sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Polacy w Anglii: Czy mamy do czego wracać

Dodano: 2 września 2010, 16:58

Najtrudniejsze są powroty z wakacji, po dwóch miesiącach w Polsce. Wtedy zaczynamy się zastanawiać: A może by spróbować wrócić? Tylko do czego? Co nas tu czeka? Już raz przecież wróciliśmy. Szybko sprowadzam się w takich chwilach na ziemię i myślę: tam chłopcy chodzą do świetnych szkół, tam mają przyszłość. Ale gdy jestem w Anglii znów myślę o Polsce. I, powiem szczerze, ja bym tam w ogóle nie mogła żyć, wiedząc, że to na stałe.




Pierwszy raz był zaraz po ślubie, 15 lat temu. Wyjechaliśmy, bo… taki to był moment. Każdy gdzieś wtedy wyjeżdżał, szukał lepszego życia. My też. W Polsce oboje z mężem pracowaliśmy w sklepie. Zarabialiśmy tyle, żeby przeżyć. O odłożeniu nie było mowy. O kupnie mieszkania tym bardziej. Jaka to perspektywa dla młodego małżeństwa? Więc gdy pojawiła się szansa, żeby wyjechać do pracy w Londynie, to pomyśleliśmy: czemu nie? Nie mamy nic do stracenia.

Bez języka, bez prądu
Początki, jak początki. Z jednej strony było nam łatwiej, bo dojechaliśmy do znajomych i z nimi mieszkaliśmy, ale z drugiej to był inny świat. Obcy, zaskakujący niemal na każdym kroku. Taki przykład: tam prąd jest na kartę. Gdzie pojechać, jak naładować tę kartę?! – panikowałam w środku nocy, gdy nagle w domu zgasło światło. Tej rzeczywistości uczyłam się właściwie od podstaw. Tak jak języka.

Przygoda
Pracowaliśmy w londyńskiej restauracji. Mąż jako kelner, ja jako barmanka. Praca fajna, z ludźmi, można było szlifować język. Ciągle coś się działo. Dziś myślę o tych dwóch pierwszych latach jako o przygodzie. Czy przygodzie życia? No, sielanka, powiedzmy sobie szczerze, to nie była. Było ciężko, choć o tych najtrudniejszych chwilach staram się nie pamiętać. Powiem tak: jechaliśmy tam, żeby pracować. Zarobić i odłożyć. Żyliśmy oszczędnie. Odkładaliśmy na mieszkanie i ta myśl nas tam trzymała.

Come-back
Gdy okazało się, że jestem w ciąży, postanowiliśmy wracać. To było jakieś takie oczywiste, że dziecko urodzę w Polsce, że tam je wychowam. Kupiliśmy mieszkanie w Świdniku, mąż znalazł pracę w dobrej, dużej firmie. Jakoś nam się wszystko poukładało. Gdy urodził się Mateusz, zostałam z nim w domu. Niby wszystko było ok, ale czasem łapałam się na tym, że tęsknię za Londynem. Za czym najbardziej? Chyba za tym, że tam można było coś odłożyć z pensji, zaplanować. Że była jakaś perspektywa. A w Polsce? Strach o pracę. I życie od wypłaty do wypłaty. Żadnych marzeń.

Do trzech razy sztuka
Drugi raz był po trzech latach od pierwszego razu. Wyjechaliśmy na krótko, bo w Polsce męża czekała operacja. I znowu powrót do kraju i znowu próba, żeby tu ułożyć sobie życie. Na dobre. Bolesna to była próba. Mąż przez rok szukał pracy. Ja siedziałam w domu z dziećmi, bo właśnie urodził się Kacper. Był taki moment, że utrzymywała nas rodzina, byliśmy na ich łasce. Wtedy sobie pomyślałam: co to za kraj, w którym ani nie ma pracy, ani żadnego socjalnego wsparcia? To było siedem lat temu… Chyba najtrudniejszy okres w naszym życiu. Tym łatwiejsza była decyzja: wyjeżdżamy.

