sobota, 21 października 2017 r.

Magazyn

Blisko stu żołnierzy z Lublina jeszcze w czerwcu szkoliło się na poligonie pod Rzeszowem. Teraz wracają do domów po najcięższej służbie w swoim życiu. Do rodzin, do dzieci, do spokoju. Wracają szczęśliwi, bo wracają wszyscy, którzy wyjechali do Iraku.

Pułkownik Piotr Sadowskim z 3 Brygady Zmechanizowanej w Lublinie zgłosił się na ochotnika. Był szefem szkolenia V zmiany polskiego kontyngentu wojskowego w Iraku. Przed wyjazdem nie krył swoich obaw. - Przecież będziemy w warunkach bojowych. Ale to nie jest moja pierwsza misja. Byłem już w Kosowie i w Afganistanie.
Podobne doświadczenia miał za sobą młodszy chorąży Paweł Śmiech z Lublina. - Żona zdążyła do tego przywyknąć. A jadę, żeby wspierać kolegów.
Ekwipunek
Nie mieli lekkiej służby. Pewne było tylko śniadanie o 8 rano, kłopoty przez cały czas i tęsknota za domem. Sierżant Ireneusz Karczmarz, zwiadowca w 21. Brygadzie Strzelców Podhalańskich, codziennie liczył dni, dzielące go od powrotu do kraju. Sierżant stacjonował w Camp Charlie w Al-Hillah. Rano prysznic, śniadanie i przygotowanie do wyjazdu. Bluza od munduru, kamizelka kuloodporna, a na to kamizelka operacyjna. W kieszeniach kilka zapasowych magazynków do karabinu, radiostacja, zapasowa bateria, latarka i świeca dymna. I jeszcze pokaźny opatrunek osobisty. I kominiarka na głowę; na nią słuchawki z mikrofonem podłączone do radiostacji, okulary przeciwsłoneczne, hełm. Do pasa kabura z pistoletem Wist. Na koniec rękawiczki, karabin Beryl i gotowe. - Nocą dochodzą gogle noktowizyjne - dodaje sierżant.
To nie Łotysze
Dzień jak co dzień. Koszmarny upał i wszędzie piach. Karczmarz wsiada do swojego hummera i razem z innymi rusza do dawnych koszar wojskowych w pobliskim Mahawilu. Nagle rozlegają się strzały. - Początkowo myśleliśmy, że to Łotysze trenują na pobliskiej strzelnicy - opowiada teraz sierżant.
To nie byli Łotysze. Dookoła fontanny piachu po uderzeniach pocisków. Strzelają schowani w ruinach terroryści! Do naszych żołnierzy! Polacy natychmiast ruszają przeczesywać ruiny dawnych koszar. Ubezpieczając się wzajemnie, prowadzeni przez porucznika, wpadają po kolei do zdemolowanych budynków. Przeszukują 20 ruder. - Mieliśmy pietra - opowiada Karczmarz. - Przecież gdzieś tam schowali się uzbrojeni przestępcy, a życie to nie gra komputerowa. Nie można wcisnąć pauzy ani skorzystać z następnego życia.
Bankiet
Patrole, konwoje i niebezpieczne akcje. Jednego dnia nic się nie dzieje, a nazajutrz komandosi z Lublińca walczą z terrorystami. Jest jeden ranny. A jeszcze innego dnia przekazanie odbudowanej szkoły w Al Bazar. Polacy zaplanowali i wykonali całkowity remont zniszczonego budynku. Nową szkołę wyposażyli w komputery i pomoce szkolne. I dwa tygodnie temu oddali do użytku. - A wieczorem zaproszono nas na "bankiet” - śmieje się Tomasz, sierżant z Lublina. - Wchodzimy, a tu żadnych talerzy czy sztućców. Tylko stosy kurczaków i mięsa, a do tego tradycyjny chleb. Można sobie było kebab zrobić.
Innym razem polscy żołnierze jechali z konwojem przez pustynię. Dookoła, jak okiem sięgnąć, tylko piach i piach. I nagle, nie wiadomo skąd, wokół wojskowych samochodów zaroiło się od dzieci. Biednych, bez butów i proszących o jedzenie. Te dzieci mieszkały w przy drodze; w wykopanych naprędce jamach.
Nareszcie w domu
Głównym celem V kontyngentu było szkolenie irackich sił bezpieczeństwa. Tym właśnie zajmował się pułkownik Sadowski, szef oddziału G-7 i jego zastępca, kapitan Allan Ahlgreen z Danii. Tuż obok polskiej bazy w Diwaniji stacjonowała 8 dywizja iracka. Szkolili ich Polacy. Jak walczyć z terrorystami, jak osłaniać konwój, co robić w razie ataku na bazę, jak organizować operacje blokująco-przeszukujące... Do te-
go szkolenia taktyczne, inżynieryjne i medyczne.
Te zadania będzie kontynuować kolejna polska zmiana. - A my nareszcie wracamy - cieszy się sierżant Tomasz.
Wraca też chorąży Marzena Walkiewicz z Lublina. I to już po raz drugi! A właściwie trzeci, bo w 1991, podczas "Pustynnej Burzy” stacjonowała w Arabii Saudyjskiej.
A sierż. Waldemar Sokołowski ze Strzyżowa pod Rzeszowem już jest w domu. Wrócił w ubiegły czwartek razem ze 128 innymi żołnierzami. - Przygotowania były, jak na przyjazd papieża - żartuje żona Jadwiga Sokołowska i płacze ze szczęścia. - Koniec z samotnymi wieczorami. Teraz Waldek będzie tylko dla mnie i dzieci.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!