sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Polowanie na SS-mana

Dodano: 10 lipca 2008, 11:01
Autor: Rafał Panas

Przez osiem godzin niemcy bili i strzelali z karabinów maszynowych.

Później przez kilka dni palili ciała. Nie chcę tego pamiętać - mówi Aleksandra Nizio. Czy po latach udało się dorwać jednego ze zbrodninarzy.

Josias Kumpf to dziś 83-letni mężczyzna o twarzy pociętej zmarszczkami. Ubrany w kraciastą koszulę ze zmęczeniem patrzy w obiektyw aparatu fotograficznego, na stoliku obok stoi proporczyk z amerykańską flagą. Mieszka z córką w wystylizowanym na ranczo domu w 80-tysiecznym Racine, w stanie Wisconsin nad jeziorem Michigan. Przed laty przyleciał do Stanów Zjednoczonych z Austrii. Pracował w fabryce w Chicago przy produkcji kiełbasy. O tym, że był esesmanem, sąsiedzi dowiedzieli się z gazet.

Osiem godzin bicia i strzelania

- Ja nikogo nie skrzywdziłem, mam czyste ręce - zapewnia starzec, kiedy sędziom i dziennikarzom opowiada historię swojego życia. Jest Niemcem, ale urodził się w Serbii. Kiedy miał 17 lat został siłą wcielony do SS. Trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, a w listopadzie 1943 roku specjalnym transportem, wraz ze 150 kolegami z trupimi czaszkami na czapkach, przyjechał do obozu pracy w Trawnikach koło Lublina.

Niewiele osób pamiętających, co zdarzyło się 3 listopada 1943 roku w Trawnikach jeszcze żyje. Jedną z nich jest 93-letnia Aleksandra Nizio. Mieszkała w budynku tuż przy obozie. - My z Żydami dobrze żyliśmy. Ojciec z nimi chodził, sprzedawaliśmy im jajka, mleko - wspomina.

Kiedy pytamy o dzień, w którym Niemcy zabili 13 tys. ludzi, kobieta zakrywa oczy rękami. - Och, jak Niemcy ich okropnie bili, ja nie mogłam na to patrzeć - mówi. Chwilę milczy. - Ci ludzie krzyczeli, żeby im pomóc, ale co my mogliśmy zrobić? Niemcy kazali nam siedzieć w domu, nie mogliśmy wyjść nawet do wychodka.

Esesmani mieli tylko zabijać

Niemcy wyprowadzali więźniów, kazali im się rozebrać i wejść do wykopanego uprzednio rowu. Zabijali ich seriami z karabinów maszynowych. Na ciałach pomordowanych stawali kolejni.

Josias Kumpf mówił w sądzie: Przyjechałem już po egzekucji. Inni strażnicy SS jedli właśnie śniadanie. Słyszałem serię z broni maszynowej. Dostałem kawę i żytni chleb z masłem. Później kazali mi wypatrywać jeszcze żyjących ludzi w rowach, a jeśli ktoś próbował uciec miałem go zabić. Nic takiego nie zrobiłem. Wielu kolegów było podekscytowanych widokiem tylu martwych ludzi, ja nie. Było mi szkoda rozstrzelanych.

Amerykański sąd imigracyjny nie uwierzył byłemu esesmanowi i w czerwcu zgodził się na jego deportację. Ma być wydalony do Niemiec, Austrii lub Serbii. Decyzja nie jest prawomocna i prawnik Kumpfa odwołał się.

Nie ma go na liście

Kumpf najpewniej kłamie. Lubelscy historycy przypominają, że esesmani zostali przywiezieni do Trawnik tylko po to, żeby mordować. - Trudno uwierzyć, że nie uczestniczył w egzekucji i przyjechał dzień po jej zakończeniu. Do spraw porządkowych służyli Ukraińcy pilnujący obozu - mówi Robert Kuwałek, naukowiec z Muzeum na Majdanku.

Nie jest łatwo odszukać dawnych esesmanów, bo nie udało się ustalić składu jednostek uczestniczących w mordzie. - W latach 60. w Lublinie prowadzono śledztwo w sprawie oprawców z Trawnik. Nazwisko Kumpfa nie pojawiło się jednak w jej aktach - informuje nas Andrzej Areseniuk, rzecznik prasowy Instytutu Pamięci Narodowej.

Poczucie humoru esesmana

Historycy z Majdanka rozpuścili wici w sprawie Kumpfa. Chcą ustalić, jacy świadkowie lub dokumenty obciążają eses-mana. Trop wiedzie do muzeum w dawnym obozie w Sachsenhausen. - Napisaliśmy do nich, ale jeszcze nie ma odpowiedzi - mówi nam Kuwałek. W tym roku przypada 65 rocznica egzekucji w Trawnikach. Muzeum na Majdanku wydaje nowe publikacje, planuje też sesję naukową.

Masakrę z 3 listopada 1943 roku przeżyło w Trawnikach tylko pięć osób, w tym dwie Rosjanki, które ukryły się pod dachem baraku.

Żaden z sądzonych nazistowskich zbrodniarzy nie miał mordu w Trawnikach wpisanego jako głównego punktu w akcie oskarżenia. Nie wiadomo, czy Kumpf dożyje końca sprawy - jego córka twierdzi, że choruje na parkinsona.

Sam oskarżony ma specyficzne poczucie humoru. Kiedy trzy lata temu przyszli do niego urzędnicy wypytać go o status imigracyjny, zaśmiał się i wyciągnął rękę w hitlerowskim pozdrowieniu "Sieg Heil”.
Czytaj więcej o:
wilkstepowy
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

wilkstepowy
wilkstepowy (17 lipca 2008 o 13:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Żyję już dość długo, a nadal nie potrafię uwierzyć, że człowiek może coś takiego zrobić drugiemu człowiekowi.
A potem jeszcze może spokojnie dalej z tym żyć.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!