niedziela, 25 czerwca 2017 r.

Magazyn

Pan doktor Łapówka


O tym, że leczenie może pacjenta i jego rodzinę zrujnować, przekonało się już wielu. Liczne przykłady korupcji w służbie zdrowia przedstawiają nam często nasi czytelnicy. Zróbcie coś, tak dalej być nie może – to częste prośby pod adresem redakcji. Kiedy jednak prosimy o napisanie oficjalnej skargi – nie ma chętnych. Może sprawa pani B. problem nieco wyjaśni.

Pani B. o lekarzach mówi: biała mafia. Pani B. jest spoza Lublina. Jej doświadczenia z lekarzami z terenu nie były nigdy najlepsze, ale do redakcji zwróciła się dopiero wtedy, gdy musiała się leczyć w jednym ze szpitali lubelskich.
– Leżałam tam, na różnych oddziałach, kilkakrotnie – mówi. – I
 nie spodziewałam się, że lekarze mogą być tak bezczelni.
B. twierdzi, że pieniądze dawała nie dlatego, bo chciała. Trzeba było płacić za większość usług – i to lekarze ustali stawkę. 1000 złotych zapłaciła za operacje, po 100 złotych podczas wizyt kontrolnych w przyszpitalnej przychodni.
– Nawet za zrobienie USG musiałam płacić – dodaje. – Brał, nie ten który je robił, lecz mój lekarz prowadzący. Raz dałam mniej, to w oczy mi powiedział, że następnym razem trzeba będzie dołożyć.
B. – jak twierdzi – nie była odosobniona. Dawały i inne pacjentki.
– Na sali widać było gołym okiem te protegowane – dodaje. – Takimi, co nic nie dały, nikt się specjalnie nie zajmował.
Przerwijmy milczenie
– Namawiałam koleżanki, żeby z tym skończyć – dodaje B. – Że to nieprzyzwoite, że jeste-śmy jak dojne krowy. Ale żadna się  nie zdeklarowała, że mnie poprze.
Mąż B. sam mówi o sobie, że jest narwany. Poszedł z żoną do ordynatora.
– A ordynator, że trzeba lekarzy zrozumieć, bo mało zarabiają – mówi pan B. – Ręce nam opadły. Nie ma sensu pisać skarg. Zrobimy tylko z siebie idiotów. Oni i tak nie dadzą sobie krzywdy zrobić.
R., która skarży szpital o odszkodowanie, ma żal do lekarza, że na sprawie udawał, że jej nie poznaje.
– Byłam jego prywatną pacjentką, wczasy mu za operację zafundowałam – opowiada. – A on mówi, że nawet nie pamięta, czy byłam w jego gabinecie. Musiałam w aptece przerzucić tonę recept, żeby mu udowodnić, że po prostu kłamie.
R. się zastanawia, czy nie złożyć teraz skargi na lekarza, który, jej zdaniem, postępuje nieetycznie.
– Ale sprawa w sądzie toczy się już blisko cztery lata –  dodaje. – Każda rozprawa to do-datkowy stres. Nie wiem, czy wytrzymam nerwowo.
Babcię nie stać na lekarza
Znajomi opowiadają, co się dzieje w jednym z gminnych ośrodków zdrowia. Przyjęło się, że trzeba dać przynajmniej 20 złotych przy każdej wizycie. Jak się nie da, lekarz patrzy jakoś krzywo, no ogólnie źle jest nastawiony.
– Są tam starsze, schorowane babcie – mówią. – Dla nich 20 złotych to dużo. Jak nie mają, nie idą do lekarza.
Wszyscy wkoło znają proceder, wszystkich oburza. Mówię, żeby kilka osób napisało list do redakcji. Znajomi kręcą głową – nikt nie napisze, każdy się boi. Ludzie wolą psioczyć między sobą i dalej płacić haracz.
Strach ma wielkie oczy
O datkach dla personelu medycznego niewielu chce mówić nawet anonimowo. „Ponieważ większość pacjentów rozmawiała na ten temat niechętnie (chodzi oczywiście o nieformalnie wręczane pieniądze), rzeczywisty poziom problemu jest trudny do określenia” – czytamy w publikacji „Lubelska służba zdrowia w dobie reformy” pod redakcją profesorów Stanisława Tokarskiego i Macieja Latalskiego z lubelskiej Akademii Medycznej w odniesieniu do większości ocenianych w badaniach placówek.
Celem badań była ocena dostępności do świadczeń medycznych oraz ocena funkcjonowa-nia placówek. Nie mniej jednak nie zabrakło pytania o to, czy pacjent musiał dopłacać z własnej kieszeni. Ankiety wypełniło 2546 respondentów, z czego blisko 70 procent stanowiły osoby, które w ciągu ostatnich dwóch lat chociaż raz przebywały w szpitalu.

