środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Pod specjalnym nadzorem

Dodano: 13 grudnia 2007, 13:48

Po 13 grudnia ‘81 nie zostali internowani tak, jak ich koledzy z „Solidarności”. Wolnością cieszyli się jeszcze przez prawie rok.

A potem rozwieziono ich po całej Polsce; w miejsca, o których wiedziało tylko wojsko. Przesłuchiwano, straszono, namawiano do współpracy. Zabroniono mówić o tym, co ich spotkało. Musiało minąć ćwierć wieku, by historia specjalnych obozów wojskowych wreszcie wyszła na jaw

Październik '82 - kilkudziesięciu lubelskich działaczy "Solidarności” dostaje wezwanie do Wojskowej Komendy Uzupełnień w Lublinie. Są powołani do wojska. Już 5 listopada wyjeżdżają w nieznane, w sam środek leśnej głuszy na Podlasiu. Podróż z Lublina do tajemniczego Czerwonego Boru trwa ponad 10 godzin. Po drodze wsiadają mężczyźni wcieleni do wojska w Krakowie, Nowej Hucie, Wrocławiu, Łodzi, Gdańsku... W sumie ponad pół tysiąca osób. Na miejscu wojskowi prowadzą ich do baraków zbudowanych z bydlęcych wagonów. Każą zapomnieć o powrocie do domu. I zapamiętać: O Wojskowym Obozie Specjalnym nr 6 w Czerwonym Borze nikt nigdy nie może się dowiedzieć.
Po pierwszych przesłuchaniach nie ma wątpliwości: to wojskowy obóz internowania.

Lawina wspomnień

Rok temu po raz pierwszy napisaliśmy o perfidnej formie uwięzienia opozycjonistów w stanie wojennym. Opowiedziało nam wtedy o tym kilku lubelskich działaczy "Solidarności” wywiezionych do Czerwonego Boru koło Łomży. Nie kryli, że to bolesne wspomnienia. Nie kryli, że przez lata milczeli - z różnych powodów. Ale teraz postanowili mówić. Z tych opowieści wyłonił się precyzyjny obraz obozu w Czerwonym Borze - odtworzyliśmy go szczegółowo, z budynkami, drogami, bramami wjazdowymi. Pomogły nam w tym pamiątki przemycone z obozu. Pomogli ludzie, którym zależało, by wojskowa hańba nie odeszła w zapomnienie. I zaraz pojawiło się pytanie: Ile podobnych obozów było jeszcze w Polsce? Ile osób zostało w nich uwięzionych?
- Przeczytałem ten reportaż i nie miałem wątpliwości, że pora przerwać milczenie - mówi Paweł Durakiewicz, opozycjonista wywieziony do Czerwonego Boru. - Chcieliśmy z kolegami zrobić wreszcie coś, co pozwoliłoby rozgryźć do końca tajemnicę specjalnych obozów wojskowych. Postanowiliśmy poszukać ludzi, którzy w podobny sposób byli więzieni w innych miejscach.

Budowo - w środku bagien

1 Zjazd Weteranów Specjalnych Obozów '82-83 to efekt tego pomysłu. Efekt, który przeszedł najśmielsze oczekiwania organizatorów - lubelskiej "Solidarności” i lubelskiego oddziału IPN. Na zjazd przyjechało z całej Polski ok. 100 byłych opozycjonistów, którzy zimą 1982 roku dostali powołanie do wojska. Zostali wywiezieni do czterech różnych obozów: w Czerwonym Borze, Budowie, Chełmie i Czarnem. Z Lubelszczyzny najwięcej osób trafiło do Czerwonego Boru, a także do Budowa k. Złocieńca (Koszalińskie).
- 3 listopada przyszło powołanie i trzeba było jechać - wspomina Wiesław Gawdzik z Kraśnika, który działał w "Solidarności” w Fabryce Łożysk Tocznych. - W domu została żona i dwoje małych dzieci. Nie mieli pojęcia, gdzie mnie wywożą. Był strach, była niepewność... Ale rozkaz trzeba było wykonać.

Kapuś w każdym baraku

Do tego samego obozu co Gawdzik powołanie dostał jego kolega z pracy, Wiesław Zbytniewski. - Pewnie, że było nam razem raźniej w pociągu. Ale już na miejscu na niewiele się to zdało, jak zobaczyliśmy gdzie nas wywieźli... Zielony garnizon w samym środku bagien. Stąd jeszcze nigdy nikt żywy nie uciekł, mówili nam wojskowi, tylko buty w bagnie zostawały po takich śmiałkach.
W Budowie, podobnie jak w Czerwonym Borze, wojsko prowadzi z opozycjonistami misternie przygotowaną psychologiczną grę. Celem ma być wzbudzenie strachu, niepewności, złamanie. - Wszystko o nas wiedzieli. I skrzętnie to wykorzystywali na przesłuchaniach - dodaje Zbytniewski. - Mało tego: w każdym baraku był kapuś. Donosił o wszystkim. To potęgowało poczucie bezsilności i niepewności jutra.
Stan wojenny może potrwać jeszcze całe lata - straszyli wojskowi. - I wy tu będziecie do samego końca. Jeśli w ogóle stąd wyjdziecie.

Eskalacja wojny


- Najgorsze były pierwsze tygodnie, gdy całkowicie odcięto nam kontakt ze światem - opowiada Paweł Durakiewicz. - W głowie tragiczne myśli: Co się dzieje z moją żoną, z dziećmi? Skoro zamknęli mnie, mogli zamknąć i ich. To wszystko wyglądało na kolejną eskalację stanu wojennego - stanu, w którym władza może zrobić z człowiekiem wszystko.
- Jakby tego było mało doszło jeszcze osobiste upokorzenie, upodlenie wręcz. Gdy chodziliśmy zamiatać osiedle wojskowe, cywilni mieszkańcy omijali nas szerokim łukiem, patrząc na nas z obrzydzeniem - opowiada Andrzej Barwiński ze Stalowej Woli. - Powód? Ostrzeżono ich, że jesteśmy niebezpiecznymi zboczeńcami i mordercami. Zdolnymi do wszystkiego.

