poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Polska dla początkujących, czyli obcokrajowcy nad Wisłą

Dodano: 26 listopada 2010, 14:34

Polska ich bawi, smuci, złości. Trafiają tu, bo chcą, bo muszą, bo to dla nich najlepsze rozwiązanie. W codziennych sytuacjach czują się jak dzieci we mgle. Kraju nad Wisłą uczą się od podstaw.

MANOJ KUMAR
25 lat, II rok filologii polskie, pochodzi z New Delhi (Indie)

Za pierwszą taksówkę w Polsce zapłacił 45 zł. Dziś wie, że przepłacił i to sporo. Właściwie tylko naiwny taksiarz nie oszukałby ciemnoskórego obcokrajowca, który nie zna polskiego, przyjechał tu po raz pierwszy i nie ma pojęcia o stawkach. Manoj Kumar przeszedł pierwszą, cenną lekcję polskiego. Dzisiaj, po dwóch latach, za ten sam przejazd, płaci jak wszyscy: 12 zł.

Kumarem jestem

Do Polski trafił 28 września 2008 roku, ok. godz. 11. Doskonale pamięta tę datę. To wtedy Azjata zaczął zmieniać się w Europejczyka.

Początek jest trudny. Pierwszego dnia Manoj musi zameldować się w akademiku. Trafia do Działu Obsługi Studentów UMCS, do akademika Helios, pokój nr 5. W pokoju cztery panie. Każda z niepokojem patrzy na lekko PRZESTRASZONEGO MŁODEGO HINDUSA w okularach. Kompletnie nie rozumieją co mówi. Ich znajomość angielskiego jest na tym samym poziomie, co jego polskiego. Manoj nie wie czym jest to tajemniczo brzmiące polskie zdanie: "Jak ma pan na imię?”. Domyśla się, że może chodzić o nazwisko. Odpowiada: Kumar. Na ratunek rusza przypadkowy student. Dowiaduje się wszystkiego i pomaga dojść do akademika Amor.

Łzy pani Grażynki

Tu na portierni spotyka panią Grażynkę. Kobietę bardzo chce pomóc, ale nie potrafi go zrozumieć. Po kilku nieudanych próbach w jej oczach stają łzy. Poddaje się. Po prostu podaje klucz. Następnego dnia jest lepiej. Polsko-hinduska para DOGADUJE SIĘ NA MIGI: student wchodzi, klucz bierze i do kieszonki, student wraca, klucz wyjmuje i oddaje – tłumaczy za pomocą gestów. Czasami Kumar zapomina. Pani Grażynka nie gniewa się. Po wspólnych przejściach rozumie go doskonale. Nawet bardziej niż polskich studentów. Od tej pory Kumar staje się jej ulubieńcem. Płacze już tylko wtedy, gdy trzeba się żegnać na wakacje.

Szok kulturowy

Kumar o Polsce wiedział mało. Kraj jest podobny do innych europejskich: kobiety chodzą skąpo ubrane, zimą jest bardzo zimno, a jedzenie niesmaczne.

POLSKIE JEDZENIE jest dla Kumara mdłe i bez smaku. Pierwsze dni przeżył dzięki zapasom z Indii. Gdy poczuł głód, musiał iść do sklepu. Znajomy obcokrajowiec przez telefon wytłumaczył, jak dojść do hipermarketu. Trafia bez problemu i tylko się dziwi, że polskie supermarkety to kilka straganów pod gołym niebem. Po blisko dwóch miesiącach idzie do hipermarketu ze znajomymi obcokrajowcami. Ci wyprowadzają go z błędu. Przez kilka tygodni Kumar chodził na targ a nie do sklepu.

Polska woda

W Indiach zabroniono mu pić wodę z kranu. Jest zbyt chemiczna. Powinien kupować w butelkach. W sklepie bierze pierwszą z brzegu. Ma dziwny smak, niedobra. Dzwoni do domu. Skarży się, że NAWET WODY NIE MA TU NORMALNEJ. Myśli o powrocie. Wrócić czy zostać i spróbować się dostosować. Postanawia spróbować. Przekonać się do wody o dziwnym smaku. Po kilku nieudanych próbach przypadkowo trafia na smaczną. Na butelce napis: niegazowana. Jest szczęśliwy. Znalazł normalną wodę.

