wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Polski młot na globusie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 marca 2007, 15:45

Najlepszy hokeista wśród bokserów, najlepszy bokser wśród hokeistów. To Krzysztof Oliwa, pierwszy Polak, który sięgnął po Puchar Stanleya, kibicom

najbardziej pożądane trofeum na globie. – Byłem dumny z tego, że wywalczyłem coś, co dla wielu było tylko marzeniem. Moja ciężka praca od ósmego roku życia przyniosła efekty – przyznaje Krzysztof Oliwa, który 10 marca zaprezentuje się lubelskim

Mimo że zawodnik zakończył już sportową karierę, to chętnie bierze udział w meczach charytatywnych, które mają na celu promowanie hokeja, a w szczególności pomoc adeptom tej dyscypliny. Do jednego z takich spotkań dojdzie 10 marca w Lublinie, gdzie nasz Globus zmierzy się z ekipą Warsav Canadiens.
W składzie rywali nie zabraknie Oliwy, który obecnie formę szlifuje w USA. - W Lublinie zrobiono duży krok ku temu, by powstał hokej. Takie miasto zasługuje na profesjonalną drużynę. Mają doskonałe warunki i trzeba im pomóc, bo ta dyscyplina mimo wszystko jest popularna - przekonuje zawodnik, który tym chętniej przyjedzie do Koziego Grodu, że ma tu krewnych.

Bójki podstawą... przetrwania


Oliwa wie, co mówi i wie, jak ciężko jest zaczynać od zera.
W tym roku mija dokładnie 10 lat, kiedy wychowanek GKS Tychy zadebiutował w amerykańskiej zawodowej lidze hokeja NHL.
- Wyjeżdżałem za ocean z czterdziestoma dolarami w kieszeni. Byłem zdany sam na siebie. Jedyną rzeczą, jaką umiałem, to była gra w hokeja - przyznaje Krzysztof Oliwa. Zanim trafił do ligi zawodowej, musiał sprawdzić się w drużynach juniorskich. W 1993 roku w drafcie został wybrany przez New Jersey Devils, jednak na swój pierwszy mecz ligowy musiał czekać kilkadziesiąt miesięcy. W premierowym występie trafił w słupek i stoczył pierwszą walkę, za którą dostał 5 min kary.
Jednak z meczu na mecz, z sezonu na sezon rozkręcał się w pojedynkach na pięści. Doszło nawet do tego, że przed inauguracją sezonu 1998/99, podczas jednego z treningów pobił się z kolegą z ekipy. Rzecz jasna, walkę wygrał i kto wie czy nie dzięki temu wywalczył sobie stałe miejsce w zespole Diabłów. Jakby tego było mało, to właśnie Oliwa ustanowił nowy rekord NJ Devils w liczbie karnych minut w czasie jednego sezonu (295 min, 33 walki).
Wkrótce nazwano go "Polish Hammer” (Polski Młot).

Łba nie urwą

W jakimkolwiek później zespole grał, zawsze był fighterem, człowiekiem od czarnej roboty. - To było stresujące zadanie - nie ukrywa Krzysztof Oliwa. - Codziennie analizowałem, kto jak się bije. Kto przegrał, a kto wygrał. Chętnych do bójek ze mną nie brakowało. Nie bałem się jednak, że ktoś urwie mi łeb - dodaje zawodnik, który oprócz zajęć z zespołem, wiele czasu spędzał na siłowni i nauce boksu. Miał nawet swojego lekarza i psychologa... - Bójki były podstawą do przetrwania w NHL. Niekiedy ciężko było udowodnić komuś, że jest się lepszy, jak tylko przez rzucenie rękawic. Teraz przynajmniej mogę spokojnie spojrzeć w lustro i powiedzieć, że wykorzystałem swoją życiową szansę.

Radość przez łzy

Spełnienie marzeń przyszło w 2000 roku. Wówczas Diabły wygrały rozgrywki, a Oliwa został pierwszym Polakiem, który sięgnął po Puchar Stanleya.
Niestety, z powodu kontuzji nie dane mu było wystąpić w decydujących, finałowych, meczach.
- Owszem, że to przeżywałem, radość mieszała się ze łzami. Czułem się jednak ważną osobą. Przecież w sezonie zasadniczym grałem i dołożyłem swoją cegiełkę do tego sukcesu. Po finale czułem dumę, że sięgnąłem po coś, co dla wielu było tylko marzeniem. Ciężka praca, od ósmego roku życia, wracanie z treningów do domu po godz. 23 przyniosło efekty - podkreśla hokeista.
Jego przygoda z najlepszą ligą świata trwała do 2004 roku. Ostatnim klubem Oliwy było Calgary Flames, jednak z powodu kontuzji nie pograł tam wiele i zdecydował się zakończyć karierę. Wzorem chociażby Mariusza Czerkawskiego nie zdecydował się przejść na sportową emeryturę w którymś z europejskich klubów.

Bez obijania

- Zawsze chciałem skończyć w NHL. Ponadto przyszedł czas na rodzinę. Mam żonę, córkę, którym chciałem poświęcić czas - tłumaczy zawodnik. Jednak jego decyzja z pewnością związana była również ze stosunkiem do hokeja na Starym Kontynencie. - Różnic jest wiele, poza warunkami fizycznymi zawodników jest również coś takiego jak podejście do pracy. Hokeiści NHL są profesjonalistami w każdym calu. Wynika to z tego, że dziś masz robotę, a jutro możesz już ją stracić. Tam nie ma obijania. Dzień w dzień wszyscy ciężko pracują, bo wiedzą, że jeśli klub ich wyrzuci, to będą nikim - podkreśla Krzysztof Oliwa.
Dziś Oliwa jest menedżerem reprezentacji Polski. Dba o jej dobry wizerunek, a przede wszystkim ma za zadanie pozyskać sponsorów. Sam również zajął się biznesem i sprowadza do Polski zza oceanu... samochody. - Ale prezesem Polskiego Związku Hokeja w lidze nie mam zamiaru być - ucina krążące od pewnego czasu spekulacje na ten temat.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!