„Kwestia nieformalnych opłat ponoszonych w szpitalach została przez chorych przemilcza-na, chociaż aż 20, 5 procent ankietowanych przyznało się do wręczania tzw. dowodów wdzięczności, gdy zostało o nie zapytanych bardziej ogólnie, bez precyzowania okoliczności. W 48 procentach były to upominki, ale aż w 31 procentach pieniądze” – czytamy w podsumowa-niu badań.
Dlaczego ludzie nie chcą mówić?
– Sądzę, że istnieje jakaś irracjonalna obawa, że może być to wykorzystane przeciwko nim, że następnym razem lekarz ich nie przyjmie albo wypisze złe leki – mówi współautor publikacji, rektor AM w Lublinie prof. dr hab. Maciej Latalski. – Obecnie prowadzimy dalsze badania. Chcemy dołączyć do nich pytanie, dlaczego ankietowani unikają odpowiedzi na ten temat.
Najgorzej w szpitalu klinicznym
Większość ankietowanych przyznawała się jedynie do konieczności płacenia za skierowanie do szpitala (patrz tabelka obok). Swoistym rekordzistą stał się na tym tle SP PSK 1 przy ul. Staszica w Lublinie, nawiasem mówiąc – podległy rektorowi. Tam do wręczania pieniędzy lekarzom 10 procent badanych przyznało się, 3,3 procent dawało pielęgniarkom, 5,5 procent salowym. Nie ma jednak badań dotyczących innych szpitali klinicznych – SP PSK 4 przy ul. Jaczewskiego i Dziecięcego Szpitala Klinicznego.
– Wyniki są ogólnie dostępne, trudno więc mówić, że problemu nie ma – mówi prof. Latal-ski. – Nie mniej jednak jako rektor jestem bezsilny. Nie mam ani jednej oficjalnej skargi na wymuszanie przez lekarzy pieniędzy.
Rektor dodaje, że co dziwniejsze, jeśli lekarz gdziekolwiek na dyżurze – w pogotowiu czy jakimkolwiek szpitalu – jest „pod dobrą datą”, natychmiast jakiś pacjent o tym poinformuje. Pieniądze są zaś tematem tabu i trudno nawet problem ten powiązać z dostępnością do usług medycznych. Z badań wynika jednoznacznie, że nie ma większych problemów z otrzymaniem skierowania do szpitala czy uzyskaniem wizyty u specjalisty.
Cisza w eterze
Andrzej Ciołko, prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej wielokrotnie mówił, że jeśli lekarz wy-musza pieniądze za leczenie, to taka postawa będzie surowo karana.
– Ale musi być to faktyczne wymuszenie a nie pretensje pacjenta, że lekarz wziął koniak czy kwiatek po zakończonym leczeniu – podkreśla. – Nie mamy jednak takich sygnałów od chorych. W ogóle nie ma żadnej skargi na temat pieniędzy. Pacjenci najczęściej są niezadowoleni z zachowania lekarzy i większość skarg dotyczy tego zjawiska.
Do biura rzecznika praw pacjenta przy LRKCh trafiła w ostatnim kwartale jedna osoba z ustną skargą dotyczącą warunkowania pozostawienia pacjenta w oddziale pielęgnacyjno-opiekuńczym od korzyści majątkowych. LRKCh nie ma jednak kompetencji, by takie problemy wyjaśniać.
Elżbieta Zahaczewska-Wyroba z Biura Praw Pacjenta powołanym przy Ministerstwie Zdrowia mówi, że są zgłoszenia o łapówkach, ale wyłącznie anonimowe.
– Kiedy prosimy, żeby pacjent o tym napisał z imieniem i nazwiskiem, nie ma odzewu – dodaje. – Anonimami się nie zajmujemy. Natomiast wyraźnie widać, że dawanie pieniędzy jest głęboko zakorzenione w naszej świadomości. Ludzie uważają, że zapewni im to lepsze świadczenie, dostęp do badań diagnostycznych.
Nie tylko służba zdrowia
Jeden z ostatnich raportów Unii Europejskiej dotyczący naszego kraju stwierdza, że jesteśmy państwem głęboko skorumpowanym. Korupcja dotyka wszystkich dziedzin życia – policji, urzędów celnych, urzędów państwowych, sądów, prokuratury. Służba zdrowia nie jest więc tutaj odosobniona


Cennik łapówkarza

- wizyta w poradni – od 20 do 1000 zł - nieduży zabieg – od 400 zł - operacja – od 500 zł - badania diagnostyczne – od 100 zł


Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!