, twórczość - mówi Magda Omiljanowicz, która ściągnęła Cizia Zykë do Polski... w zupełnie niewiarygodnych okolicznościach. - Napisałam do niego maila. Zaproponowałam, że choć nie mam pieniędzy ani wydawnictwa, chcę zostać jego wydawcą. Zgodził się.

Nawet w legii go nie chcieli

Jego ojciec pochodził z Albanii. Matka była Greczynką. Cizia Zykë urodził się w 1949 roku, w Taroudant w Maroku. W 1956 roku, kiedy Maroko wywalczyło niepodległość, wyjechał z rodziną do Bordeaux.

- Kiedy miałem 14 lat zrozumiałem, że życie jest bardzo krótkie. Wiedziałem, że chcę spróbować wszystkich przyjemności, jakie ono niesie i zacząłem ich szukać. Wcześnie zacząłem też odnajdywać różne smaki wolności. Wolności od wszystkiego. Od zakazów, reżimu, rodziców, szkolnego rygoru - wspomina Cizia.

Nie ukrywa, że wyrzucano go ze wszystkich szkół. Dwukrotnie został skazany na pobyt w Fort du Ha, dawnym więzieniu w Bordeaux.

- Mój ojciec służył w Legii Cudzoziemskiej. W czasach, kiedy służyli tam ludzie honoru. Poszedłem w jego ślady. Chciałem się sprawdzić.

Nasłużył się trzy miesiące. Wyleciał z hukiem. - Doszli, że w dzieciństwie miałem kłopoty z francuskim wymiarem sprawiedliwości - tłumaczy skromnie.

Kasa z kasyna

W wieku 17 lat zdecydował się opuścić rodzinny dom. Pojechał do Ameryki Południowej, gdzie został właścicielem nocnego klubu w Buenos Aires. Potem rzeźbiarzem i dekoratorem wnętrz w Ekwadorze, archeologiem i przemytnikiem dzieł sztuki prekolumbijskiej w Peru.

- Pieniądze są bezpieczne, w kieszeniach innych ludzi - żartuje, wspominając ten czas.

Kiedy zarobił prawdziwe pieniądze, ruszył po kasynach.
- W życiu kilka razy miał bardzo dużo kasy. Twardy jak stal. Potrafił się pieniędzmi podzielić. Kiedyś wpadł na pomysł, żeby zarobić na pamiątkach po wojnie w Wietnamie. Zlecił produkcję... a potem zrobił nalot producentowi. Kiedy zobaczył, że zabawki produkują dzieci, rzucił nim o ziemię i postawił dla dzieci szpital - opowiada Magda Omiljanowicz.

Z Ameryki Południowej Cizia ruszył w podróż do USA i do Azji. Mieszkał w Los Angeles, Japonii, Hongkongu, Tajlandii, wciąż poszukując silnych wrażeń.
- Zacząłem trenować tajlandzki boks, potem walczyłem za pieniądze - opowiada. Na chwilę się zamyśla i dodaje: To jedyna sztuka walki, jakiej używam w potrzebie.


Koniec z miastem

W 1971 roku przyleciał do Toronto, gdzie przez osiem miesięcy był właścicielem nielegalnych kasyn i szefem gangu profesjonalnych oszustów. - Pobito mnie tam kijami baseballowymi. Cudem przeżyłem, ale jestem wdzięczny moim oprawcom, bo zaszła we mnie zmiana. Podjąłem decyzję: koniec z życiem w wielkich miastach.
W 1973 roku Cizia wrócił do Europy. W Amsterdamie spotkał Miquela, który miał problemy z hiszpańskim wymiarem sprawiedliwości.

- Zabrałem go do Północnej Afryki. Zorganizowałem przemyt zdezelowanych ciężarówek z Europy. Na dużą skalę. Robiłem rajdy przez Saharę. Można powiedzieć, że byłem prekursorem rajdów Paryż-Dakar.

• Czy to prawda, że nie ma pan prawa jazdy?
- Nigdy nie zdawałem egzaminu. Jak trzeba było mi prawa jazdy, to go sobie kupowałem w konkretnym kraju - wyjaśnia rzeczowo.

Miłość

W Afryce podpadł urzędnikom, których wcześniej skorumpował. Aresztowali go w 1975 roku. Po wyjściu na wolność wyruszył do Meksyku. Spędził kilka miesięcy w Amazonii, stamtąd udał się na Karaiby.
Na Saint Martin prowadził z sukcesem przedsiębiorstwo handlowe. I poznał Diane. Kiedy Diane zaszła w ciążę, ze względu na rasizm panujący na wyspie postanowił wyjechać.

- Urodził nam się synek. Byłem szczęśliwy. Zapowiadało się, że w moim życiu będzie normalnie. Ale nie. Mój ukochany syn zmarł mi na rękach. Miał tylko jedenaście miesięcy - mówi cicho.

• Myślał pan o Bogu?
- Boga nie ma - odpowiada. - Potrzebowałem silnego wyzwania, żeby zapomnieć o tragedii. Najpierw poszedłem w narkotyki. Spędziłem trzy lata w dżungli na Kostaryce z poszukiwaczami złota. Miałem własną kopalnię złota. Przeżyłem tam fantastyczną przygodę, która przyniosła mi sukces literacki - mówi Cizia. Zgadza się: jego pierwsza książka "Złoto” stała się bestsellerem w 23 krajach.


Szpieg w Albanii

"Sahara” i "Parodia” też trafiły na listy bestsellerów i tak Cizia został gwiazdą mediów.

Ale status gwiazdy szybko go zmęczył. Wyjechał do południowo-wschodniej Azji.
Przeżywał kolejne przygody i pisał.

- Literatura jest największą i najdłuższą przygodą w moim życiu - mówi dziś Cizia.
W 1990 roku pojechał do Albanii.

- Zostałem tam zaproszony przez albański rząd. To było silne przeżycie: podróż do kraju komunistycznej dyktatury. Wiedziałem, że ten kraj niedługo eksploduje, dlatego nie zatrzymałem się tam na dłużej - wspomina.
W 1993 roku pojechał do Albanii drugi raz.

- Pomagałem w uruchamianiu nowych miejsc pracy, kręciłem filmy dokumentalne. Byłem dla władz niewygodny. Dlatego oskarżono mnie o szpiegostwo i osadzono w więzieniu. Groziło mi 25 lat pozbawienia wolności. Więzienie nie było komfortowe, ale to dobre doświadczenie. Planowałem ucieczkę, bo to byłoby ciekawe zakończenie mojej kolejnej książki, ale rząd francuski i agencje prasowe pomogły mi odzyskać wolność.

Może zmieszam moją krew z polską

W życiu miał wiele kobiet. Jego najnowsza powieść "Tuan” pulsuje ostrym seksem. A właśnie zostawił kolejną kobietę.

• Jak się zostawią kochaną kobietę, dom, dziecko?

- Kupiłem nowe buty, nałożyłem i odszedłem - mówi spokojnie.

Zamyśla się. Wypija kolejny łyk kawy, której potrafi wypić cztery litry dziennie.
- Może to jest moment, żeby spotkać kolejną kobietę. Może zmieszam moją krew z polską...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!