To co ty tu robisz?

Na koncert idzie z koleżanką. Stają obok podpitej pary. Facet mu się przygląda. Pyta skąd jest. Kumar grzecznie odpowiada: z Indii. "K***, to co ty tu robisz?” Kumar pierwszy raz się boi. Wie, że to popularne polskie przekleństwo nie wróży nic dobrego. Nie chce uciekać. Czeka. Po chwili lekko podpita para zaczyna mu zadawać kolejne pytania. Facet nie chce go bić. Chce się dowiedzieć, co Hindusa przyniosło do Polski. Kumar odpowiada na kilka pytań. Odchodzi, kiedy nadarza się okazja. NIE JEST PRZYZWYCZAJONY DO PRZEKLEŃSTW. W dodatku w zwyczajnej rozmowie.

POLISH JASIEK
20 lat, II rok medycyny, pochodzi z Chicago (USA)

Początkowo Polska go zawiodła. Kilkanaście lat wcześniej był na wycieczce we Włoszech. Spodziewał się, że cała Europa tak wygląda. Rozczarowanie minęło po dwóch tygodniach. Przywykł.

Polskie procenty

Przeprowadzki do Europy nie bał się. Zwiedził z rodziną wszystkie stany Ameryki Północnej. Podróżowali samochodem. Dużo widział i to go oswoiło ze światem. Nauczył się, że żyć można wszędzie, a do szczęście nie trzeba dużo: dach nad głową, ciepło i ilość pieniędzy, która wystarczy na jedzenie. Zanim trafił do Polski, Europę znał jedynie z filmu "Eurotrip”. SPODZIEWAŁ SIĘ JEDNEJ WIELKIEJ IMPREZY. Przy czym po Polsce imprezy z wielką ilością wódki. Doświadczył tego podczas pierwszego wolnego weekendu w Polsce. Nie wspomina najlepiej skutków dnia następnego.

Johny zna niewielu Polaków. Głównie z kościoła protestanckiego, gdzie chodzi na msze. Specjalnie dla obcokrajowców są one tłumaczone na angielski. To tam ochrzczono go polskim imieniem Jasiek. Lubi, gdy tak się do niego zwraca. Czuje się wtedy bardziej swój.

Ciemna skóra

Mimo że różni go odcień skóry, nie czuje się obcy. Nietolerancja? Czasami jakiś Polak krzyknie w jego stroną rasistowski tekst. Nie przejmuje się. Oni mają problem, nie on.
Przez pierwszy rok Johny przemieszcza się po Lublinie taksówką. Nie wie JAK KORZYSTAĆ Z KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ, nikt go nie poinformował. Nie kupi biletu, bo pani w kiosku nie zna angielskiego, Nie wyjaśni jak korzystać. Wiedzę o codziennych, prozaicznych czynnościach przekazali mu starsi koledzy-cudzoziemcy. To oni wytłumaczyli jak jeździć autobusami, gdzie sprawdzić rozkład, itd.

Polska mini

Początkowo w Polsce czuł się jak w kraju liliputów. Małe domki, małe samochodziki, małe miasteczka. Po kilku miesiącach oswoił się i polubił prawie wszystko. Pod prawie kryje się wielkość napojów w restauracjach. – Wytłumaczę ci to na przykładzie: kiedy w Polsce zamawiasz Pepsi dostajesz taką – wskazuje na małą szklankę, a w Ameryce taką – i wskazuje na półlitrowy kufel piwa.

Johny jest za to pod wrażeniem umiejętności polskich kierowców. Nasz typowy samochód za oceanem nie miałby racji bytu. Mały, chwiejny i powolny. W Ameryce czas płynie szybciej. Prędkość na drodze wzrasta. Jest więcej wypadków. W amerykański sposób prowadzą w Polsce jedynie kierowcy busów. Johny jechał trasą Lublin – Warszawa. CIESZY SIĘ, ŻE PRZEŻYŁ.

Jest pod wrażeniem Polaków. Pierwszego dnia, widząc ludzi na ulicach, zastanawiał się, czy nie jest to jakieś święto. Wszyscy wystrojeni. Bez względu na wiek. Kobiety w sukienkach, butach na obcasie, leginsach zupełnie nie przypominają tych amerykańskich w sportowych spodniach, wygodnych butach, bluzach z kapturem. Szybko orientuje się, że wkładając dresy odstaje. Zamienia je na mniej wygodne, za to bardziej eleganckie jeansy.