Bezpiecznie
Przyjechaliśmy do Essex, to godzina drogi od Londynu. Małe, kameralne, spokojne miasteczko. W nowej restauracji od ręki dostaliśmy pracę. Wynajęliśmy dom. Mateusz poszedł do angielskiej szkoły, ja do szkoły językowej, żeby podszlifować angielski. Jakoś wszystko zaczęło się układać. Co najważniejsze, poczuliśmy się bezpiecznie. Nikogo o nic nie musieliśmy prosić, od nikogo nie byliśmy zależni. Mogliśmy pracować, zarabiać, planować. Nasze życie znów zaczęło wyglądać normalne. Choć były trudne chwile. Wtedy, gdy chłopcy pytali, kiedy wrócimy do Polski. Mnie się wtedy chciało płakać, a mąż odpowiadał. – Tutaj mamy pracę. I dlatego tylko tutaj możemy być wszyscy razem.

Jestem Mateusz
Gdy przyjechaliśmy do Essex Kacper miał 1,5 roku, niewiele jeszcze rozumiał. Z 6-letnim Mateuszem to już była inna historia. W angielskiej szkole został rzucony na głęboką wodę. Ale dał radę, pokazał charakter. Pamiętam, że gdy pierwszy raz zaprowadziłam go do szkoły, to nawet się nie odwrócił. Szedł szybkim, zdecydowanym krokiem, żadnego zawahania. Dobrze, że się nie odwrócił, bo zobaczyłby, jaka ja jestem roztrzęsiona, jak się bardzo boję… Tego, że nie zostanie zaakceptowany, że będzie traktowany gorzej, bo jest Polakiem. I tu miła niespodzianka. Został świetnie przyjęty, z miejsca wszedł w grupę. Ale swoim nowym kolegom zapowiedział: "Mówcie do mnie Mateusz. Tak po polsku brzmi moje imię”. I nikt nigdy nie powiedział do niego inaczej.

Już nie obcy
W Essex nie mieszka tak wielu Polaków, jak w Londynie. Siłą rzeczy wchodziliśmy w środowisko Anglików. I znów miłe zaskoczenie. Nikt nas nie traktował z góry, nie dał odczuć, że jesteśmy gorsi. Rodzice kolegów Mateusza zapraszali nas do siebie, jakoś te więzi się zacieśniały. Nie byliśmy dla nich obcy, choć byliśmy Polakami.
Nie chcę przez to powiedzieć, że "wyłączyliśmy” się z polskiego środowiska. W Essex zaprzyjaźniliśmy się z trzema polskimi rodzinami. Trzymamy się razem, nawet ostatnio święta spędzaliśmy razem. Wiele nas łączy: podobna historia, doświadczenia na obczyźnie, tęsknota za krajem... Tego nie zrozumie nikt, kto nie urodził się w Polsce.

Polacy i Polacy
Czy emigracja zmienia? Różnie to bywa. Przez te wszystkie lata niejedno widziałam, choć nikogo nie chciałabym oceniać. Ale, szczerze mówiąc, opowieści o Polakach, którzy chcą zarobić za wszelką cenę; chciwych, zawistnych i bezwzględnych wobec siebie to nie jest żaden wymysł. Emigracja uwalnia zwierzęce instynkty, to prawda. Z drugiej strony, jest też grupa luzaków, żyjących z dnia na dzień. Jak jest praca to dobrze, jak nie ma, to jakoś będzie. Dla nich Anglia to przygoda, kolorowy film, bywa że bez happy endu. Na mnie, przyznam, największe wrażenie zrobiła dziewczyna, która pracowała w restauracji. Skromna, cicha, pracowita. Po kilku latach kupiła dom w Londynie i samochód. Uczciwie i ciężko na to zapracowała. Szacunek.