Brakuje słów


Artur Kotyra dziś przewodniczy "Solidarności” w Cukrowni "Lublin”. 25 lat wcześniej też walczył o prawa ludzi: do sprawiedliwości, prawdy, uczciwości. I wylądował w Czerwonym Borze. - Moja żona była nauczycielką na wsi. Mnie zabrali w nieznane, ona została sama; z malutkim dzieckiem i w ciąży. Wtedy byłem zrozpaczony. Dziś, gdy o tym myślę, to czuję wściekłość. Dlatego chcę o tym rozmawiać z ludźmi, którzy przeszli przez to samo. Wtedy myślałem: jesteśmy siłą. I wciąż możemy wiele zrobić.
- Różniły się jedynie warunki bytowe w obozach. My mieszkaliśmy w namiotach, było nas dokładnie 306 - wspomina Andrzej Adamczyk z Gdańska, który został wywieziony do Chełmna. - A reszta była według tego samego schematu. Dlatego jest między nami jakaś niesamowita jedność. Słowami się tego nie da wyrazić.

Nasz wkład


Niektórzy tych słów szukają i, jak Ryszard Białkowski z Konina, mówią: Przeszliśmy gehennę. Inni w słowach nie przebierają. - To, co nam zrobiono, to zwykłe draństwo! - denerwuje się Leszek Jaronowski z Krakowa. - I nawet nie możemy powiedzieć, że byliśmy internowani...
- Dlatego założymy stowarzyszenie. Decyzja właśnie zapadła - zapowiada Jacek Firkowski, wiceprzewodniczący "Solidarności” z Lublina, zamknięty w obozie w Czarnem. - To będzie nasz wkład w historię. I coś więcej, coś bardziej osobistego. Poczucie, że nie byliśmy i nie jesteśmy sami. I nie tak łatwo nas złamać.
Czytaj więcej o:
Gość
Cierpiący Intelektualista
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (26 kwietnia 2008 o 21:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Co to za bełkot?
Rozwiń
Cierpiący Intelektualista
Cierpiący Intelektualista (14 grudnia 2007 o 01:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Myślący, poinformowani ludzie, toż takie same zbrodnie trwają nadal pod inną nazwą!

Jeśli ktoś wiedzący o tym wszystkim nie szuka i zabija tamtych zbrodniarzy, to jest jednym z nich!
Lub co najmniej taki sam jak oni.
Przecież oni żyją nadal, robią to samo i gorzej, wyrafinowali swoje dzieci w tym antyludzkim procederze.
Stosują identyczne metody i utrzymują ze sobą mafijne powiązania chroniąc się nawzajem niezwykle
skutecznie przed jakąkolwiek odpowiedzialnością!

Nikt ich nie wsadził do więzień, nikt ich nie poddał terapii ani leczeniu psychiatrycznemu, nie zostali
usunięci ze społeczeństwa ale korzystając z dawnych układów i przemocy, zajęli wszystkie kluczowe
pozycje w kraju i teraz dopiero są rozjuszeni pewnością siebie bo utwierdzeni w swej bezkarności,
która jest rzeczywiście (i boleśnie dla nas) realna!
Tą zachęcającą korupcją dają zły przykład innym. Ich zło jest wszechobecne, zaraża i poraża coraz
więcej ludzi.

Dlaczego tak ciężko jest ludziom uwierzyć w oczywiste?! W ich obecność między nami i ich
destruktywną, podłą działalność?!


Wspomnienia z teraźniejszości:
Przeszliśmy gehennę. - Nadal ją nam sprawiają.
Stanu, w którym władza może zrobić z człowiekiem wszystko. - W tej chwili robi wszystko najgorsze.
Wtedy byłem zrozpaczony. Dziś, gdy o tym myślę, to czuję wściekłość - Codziennie dochodzi więcej rozpaczy i wściekłości.
Jakby tego było mało doszło jeszcze osobiste upokorzenie, upodlenie wręcz. - Lubują się w tym z niemniejszą rozkoszą niż wtedy.
całkowicie odcięto nam kontakt ze światem...
W głowie tragiczne myśli: Co się dzieje z moją żoną, z dziećmi? - - Te same bezprawne, gestapowskie metody do dzisiaj.
Celem ma być wzbudzenie strachu, niepewności, złamanie. - Ich cele nadal zachowały ważność.
To potęgowało poczucie bezsilności i niepewności jutra. - I bezsilni pozostajemy.
Mieszkańcy omijali nas szerokim łukiem, patrząc na nas z obrzydzeniem - Kto wspomnie, że jest prześladowany tego wszyscy mają za paranoika.
Powód? Ostrzeżono ich, że jesteśmy niebezpiecznymi zboczeńcami
i mordercami. Zdolnymi do wszystkiego. - Defamacja, demonizacja, oczernianie, robienie z nas wariata, jest ich standardową bronią przeciwko nam.
I zaraz pojawiło się pytanie: Ile podobnych obozów było jeszcze w Polsce?
Ile osób zostało w nich uwięzionych? - Dziś też każdy wie co się dzieje w Indonezji ale tajemnicą jest ile zbrodni dokonywanych jest
w naszym, niby wolnym, kraju. Ludzie żyją w kłamstwie i iluzji...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!