sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

W Polsce rozdają autografy, ustawiają się do pamiątkowych zdjęć. W krajach, z których pochodzą, są rozpoznawani tylko przez znajomych lub Polaków oglądających polską telewizje. A wszystko za sprawą programu „Europa da się lubić”


d
– Jeżeli we Włoszech znaleźliby się Polacy, którzy chcieliby zrobić karierę medialną podobną do naszej, nie byłoby z tym problemu. Powinni wtedy udać się do Cannale 5, telewizji należącej do Berlusconiego. To kuźnia prezenterów, tancerzy i showmenów – zapewnia Witold Casetti, Włoch z programu „Europa da się lubić”.
– Taka kariera jest jak najbardziej możliwa. Trzeba mieć tylko odpowiednie cechy – twierdzi Conrado Moreno, Hiszpan z tego samego programu – My także musimy posiadać cechy pozwalające odnieść medialny sukces. Jeżeli nie chce się być gwiazdą jednego sezonu, trzeba mieć coś konkretnego do powiedzenia.
Zarówno Witold Casetti jak i Conrado Moreno do programu trafili z castingu. Obaj od pewnego czasu przebywali już w Polsce.
– Moja asystentka widziała program w telewizji i w poniedziałkowy poranek powiedziała mi:
„Panie prezesie, pan się tam nadaje.
Wyślę pana zgłoszenie”. Zgodziłem się, choć nie wierzyłem, że się odezwą – wspomina Witold. – A tu zadzwonili!
Hiszpana Conrado Moreno o castingu poinformowała jedna z uczennic pobierająca u niego lekcje z hiszpańskiego. – Poszedłem i oniemiałem, bo na castingu pojawił się także... mój ojciec! Jak się okazało, zgłosił się znacznie wcześniej niż ja. Do programu wybrano jednak tylko mnie. A tata się później na mnie złościł... – śmieje się Conrado.
Kto ty jesteś?
Z reszty uczestników programu „Europa da się lubić” wyróżniają ich polskie korzenie. Ich mamy są Polkami.
– Często odwiedzałem dziadków w Gdańsku. Jednego lata przyjeżdżałem ja, drugiego mój brat. I tak na zmianę – opowiada Witold. – Aż w końcu w firmie, w której pracuję, zaproponowano mi otwarcie filii w Polsce. No i jak miałem się nie zgodzić, skoro ja jestem pół-Polakiem i pół-Włochem.
Mimo iż język polski nie był dla nich obcy, sprawiał im sporo problemów. Conrado uczył się przez całe wakacje.
– W domu rozmawiałem po hiszpańsku. Podstawy polskiego jednak znałem. Ale się denerwowałem, bo nie umiałem czytać i pisać po polsku. Dla mnie to „cz”, „sz” było bardzo dziwne. Buntowałem się, trzaskałem książkami – wspomina Conrado Moreno. Teraz mówi lepiej niż niejeden Polak.
Witold Casetti mówi, że został wrzucony na głęboką wodę.
– Nigdy nie otwierałem książek z gramatyką. Nigdy nie uczyłem się, jak poprawnie tworzyć konstrukcję zdania, jak układać wyrazy – mówi Witold. – Po prostu słuchałem i oglądałem telewizję. I tak chyba najłatwiej jest się nauczyć obcego języka.
Dziś jeszcze mają małe problemy językowe.
– Są chwile, w których się gorzej mówi. Czasami myślę o czymś, ale jest mi to trudno ubrać w słowa – mówi Conrado. – Ja z wypowiedzią startuję bardzo dobrze, bo pamiętam słowa. Później się hamuję, bo nie jestem pewien, czy nie gadam głupot. Końcówki, odmiany i przypadki są nadal moją zmorą – dodaje Witold.
Mówią po polsku i
coraz częściej... myślą po polsku.
– Jak byłem dzieckiem, marzyłem i mówiłem po hiszpańsku – wspomina Conrado. – Im dłużej przebywam w Polsce, tym częściej zauważam, że moje myśli układają się po polsku. Nawet w Hiszpanii zauważyli te zmiany. Pytają się, czy jestem Argentyńczykiem, czy Kolumbijczykiem, bo akcent jakiś taki inny się zrobił. Podobnie jest w przypadku Witolda. Kiedy odwiedza rodzinne strony, żartują z niego, że zapomniał włoskiego.