Normalny ksiądz
Po kilku miesiącach pracy w restauracji zaczęłam się rozglądać się za nową posadą. Chciałam więcej czasu spędzać z Kacprem, który był jeszcze za mały na przedszkole. Dowiedziałam się, że ksiądz z pobliskiej parafii szuka kogoś do prowadzenia kancelarii. Praca na kilka godzin, blisko domu... Postanowiłam spróbować. Obaw miałam mnóstwo. Że mój angielski nie jest wystarczająco dobry, że nie znam tutejszej kultury, obyczajów... Niepotrzebnie. Ksiądz, z pochodzenia Irlandczyk, okazał się życzliwym, wyrozumiałym człowiekiem. Normalny jest po prostu.

A może restauracja?
Kiedyś postanowiłam mu zrobić niespodziankę i usmażyłam mu prawdziwy angielski stek. Stresowałam się potwornie: czy nie za mocno wysmażony, czy nie za twardy. Był zachwycony! Więc przy następnej okazji zaprosiłam go do nas na polski bigos. – Wiesz, Agnieszka – powiedział – ty to byś mogła otworzyć restaurację. Pomyśl o tym.

No cóż, własna restauracja to jest coś, o czym faktycznie myśleliśmy z mężem w ostatnich latach. Ośmieliła nas ta Anglia, dała kopa. Ale jeśli restauracja, to gdzie? Tu, czym tam? Dla mnie to oczywiste, że w Polsce. Ale czy tu coś może się udać? Nam się nie udało, choć, czego jak czego, ale pracy się nie boimy.

Nie na stałe
Temat powrotu do Polski wraca jak bumerang. Najczęściej po wakacjach, gdy trzeba jechać do Anglii. Wtedy zaczynamy się zastanawiać: A może by spróbować wrócić? Tylko do czego? Co nas tu czeka? Już raz przecież wróciliśmy... Szybko sprowadzam się w takich chwilach na ziemię i myślę: tam chłopcy chodzą do świetnych szkół, tam mają przyszłość. Ale gdy jestem w Anglii znów myślę o Polsce. I, powiem szczerze, ja bym tam w ogóle nie mogła żyć, wiedząc, że to na stałe.
Czytaj więcej o:
-rudi-
Ash
luiza
(24) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

-rudi-
-rudi- (14 września 2010 o 13:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Ash' date='10 wrzesień 2010 - 14:07 ' timestamp='1284120444' post='344804']
Tak jedziesz na urlop i widzisz. Tylko że jedziesz na ten urlop gdzie ? Do Poniatowej, Opola czy Świdnika ? Przypomne tylko, że Polska to nie tylko województwo lubelskie. Jak tu nie ma pracy to może trzeba było poszukać np. w Warszawie, Wrocławiu ? Nie no bo po co. Przecież lepiej na zmywaku za najniższą krajową zasuwać, tylko jak przyjeżdzasz na te wakacje to na pytanie: "czym się tam zajmujesz" odpowiedz to "a takie tam różne, w knajpach w sumie". Głupia gadka. A czy 19000 tys to dużo za naukę na Oxfordzie ? Nie dużo, jak ktoś pracuje na normalnym stanowisku w Anglii i zarabia więcej niz 6 funtów za godzinę. Nie porównuj wszystkich cen w Anglii (mieszkania, edukacja) to zarobków na zmywaku. Nie ma do czego wracać w poniatowej, świdniku i lublinie. Jedna dziura większa od drugiej. Ale są jeszcze inne miasta w których jest praca dla specjalistów. Jak się nic nie umie i na niczym nie zna to tak jest.
[/quote]
Totalna bzdura. Mieszkam w Anglii od 6 lat. Mam dobre wyksztalcenie i prace, ktora mi przynosi bardzo godziwe pieniadze. W Polsce nie moglem znalezc zadnej pracy, w ktorej moglbym zarobic w miare dobre pieniadze. Nie prawda jest to, ze jesli pojedziesz do duzego miasta (Warszawa czy Wroclaw), to praca na Ciebie czeka. Cos o tym wiem , bo sam probowalem. Rozmawialem z mlodymi ludzmi, ktorzy przyjechali do Anglii zaraz po studiach i wiekszosc mowi to samo "zero perspektyw na przyszlosc". To jest smutne, ale taka jest prawda. Poza tym znam duzo Polakow z bardzo dobrym wyksztalcenie (dentysci, architekci, lekarze, inzynierowie), ktorzy rowniez jak Agnieszka tesknia, ale nie widza swojej przyszlosci w Polsce. Oni rowniez kiedys mieszkali duzych miastach Polski i nie wyszlo. Wiec to co piszesz jest TOTALNA BZDURA. Mniej oceniania, a wiecej wyrozumialosci drogi internauto. Niech kazdy mieszka tam, gdzie widzi dla siebie szanse na lepsze jutro. I tym optymistyczny akcentem chcialbym zakonczyc moja wypowiedz.
Rozwiń
Ash
Ash (10 września 2010 o 14:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tak jedziesz na urlop i widzisz. Tylko że jedziesz na ten urlop gdzie ? Do Poniatowej, Opola czy Świdnika ? Przypomne tylko, że Polska to nie tylko województwo lubelskie. Jak tu nie ma pracy to może trzeba było poszukać np. w Warszawie, Wrocławiu ? Nie no bo po co. Przecież lepiej na zmywaku za najniższą krajową zasuwać, tylko jak przyjeżdzasz na te wakacje to na pytanie: "czym się tam zajmujesz" odpowiedz to "a takie tam różne, w knajpach w sumie". Głupia gadka. A czy 19000 tys to dużo za naukę na Oxfordzie ? Nie dużo, jak ktoś pracuje na normalnym stanowisku w Anglii i zarabia więcej niz 6 funtów za godzinę. Nie porównuj wszystkich cen w Anglii (mieszkania, edukacja) to zarobków na zmywaku. Nie ma do czego wracać w poniatowej, świdniku i lublinie. Jedna dziura większa od drugiej. Ale są jeszcze inne miasta w których jest praca dla specjalistów. Jak się nic nie umie i na niczym nie zna to tak jest.

