wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Piechotą do zdrowia

Dodano: 6 lutego 2004, 13:02



Nie wiem, jak Państwu, ale mnie prezydent Lublina Andrzej Pruszkowski ostatnio bardzo się spodobał. W odróżnieniu od wielu popularnych osób publicznych wykazał się zdecydowaną, męską postawą. Otóż na zadane przez dziennikarza pytanie: czy jest szwagrem słynnego na całą Polskę prezesa lubelskiego MPK Jacka Miłosza (co by wiele wyjaśniało...), p. Pruszkowski jednoznacznie i bez zbędnej zwłoki oświadczył, że szwagrem nie jest. Bardzo mnie tym ujął, gdyż znam polityków i wysokich urzędników, którzy w takiej sytuacji gotowi są twierdzić, że np. szwagrami jakiegoś nieudolnie się sprawującego pana to, owszem, bywają, ale tylko do pewnego stopnia i w ściśle określone dni tygodnia.
Niestety, nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło. Po ucinającej wszelkie niezdrowe domysły, spekulacje i plotki deklaracji p. prezydenta lublinianie już całkiem zgłupieli. Do tej pory jeszcze jakoś potrafili zrozumieć powody, dla których prezydent Pruszkowski z trzeźwo myślącego urzędnika – jak się wydawało – przeistoczył się w kamikadze. Skoro dla towarzystwa Cygan dał się powiesić – rozumowali – to pewnie i prezydent nie chciał być gorszy wobec swego powinowatego. Ale żeby ryzykować dobre stanowisko w Ratuszu dla uszczęśliwiania zupełnie obcej osoby, która w dodatku już tyle nerwów obywatelom miasta zjadła? Niepojęte! Mało tego – żeby w dodatku opłacać ją, jak jakiego, nie przymierzając, ministra komunikacji?! 13 tysięcy?! – za TAKĄ pracę w takim biednym mieście?
Do wyjaśnienia tej frapującej zagadki doszedłem po kilku dniach dochodzenia do pracy. Otóż po wprowadzeniu ponad 50-procentowej podwyżki cen biletów MPK, na znak protestu, postanowiłem przemieszczać się do i z pracy pieszo.
I wtedy dopiero zrozumiałem, jak wiele mam do zawdzięczenia duetowi Miłosz – Pruszkowski! Codzienne, parukilometrowe spacery z Czechowa na Staszica na mój organizm wpływają wręcz zbawiennie. Przyjemne zmęczenie fizyczne sprawia, że zasypiam bez problemów, rano wstaję rześki, czuję się zrelaksowany i ochoczy do pracy. Dotleniony podczas spacerów mózg generuje przyjemne, kolorowe sny. Nie to, co w epoce tanich biletów – kiedy umęczony czekaniem na piętnastkę, a później podduszany w jej zatłoczonym, bogatym w wonie rozmaite wnętrzu – śniłem niemal wyłącznie o Lepperze, Millerze i Rękasie, i budziłem się z krzykiem w środku nocy.
To nie mogli od razu panowie prezes i prezydent ujawnić, o co im w tej ich przedziwnej biletowej polityce naprawdę chodzi? Ludzie by się przecież nie stresowali, gdyby wiedzieli, że obrzydzanie im usług MPK – m.in. poprzez wprowadzanie zaporowych cen, zakaz używania komórek, nakaz wsiadania przodem – podyktowane jest troską o ich zdrowie.
Tak czy owak – za wskazanie nam, byłym pasażerom MPK – drogi do zdrowia, panu prezesowi Miłoszowi i panu prezydentowi Pruszkowskiemu serdecznie dziękujemy.
Tylko czy załoga MPK też będzie im wdzięczna, gdy trawka się zazieleni?...

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!