VADZIM SKARABAHATY
23 lata, IV rok prawa, pochodzi z Mińska (Białoruś)

Nie polubił Polaków. Na granicy z Białorusią zatrzymała go polska straż. Zapytany jak długo zostanie, nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć. Kilka dni, może kilka lat. Sam do ostatniej chwili nie wiedział. Ta odpowiedź nie spodobała się. Cofnęli go z granicy.

Przyjazd przymusowy

Nie garnął się na zachód. Gdyby mógł normalnie studiować w Mińsku, zostałby. Nie mógł. Ojciec znalazł polską Fundację im. Konstantego Kalinowskiego, przyznającą stypendia studentom, którzy ze względów politycznych nie mają możliwości uczyć się na Białorusi. To było najlepsze rozwiązanie. Sam się utrzyma, odciąży rodziców i zdobędzie wykształcenie. A potem wróci.

Przy drugim podejściu NA GRANICY SKŁAMAŁ. Ile zostajesz? Tydzień. Został przepuszczony bez problemów. Niechęć do Polaków jednak pozostała. Skoro tak go potraktowali pierwszego dnia, później będzie tylko gorzej. Co o nich myślał? Głupcy, negatywnie nastawieni do Białorusinów. Robią wszystko, żeby utrudnić mu normalne życie. Po jakimś czasie wytłumaczył sobie, że nie może nienawidzić wszystkich ze względu na jedną osobę. Ale Straży Granicznej zdania nie zmienił.

Mleko nie takie

Polskie jedzenie nie smakuje Vadzimowi. Chałwa nie taka jak na Białorusi. Mleko nie takie... – Tutaj kupujesz kurczaka i jak on wygląda? Kolor nie taki, smak nie taki, małe udko. A na Białorusi wielkie, smaczne udo – Widział jak drób jest przewożony w Polsce. Ledwie żywe ptaki w małych, ciasnych klatkach. Kiedy ma tego świadomość, odechciewa mu się jeść. A na Białorusi? TAM KURCZAKI SĄ LEPSZE. Nie widział czy są przewożone w takich warunkach. Ale wydaje mu się, że nie.
Sporo rzeczy w Polsce mu się nie podoba. – Demokracja? Co macie po tej swojej demokracji? Na Białorusi jej nie ma i jest dobrze. Wolę, żeby u mnie rządził jeden bandyta zamiast kilku. Normalny człowiek nie powinien pchać się do polityki – teraz dziwią go wybory samorządowe, postawa zwykłych obywateli. Ich chęć startowania i kandydowania do władz lokalnych. Na Białorusi to by się nie udało. Ludzie wolą żyć swoim życiem. Kraj żyje sam.

Polska nietolerancja

W Lublinie trafił na Wschodni Sambastion. Przyszedł, dostał instrument. Nauczył się na nim grać. Przyprowadził kilkoro znajomych z Białorusi. Czasami jeździ z Sambą po Polsce. Ostatnio był w Warszawie na demonstracji zorganizowanej z okazji 11 listopada. Z jednej strony oni – niezależni, pokojowi. Z drugiej nacjonaliści. Mimo że nad bezpieczeństwem czuwała policja, w ich stronę poleciało kilka wyrwanych z bruku kostek. Kilka osób dostało. Kilka zostało odwiezionych do szpitala. Vadim nie rozumie polskiej niechęci do innych nacji, Żydów, ciemnoskórych, anarchistów. NA JEGO BIAŁORUSI TEGO NIE MA.