[quote name='Rushkon' date='05 wrzesień 2010 - 12:47 ' timestamp='1283683673' post='341836']
Mam ten sam dylemat co Agnieszka. Bardzo mnie ciągnie do Polski, ale za każdym razem jak jadę na urlop to tak naprawdę widzę że nie ma do czego wracać. Jedyna rzecz z ktorą nie zgadzam się to zdanie że dzieci chodzą do bardzo dobrych szkół. Otóż Agnieszko z pełną odpowiedzialnością i przekonaniem twierdzę: NIE MA W ANGLII DOBRYCH SZKÓŁ!!! Nawet ich słynne 2 uniwersytety to tak naprawdę nie do końca prawda. Być może prywatna edukacja jest rozwiązaniem, ale kogo stać żeby zapłacić za dziecko ok. 19000 funtów na rok.
Niemniej jednak serdecznie pozdrawiam.
[/quote]
Rozwiń
luiza
luiza (6 września 2010 o 17:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wyobrażcie sobie , że są jednak tacy co wracają............PO ŻONĘ I DZIECKO...........
Rozwiń
crx
crx (6 września 2010 o 13:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rządy postsolidaruchowe zrobiły wszystko aby normalni ludzie nie widzieli dla siebie miejsca w Polsce.Dlatego nie ma co myśleć o powrocie -twardo powiedzieć zostaję tutaj (w W.B.) a tam niech chociażby i potop.............!!!
Rozwiń
Irish
Irish (5 września 2010 o 18:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='kanty' date='05 wrzesień 2010 - 12:48 ' timestamp='1283683709' post='341837']
Jak to do czego wracać ?...do Tuska przecież tak was zachęcał do powrotu a wyście go wynagrodzili wyborczym zaufaniem. Jakaś niekonsekwencja się tu wkrada...Nasuwa się pytanie-to nam tam na Brytyjskich wyspach,tu w Polsce wybraliście taką władzę do której sami nie chcecie wracać?.
[/quote]
Racja -Racja -Racja i raz jeszcze racja !więc do kogo żal ?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (24)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!