czwartek, 19 października 2017 r.

Magazyn

Pięć chałup, ich dwanaścioro

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 sierpnia 2007, 14:31

Znikniemy. A kiedy ostatni umrze, wyrośnie tu las - zamyśla się 74-letni Antoni Stefaniuk ze wsi Lipniak.

Zostało tu już tylko pięć domów. A na dodatek bocian, który właśnie odleciał, zabił dwójkę swoich dzieci. Nic tylko się załamać.

W 1938 roku w Lipniaku było 16 panien oraz 21 kawalerów. Dziś jest tylko trzech. - Może jakąś dziewczynę wypatrzę? - Andrzej Szymański, 37-latek, wciąż ma jeszcze nadzieję. Choć wieś pustoszeje w zastraszającym tempie.
Z Sosnowicy, gdzie Tadeusz Kościuszko na zabój zakochał się w Ludwice Sosnowskiej i po ich miłości pozostały dwa splecione drzewa - do Lipniaka dwanaście kilometrów. - To malutka wioska, położona na terenie Poleskiego Parku Narodowego. Pozwolenia na budowę nikt tu nie dostanie. Jakby któryś z mieszkańców chciał sprzedać dom, i tak park ma prawo pierwokupu - zaznacza Henryk Dmitruczuk, sekretarz w Urzędzie Gminy Sosnowica.
Że park dyktuje swoje prawa, potwierdza Szymański, który gospodaruje z matką Cecylią.
- Jak Kiliński Heniek chciał sprzedać odziedziczony dom i znalazł sobie kupca z Lublina, to notariusz zawiadomił Poleski Park Narodowy. Park kupił dom od Heńka i sprzedał zabudowania za tysiąc złotych. Na rozbiórkę. Tak zniknął kolejny dom - mówi Szymański.

Litania

Przed domem Antoniego Stefaniuka złocą się astry. W wiaderku przy studni zimna woda, tak jakby czekała na spragnionego wędrowca. Antoni ostrzy kosę na specjalnej tarce. Tarka jest drewniana, ma nacięcia na krzyż, na tarkę sypie się ostry piasek, zwilża wodą i ciągnie po ostrzu.
- Tak ostrzył mój pradziad Piszczatowski Nazar, tak ostrzył Zygmunt Stefaniuk, mój ojciec - mówi pogodnie. Wysoki, smukły, czarne włosy, przenikliwe oczy. Nikt by nie dał mu 74 lat.
Siada na ławce od strony podwórka. Ściera ręką wodę z ceraty.
- No to z brzegu jest dom Cecylii Szymańskiej, następny Aleksandry Marcinkowskiej. Potem jestem ja, za mną dalej sołtys Koncewicz Marian. Na końcu Tadeusz Bucior. Ot, i cała wieś. W sumie dwunastu mieszkańców - opowiada.
Zamyka oczy.
I zaczyna litanię.
- Zieliński spod jedynki nie żyje. I dalej numerami: Suchorab Edward - nie żyje, Piasecki Czesław też. Drugi Piasecki, imienia nie pamiętam, w ziemi. Potem Juszczak Józef, drugi Piasecki Czesław, Bucior Józefa - nie żyją. Tarnowska Janina, Suchorab Aleksander i Tadeusz - na cmentarzu. Szymański Michał, Szymańska, imienia zapomniałem - w ziemi. Osip Karol, Dudycz Szymon i Helena, Szymańska Katarzyna, Ryciński Franciszek - nie żyją. Niedziałek też. Rycińska Apolonia - też. Suchorab Jan - nie żyje. On jeden umarł na obczyźnie. Stefański nie żyje, Grzeszczuk Katarzyna też - wymienia powoli, jakby przesuwał palce po paciorkach różańca.
- Po siedliskach wielu nie pozostał żaden ślad. Nawet kawałek. Jeszcze do niedawna o umieraniu wsi przypominał opuszczony dom, w którym po latach wyrosła brzoza. Żeby rozprostować gałęzie, przebiła sufit - mówi.
Że taki sam los spotka resztę domów - Stefaniuk nie ma wątpliwości.