Wadim staje na scenie w białej koszuli przewiązanej sznurem. Jego długie włosy opadają na twarz. Zaczyna wraz z zespołem śpiewać tradycyjne, ludowe, białoruskie pieśni. Wie skąd pochodzi i nie ukrywa tego. Na zespół Miatlica trafił przypadkiem. Na spotkaniu studentów z Białorusi, kiedy zaczęło się robić nudno, zaproponował wspólne śpiewanie. Zadziałało. Koleżanka zaproponowała, żeby dołączył do zespołu. Zgodził się. Kiedy śpiewa przenosi się do odległych czasów, do krainy oddalonej o kilkaset kilometrów. Wtedy jest szczęśliwy.
Czytaj więcej o:
kolka
Andrzejka
Normalny
(8) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

kolka
kolka (28 listopada 2010 o 16:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Andrzejka' timestamp='1290954189' post='392957']
Hmm, najczęściej niechęci ze strony Polaków doświadczają czarnoskórzy studenci, ci którzy się wyróżniają z tłumu. Ale z ich wypowiedzi nie przebija nienawiść! Za to Białorusin, choć dostał od Polski stypendium i dzięki temu nie musi żyć u siebie - tak tam dobrze, ale chciała uciec- i narzeka. Zauważyłam spotykając osoby z Białorusi, Ukrainy czy Kazachstanu, że oni nas nie tylko nie lubią, ale często nienawidzą, co zresztą skrzętnie ukrywają przed polskimi znajomymi. Tylu polskich studentów jest biednych, a my takim pomagamy!
[/quote]
Najgorsi właśnie są ci PO-LIN. Usiłują nas kształtować, mieszać się do wszystkiego....zapytajmy się co nam ci oferują kiedy znajdziemy się w ich ojczyznach ?...na Białorusi,Canadzie,Izraelu,USA . Jakiś adept na pismaka w Gazecie Wybiórczej szuka dla nas miejsca pod miotłą aby zdać egzamin przed swoimi guru.
Chłopcy z ONR-u jesteście wspaniali nieście dumnie sztandary z Rodłem i nie dajcie sie tym wypierdkom zmarginalizować bo to wasza Ojczyzna i komu się nie widzi no niech
.....tu słowa Wojewódzkiego użyte w "Mam Talent"
Rozwiń
Andrzejka
Andrzejka (28 listopada 2010 o 15:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Hmm, najczęściej niechęci ze strony Polaków doświadczają czarnoskórzy studenci, ci którzy się wyróżniają z tłumu. Ale z ich wypowiedzi nie przebija nienawiść! Za to Białorusin, choć dostał od Polski stypendium i dzięki temu nie musi żyć u siebie - tak tam dobrze, ale chciała uciec- i narzeka. Zauważyłam spotykając osoby z Białorusi, Ukrainy czy Kazachstanu, że oni nas nie tylko nie lubią, ale często nienawidzą, co zresztą skrzętnie ukrywają przed polskimi znajomymi. Tylu polskich studentów jest biednych, a my takim pomagamy!
Rozwiń
Normalny
Normalny (28 listopada 2010 o 13:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Strasznie tendencyjny tekst sami robimy z siebie ksenofobów i innych złośliwców takimi dziennikarskimi wypocinami. Jak obcokrajowcom tu się nic nie podoba to po co tu przyjeżdzaja? "tolerancja lub jej brak" to najbardziej wyświechtane i nadużywane w języku polskim słowa, Jacy biedni ci obcokrajowcy nikt im w Polsce nie pomaga a wręcz przeciwnie Polacy im przeszkadzają. Nasłucha się taki od swoich kolegów hindusów czy innych przybyszów że w Polsce są łatwe kobiety i tania wódka i przyjeżdza mysląc ze mu tak dobrze będzie - a tu niespodzianka rozczarowanie! ale nie wezmie taki nawet słownika polsko -angielskiego do rąk i nie nauczy się tych podstawowych kilku zdan po polsku.Jak Polak jedzie za granice to musi znać język tego kraju , natomiast obcokrajowcom w Polsce za dobrze się robi , wyklady maja po angielsku a jakby wszystkiego nie zanotowali to dostają zapisany na płycie CD cały wyklad żenada........... p.s i jeszcze jedno rozwalil mnie ten Białorusin który udal sie na parade 11 listopada ze go zli nacjonalisci obrzucali kamieniami. A przecież wszystkim wiadomo jak to bylo legalny przemarsz ludzi patriotów został zaatakowanu przez tzw anarchistów lewicowców , pedałow i z tego co tu widze takze przez nacjonalistycznych Białorusinów broniących swojego panswowego ustroju Łukaszenki Brawo
Rozwiń
Romek
Romek (28 listopada 2010 o 13:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Cóż to za zakompleksiony dziennikarz pisał ten tendencyjny artykuł. Chyba świata nie zna, tzn. raz może był w Tunezji, raz w Chorwacji, i kilka razy z wycieczka w Paryzu i Rzymie gdzie przewodnik pokazał mu gdzie ma zdjęcia robić. Sam jak jedzie za granice to sie pewnie wstydzi zapytac o droge, a jak pytają go z jakiego kraju jest to pewnie sie nie przyznaje.
Wracając to tego chłopca z Białorusi.
Znam bardzo wiele osób zza wschodniej granicy, którzy studiują lub studiowali za darmo w Polsce nie płacą nic bo maja stypendia i znamienne jest to, że im nic się w Polsce nie podoba, ludzie źli, jedzenie złe, nauka słaba, stypendium nie przyszło na czas o jeden dzień, duża biurokracja wszystko złe, natomiast w ich rodzinnym Kazachstanie, Ukrainie, Białorusi, Mołdawii, Kirgistanie wszystko jest lepsze. Byłem w tych krajach i w głebi duszy śmiać mi się chciało jak słyszałem te ich brednie. Oczywiście nie mówiłem im tego wprost żeby jeszcze bardziej nie wpadli w kompleksy.
Kiedyś byłem na Białorusi, w supermakrecie w Mińsku, mięso wyglądało bardzo nieapetycznie, ale kupić coś musiałem. Wybrałem najlepsze z tego co było na kanapkę. Była sobota. Żołądku czułem to mięso do środy. Mogę mówić o wielu innych rzeczach ale po co. Ja osobiście proponowałbym temu chłopcu z Białorusi udanie się do psychologa w celu wyleczenia kompleksów, bo nikt nie twierdzi, że jest on gorszą osobą od nas Polaków. Jest taki sam, problem tkwi w nim samym.
Rozwiń
terror na Ponikwodzie
terror na Ponikwodzie (28 listopada 2010 o 13:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
W nawiązaniu do tego artykułu mam pytanie o cudzoziemców aktualnie mieszkających w Lublinie:
W dzielnicach Ponikwoda i Bazylianówka co najmniej od półtora roku często widać, a zwłaszcza słychać na ulicach
osoby o śniadej karnacji. Nie wiem, w jakim mówią języku, bo nie można zrozumieć ani słowa.
Nie jest to żaden język słowiański.
Zachowują się niezwykle hałaśliwie, ich wzajemna komunikacja to jakby ciągła kłótnia.
Jest to dość uciążliwe, bo słychać ich co najmniej w odległości 100m, nawet jeśli idzie tylko dwie osoby.
Raczej tu mieszkają, bo kobiety nawet w zimie chodziły wprawdzie w kurtkach, ale na nogach klapki.
Zupełnie nie zwracają uwagi na otoczenie, oto przykłady:

