czwartek, 23 listopada 2017 r.

Magazyn

Pobyt już nie równa się dobrobyt

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 stycznia 2009, 13:58

Dom za 200-300 tys. zł. Willa z basenem już za 500 tys. zł. Ceny nieruchomości w USA spadają na łeb na szyję. Domy są tańsze niż na Lubelszczyźnie, tylko pracy nie ma. Dlatego Polacy wracają.

Kryzys na rynku nieruchomości zbiera - i będzie zbierał - coraz większe żniwo. - Rynek nieruchomości to rynek długoterminowy, więc skutki kryzysu będą odczuwalne jeszcze długo - mówi Tomasz Iwan prezes zarządu Biura Nieruchomości Kleczkowski w Lublinie.

A to oznacza, że willa z basenem jest znacznie tańsza niż u nas…

Tanio sprzedam!

Wartość nieruchomości w całym kraju spadła nawet o 50 proc. Oczywiście, między poszczególnymi stanami są różnice. Dobrym przykładem jest stan Nowy York, gdzie ceny są niższe niż w Lublinie, chociaż do nas też dotarł kryzys. Tam dom można mieć już za 300 tys. w przeliczeniu na złotówki. Jeżeli wybierzemy nieco gorszą dzielnicę zapłacimy nawet poniżej 200 tys. A takich ofert stale przybywa.

- Ludzie masowo zaczęli sprzedawać domy, bo nie mają pieniędzy na spłatę rat - wyjaśnia Tomasz Iwan. - To spowodowało drastyczny wzrost podaży. Natomiast popyt na nieruchomości odwrotnie: spadł. Skutek już znamy: śmiesznie niskie ceny.

Wziąłeś kredyt? Szukaj kupca

Przyczyną takiej sytuacji są straty, jakie poniosły banki i inne instytucje finansowe w związku z kryzysem. - Przez to niechętnie udzielają kredytów hipotecznych osobom fizycznym. A pamiętajmy, że 90 proc. transakcji kupna nieruchomości jest przez nie finansowana. Brak możliwości wzięcia kredytu pociągnął za sobą cały łańcuszek - mówi Iwan. Ubywa więc kupujących. Rzadko kogo stać na kupno nieruchomości za gotówkę.

Klienci, którzy nie mogą spłacić kredytu zostają na lodzie. Muszą sprzedać dom lub mieszkanie, żeby spłacić dług. - Szczególnie boją się właściciele domów na państwowych działkach. W razie zalegania z opłatami grozi im eksmisja nawet tego samego dnia - wyjaśnia Paulina studentka z Lublina, która ma rodzinę w USA. - Do tego może jeszcze dojść utrata pracy, o co teraz bardzo łatwo.

Praca i jest i jej nie ma

Kryzys spowodował spadek produkcji w fabrykach. Nie ma zamówień, są więc zwolnienia. Albo przymusowe urlopy. - Kłopot w tym, że na takim urlopie, który może potrwać dostaje się marny procent tego, co można zarobić - dodaje Paulina.
Część zakładów upada i wtedy z dnia na dzień trzeba szukać nowej pracy.

- Ostatnio moja koleżanka zdecydowała się na powrót do Polski, ponieważ jeden z zakładów krawieckich, w którym pracowała został zamknięty. Nie mogła znaleźć nic nowego, wiec wróciła - opowiada pani Barbara z Lublina, która wróciła z USA pod koniec 2007r. - Ja chciałam wrócić, to była moja decyzja. Teraz niestety warunki ekonomiczne do tego zmuszają.

Mimo, że nie wszyscy Polacy pracują w zagrożonych branżach, to i tak zaczyna się fala powrotów. Cały czas potrzebni są m.in. pracownicy w budownictwie, opiekunki do dzieci i osób starszych, pomoce domowe. Jednak sporo ludzi wraca, bo nie chce ryzykować. Nie ma - mówią - perspektyw na stały pobyt.

Wynajmuj i zarabiaj

Spokojni mogą być ci, którzy wynajmują mieszkania w Stanach. To się jeszcze opłaca, ponieważ ceny najmu nie spadły i to się raczej nie zmieni. - W związku ze spadkiem cen nieruchomości opłacalne będzie wynajmowanie domów czy mieszkań, ale kupionych dopiero teraz; za znacznie niższą cenę - przekonuje Tomasz Iwan.

Gorzej mają ci, którzy kupili dom lub mieszkanie wcześniej. Po pierwsze zapłacili za nie znacznie więcej. Poza tym, jeżeli kupowali na kredyt to przy wzroście oprocentowania i zapłaceniu kilkuprocentowego podatku katastralnego niewiele im zostaje na rękę.

- Nie mniej jednak wynajęcie takiego domu czy mieszkania i sprzedaż za kilka lat z zyskiem to dobra inwestycja - dodaje Iwan.

Stany to już nie to, co kiedyś

- Parę lat temu można było rzeczywiście nie tylko zarobić, ale i odłożyć. Kurs był wtedy dobry - 3,80 zł. za dolara i opłacało się zostać dłużej. Zwłaszcza pracując w branży budowlanej, gdzie tygodniówka wynosiła 500-600 dolarów; w przeliczeniu jakieś 2 tys. zł. - tłumaczy Łukasz Oseła z Zamościa, który wrócił ze Stanów w 2004 r.

- Teraz, mimo, że praca jest nie ma to chyba większego sensu. Można tylko przywieść sprzęt elektroniczny czy sprowadzić samochód. To nadal jest popularne i w miarę opłacalne, jak opowiadają mi znajomi, którzy zostali tam dłużej.

Znacznie gorzej mają ci, którzy chcą zdobyć lepszą pracę i nauczyć się języka.
- Podjęcie nauki w szkole i jednocześnie odłożenie czegokolwiek jest teraz bardzo trudne. Za miesiąc nauki płaciłam ponad 200 dolarów miesięcznie, co było sporym wydatkiem - mówi pani Barbara. - Trzeba będzie brać, co się trafi. A w ofercie są też zajęcia niepewne, które nie dają gwarancji na stałe zatrudnienie.

Raj nadwyrężony

- W latach 80-tych i później USA to było coś. To była raj. Kilkuletni pobyt równał się dobrobyt. Wtedy 20 dolarów, za które dziś można kupić jakieś drobiazgi, to były duże pieniądze - wspomina Józef Kurowski z Lublina, który wrócił do Polski w połowie lat 90-tych. Po dawnym eldorado, za którym tęsknią Polacy zostało tylko wspomnienie. Na jego powrót nikt już nie czeka, przynajmniej w najbliższym czasie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!