Sołtys nie zejdzie

Jedziemy do sołtysa. Zadbany domek. Zamknięte. Ale z obejścia dochodzą odgłosy młotka. Wchodzimy na podwórko. Przedstawiamy. Ni stąd ni zowąd wydziera się na nas kobieta w średnim wieku. - Prasa? Dopiero co była! I telewizja była! Coście się zmówili na Lipniak? Nie będzie żadnych wywiadów.
• Chcieliśmy spytać o sołtysa, Mariana Koncewicza.
- Nie ma go - ucina krótko.
Po chwili z dachu odzywa się pracujący tam mężczyzna.
- Jest. To znaczy jestem. Ale żadnych wywiadów nie będzie.
Nie to nie.
Po chwili ten sam los spotyka Małgorzatę Sawicką z Radia Lublin, która też przyjechała do Lipniaka na reportaż.
Sołtys z dachu nie zejdzie. I już.
Wracamy do Stefaniuka.
Macha ręką, i tłumaczy, że sołtysowa taka już jest krzykliwa. Jak coś powie, to nie ma odwołania.

Kiedyś mieszkało tu dziewięć osób

Stefaniuk zaprasza do chałupy.
Kuchnia skromna, w kącie czerwone szafki na książki. Bo Stefaniuk prowadził tu punkt biblioteczny. I dwa pokoje. Wszędzie święte obrazki. A w kuchni ten najważniejszy: Dwa najświętsze serca. Jezus, obok Matka Boska, pokazują na gorejące serca, z których promyczki biegną do ludzi.
Chałupę w 1937 roku postawił Dudycz Szymon, mąż Heleny Piszczatowskiej, babki Stefaniuka.
- Był taki czas, że w naszej chałupie mieszkała dwójka dziadków, Stefaniuk Marianna - moja matka i mój ojciec Stefaniuk Zygmunt, trzy ciotki: Dudycz Zofia i Janina i Dorosz Rozalia, ja i moja siostra Lucyna. W sumie 9 osób i zgoda była. A teraz zostałem sam - mówi pan Antoni.
O historii Lipniaka może mówić dużo i długo.
- Połowa tej ziemi należała do dziedzica Łomskiego. Stąd wieś Łomnica. Ten dziedzic miał nieślubne dziecko z pokojówką, więc pożenił ją z Ryczuchem i nadał ziemię. A druga połowa to włości Babskiego. Przed wojną mieszkało tu 150 osób. W 1939 było 21 domów. A teraz raptem pięć zamieszkanych. Tak Lipniak się kurczy - opowiada Stefaniuk.
- Warzywo swoje jest, to się pożywię. Tylko po chleb trzeba jechać, bo w Lipniaku nie ma sklepu.
Nie ma też kanalizacji.
Ani przystanku autobusowego.
- Jakby miał być, skoro za sołtysem asfalt się kończy? - dodaje Stefaniuk.
Trzech kawalerów, dwóch do wzięcia
Idziemy na wieś.
Tadeusza Buciora, co mieszka za sołtysem - nie ma. Też kawaler, po siedemdziesiątce.
U sołtysa, co nie chciał z nami gadać, Grzegorz Koncewicz, też kawaler. Ale jak ojciec, nie pogada.
Za Stefaniukiem mieszka Marcinkowska Aleksandra. Ale narzeka, że chora. Też nie pogada.
W piątym, ostatnim domu we wsi Szymańska Cecylia. Nieobecna. W polu przy ziemniakach.
Ale jest jej syn Andrzej, lat 37. Kawaler do wzięcia.
- Z dziada pradziada jestem na tej ziemi. I nikomu nie oddam - mówi twardo. Wysoki, postawny, o niebieskich, roześmianych oczach. Mówi, że tu wszystko jest podporządkowane parkowi.
- Mają prawo pierwokupu, wykupią po kolei i będzie jak z domem Heńka - dodaje z zadumą.
To tak jak z ostatnim boćkiem w Lipniaku.