Jak nas widzą?
Panowie szczerze wyznają, że wiedza o Polsce i Polakach jest we Włoszech i Hiszpanii nijaka.
– Nieraz spotkałem się z pytaniem, czy Polska leży... nad Morzem Czerwonym! – śmieje się Conrado.
Hiszpanie uważają Polaków za najlepszych spawaczy, a Włosi za najlepszych zbieraczy jabłek.
– Nikt nie zdaje sobie sprawy, że są to wykształceni ludzie, którzy biorą sobie, ot taką, dorywczą pracę – mówi Conrado.
Polska kojarzy się także z papieżem i Wałęsą.
– U nas Boniek jest popularny – twierdzi Witold. – I chyba bardziej niż Małysz.
Przebywając długo w Polsce, zetknęli się z naszymi tradycjami.
–Wódeczka – uśmiecha się szeroko Witold – To świetna tradycja... Hiszpanie z kolei odkrywają w Polsce barwne i bardzo serdeczne zwyczaje.
– Jeżeli jesteśmy bardzo rodzinni i lubimy święta, to Polacy są jeszcze bardziej rodzinni i jeszcze bardziej przestrzegają tych obrzędów – porównuje Conrado. – Są jednak ciekawe różnice. W Hiszpanii święta Wielkiej Nocy są smutne, tragiczne. W Polsce – odwrotnie. Te kolorowe palmy, to dzielenie się jajkiem... U nas tego nie ma.
Wszystko to sprawia, że nasi bohaterowie, zasmakowawszy w polskich obyczajach, spędzają święta w sposób urozmaicony.
– I tak, i tak. Po hiszpańsku i po polsku – zauważa Conrado – Widzę, jak Hiszpanie, przyjeżdżający do Polski, są zachwyceni i zaskoczeni tutejszymi zwyczajami.
Zainteresowanie naszym krajem
w Hiszpanii i we Włoszech wzrasta.
– Hiszpanie coraz częściej przyjeżdżają do Polski. Głównie od większych miast. Do Krakowa, Warszawy i Trójmiasta – mówi Conrado.
– Ludzie związani z religią zahaczają często o Częstochowę – dodaje Witold.
– Hiszpanie są ciekawi Polski. Wiedzą, że to największy kraj, wchodzący do Unii Europejskiej. Kraj o ciekawej kulturze – twierdzi Conrado.
– Dlatego warto, aby Polacy wykorzystali to do promocji. Ja będę się starł wypromować Polskę we Włoszech – deklaruje Witold.
W innych krajach Polska nie już postrzegana przez pryzmat chłopa jadącego na furmance.
– Taki wizerunek już nie istnieje – zapewniają zgodnie południowcy.
– Hiszpania była tak postrzegana, przed wejściem do Unii Europejskiej – wspomina Conrado – Byliśmy postrzegani jako zacofany kraj, który niewiele może wnieść do wspólnoty.
– Ci, którzy jeszcze tak myślą, nie wiedzą, jak jest w Polsce – dodaje Witold – I pewnie dlatego są tacy zaskoczeni, jak tu przyjeżdżają.
Przykład Conrado i Witolda pokazuje, że cudzoziemiec może zapuścić korzenie w Polsce.
– Moja żona jest Włoszką. Przyjechała ze mną do Polski. Zostajemy tutaj, mimo iż mam mieszkanie we Florencji – mówi Witold – Czuje się wolny, bo Europa się otworzyła.
Niektóre rzeczy w Polsce nie podobają się naszym rozmówcom.
Mają jednak do nich specyficzny stosunek.
– Polacy narzekają. Twierdzą, że jeżeli coś się komuś udało, to na pewno przez znajomości – mówi Conrado – W połowie jesteśmy Polakami, znamy historię i dlatego takie rzeczy możemy sobie wytłumaczyć.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!