1. Bosonoga kobieta z dzieckiem zatrzymała się na środku chodnika, ściągnęła dziecku majtki i pomogła się wysikać.
Nawet nie rozejrzała się, gdzie w okolicy jest jakiś krzaczek albo trawka. Nie przeszkadzało jej to, że obok przechodzą ludzie.

2. Młodzieńcy w starym samochodzie widocznie pokłócili się, bo samochód zatrzymał się na środku drogi, tak że otwarte drzwi jeszcze daleko miały do krawężnika. Wyskoczył jeden chłopak, pokrzyczał dłuższą chwilę dyskutując z kierowcą. Potem samochód odjechał, ale za niedługo wrócił i znowu sytuacja się powtórzyła. Dyskutowali - krzyczeli, a samochód stał niemalże na samym środku skrzyżowania. Kierowcy nie przeszkadzało to, że za nim były inne dwa samochody. które nadjechały w międzyczasie. Włączył światła awaryjne i kłócił się dalej.

Nie czuję się bezpiecznie w swojej okolicy. Czy ja jeszcze mieszkam w Polsce, czy to już jest jakiś dziki kraj?
Co to są za ludzie, z jakiego kraju pochodzą, jakim językiem mówią?
Czy przebywają w Lublinie legalnie? Z czego żyją? Czy nie mogliby zachowywać się kulturalniej?
Czy można coś z tym zrobić?
Kto wie?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (8)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!