- Było pięć, został jeden. Miał cztery małe, to dwa zabił. Bo z czego miał wyżywić, jak nie ma komu łąk kosić - kończy Szymański. - A Lipniak to moja ostoja. Jeszcze jak jakaś dziewczyna rękę mi poda...
Niedoszły Połomski
Wracamy do Stefaniuka.
Powoli prostuje kark po kosie. Pokazuje działkę, skopaną łopatą, bo konika już nie ma.
• Jak pan spogląda na życie, to udane było?
Zaciąga się papierosem.
- Jak życie. Najpierw byłem ożeniony. Cztery lata wytrzymałem. Teraz śmieję się, że moją pogryzły żmije i wszystkie zdechły, ona przetrzymała. Potem miałem, jak to się mówi, kochanki. Dwie. Pierwsza porządna była. W domu było kartonowe pudełeczko, co kto zarobił, to wrzucał, sprawiedliwie się dzieliło. Potem była druga. Umarła na raka. I sam zostałem - mówi Stefaniuk.
• A czegoś pan żałuje?
- Że do szkół dalej nie poszedłem, bo rodzice biedni byli. Tyle bym się dowiedział. Zawsze pięknie śpiewałem, może ze mnie jaki Połomski by był?
• Co jest w życiu najważniejsze?
- To, czego się człowiek trzyma. Mnie dziadkowie powiedzieli: "Pamiętaj o swojej ziemi, ona będzie czekać”. Jestem jej wierny. Co jeszcze? Miłości człowiek musi zaznać. Pokorny wobec przyrody być. I krzywdy drugiemu nie robić...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Teresa Rutkowska - Białowąs
I.Machcińska z domu Buczek
Iza Machcińska z domu Bucz
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Teresa Rutkowska - Białowąs
Teresa Rutkowska - Białowąs (21 maja 2017 o 23:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Mój Dziadek nazywał się Piasecki Emilian i mieszkał w Grabniaku,  a jego syn, mój wujek jeździł do Lipniaka kosić łąkę.
Rozwiń
I.Machcińska z domu Buczek
I.Machcińska z domu Buczek (13 września 2012 o 13:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tak się składa ,że jestem córką od jednej z wspomnianych panien Szymańskich-Jadwigi po mężu Buczek.Mieszkam na zachodzie Polski w Zielonej Górze.Marian Koncewicz to mója rodzina Pozdrawiam Lipniak serdecznie
Rozwiń
Iza Machcińska z domu Bucz
Iza Machcińska z domu Bucz (13 września 2012 o 13:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tak się składa ,że jestem córką od jednej z wspomnianych panien Szymańskich-Jadwigi po mężu Buczek.Mieszkam na zachodzie Polski w Zielonej Górze.Marian Koncewicz to mója rodzina Pozdrawiam Lipniak serdecznie
Rozwiń
ANIA
ANIA (23 sierpnia 2010 o 22:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A I ANDRZEJ SZYMAŃSKI DOCZEKAŁ SWEGO SZCZĘŚCIA, BAŚKĘ NAM ZABIERA Z GIŻYCKA ZA ŻONĘ ŚLUBNĄ. I WRESZCIE LIPNIKI ODŻYJE LIPNIAK , BAŚKA PIĘKNIE ŚPIEWA A I DZIATECZKI SIĘ POJAWIĄ - DAJ BOŻE!!!! ANDRZEJ TRZYMAJ SIĘ - MOJE GRATULACJE OG GIŻYCCZAN!
Rozwiń
Czytelnik
Czytelnik (5 września 2007 o 12:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Niestety.Tak ginie polska wieś!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!