poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

Polski skład na skłot

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 lipca 2006, 16:21

Życie na skłocie ma swoje plusy: nikt ci nie mówi, jak masz żyć, o której zasypiać, ani co jeść: jesteś wolny. I nie płacisz czynszu. Minusy? Dla niektórych będziesz przestępcą,
dla innych narkomanem, mieszkającym w melinie. Najgorsze jednak to, że pewnego ranka możesz zostać bez dachu nad głową

Skłot (z angielskiego: to squat - kucać ) to pustostan, w którym zamieszkało wbrew prawu kilka lub nawet kilkadziesiąt osób. Zdarza się, że mieszkania są w pełni wyposażone, a bywa i tak, że jedyne, co na takim skłocie można znaleźć, to cztery obdrapane ściany.

Orgii raczej nie ma

Nie wiadomo, ilu ludzi żyje na angielskich skłotach, może dziesiątki, może tysiące. Większość z nich to Polacy. Wyprzedzili pod tym względem Hiszpanów, którzy do niedawna masowo zamieszkiwali angielskie pustostany. Jednak skłot hiszpański, to nie to samo co polski: u Polaków nie ma raczej orgii, heroiny i tygodniowych imprez. Są za to rodziny z dziećmi i wspólne obiady w niedziele. Jak w prawdziwym domu.
- To pewnie przez tę słynną polską gościnność - twierdzi Mike, który na skłotach zjadł zęby. - Wiem też, że Polacy za granicą bardzo oszczędzają, chcą jak najwięcej pieniędzy przywieźć do kraju, a mieszkanie na skłocie pozawala im zaoszczędzić sporo kasy.
Mike wie, co mówi. Anglik i rodowity londyńczyk niedawno przekroczył granicę czterdziestu lat, ale nie ma zamiaru się ustatkować. Od lat pomieszkuje w Londynie w przygodnych skłotach ze swoją polską dziewczyną, Anetą. - Na początku denerwowała ją stała obecność innych mieszkańców, ale przyzwyczaiła się - opowiada Mike. - Nawet zmienianie mieszkania co dwa miesiące jej nie przeszkadza.

Kuchenny eufemizm

Skłoty bywają przeróżne; tak, jak różni są ludzie, którzy w nich mieszkają. - Mieszkałam na skłocie, gdzie ludzie mieli tylko jedną łazienkę na dwadzieścia osób - mówi Marta, studentka z Lublina. Do Anglii wyjechała z pierwszą falą "wielkiej emigracji” ponad dwa lata temu. Pracę znalazła szybko, z mieszkaniem też nie było problemu. Kiedy poznała innych skłotersów, postanowiła spróbować. Bo to
a. przygoda.
b. całkiem spora oszczędność.
- Nie było jak zrobić prania, a słowo kuchnia było tylko eufemizmem określającym mały kącik z turystyczną kuchenką. Za to w każdym pokoju był nowoczesny telewizor. Niektórzy mieli porządny sprzęt grający czy komputer - Marta mieszkała tam blisko rok i ma całkiem dobre wspomnienia. - Atmosfera była bardzo przyjacielska. Owszem, zdarzały się sprzeczki, ale gdzie ich nie ma?

Państwowe tak, prywatne nie

Ale to nie jest największy problem. Mieszkanie na skłocie nie jest łamaniem prawa, ale włamanie do cudzej własności jest. I to całkiem poważnym. Owszem, po siedmiu latach mieszkania w jakimś pustostanie możemy starać się o przyznanie nam prawa do jego własności. Trzeba tylko udowodnić, że opłacaliśmy rachunki i dbaliśmy o to miejsce. Jednak mieszkając na skłocie trzeba się liczyć z tym, że do naszych drzwi zapuka policja lub - co gorsza - właściciel.
Wszystko zależy od rodzaju mieszkania. Jeśli jest to tzw. council house należący do państwa, to przyjedzie policja, bardzo zresztą kulturalna i poprosi o opuszczenie lokalu. Jeśli jest to czyjaś prywatna własność, to możemy mieć poważne kłopoty. Dlatego warto sprawdzić oznaczenie na lokalu: tabliczka agenta nieruchomości oznacza własność prywatną.

Gorsze niż torebka

- Moich znajomych odwiedziło w środku nocy dwóch bardzo agresywnych panów: wyważyli drzwi, weszli do środka i grozili bronią. Koledzy wezwali policję i - o dziwo! - ta stanęła po stronie skłotersów - opowiada Marta.
Ale nie każdemu odpowiada ten sposób życia.
- Codziennie czuję taką presję, że robię coś niezgodnego z prawem - mówi Artur, który mieszka na jednym z londyńskich skłotów. Wcześniej, przez 18 lat, mieszkał z rodzicami w Zamościu. Potem poszedł na studia (historia na UMCS) i zamieszkał w akademiku. Tu przyzwyczaił się do braków w wyposażeniu, męczących czasami współlokatorów, tygodniowych imprez i śmiesznych kuchni. To mu więc na skłocioe nie przeszkadza. - Nie chcę łamać prawa - mówi jednak. - Nie kradnę ludziom torebek, a to przecież dużo poważniejsza sprawa. To czyjś dom - podkreśla Artur, od dwóch miesięcy pracownik dużego hipermarketu. Dodaje, że jak tylko stanie na nogi, natychmiast poszuka normalnego lokum.

Walka z kapitalizmem

Może być trudno. Skłotersi często nie płacą żadnych podatków. Nie obchodzi ich podatek od nieruchomości, ani wywóz śmieci. To duża oszczędność i niektórzy bardzo się do niej przyzwyczajają. I kombinują. Doświadczony skłoters wie, że pierwszą rzeczą, jaką powinien zrobić, jest wywieszenie tabliczki z informacją o zajęciu lokalu, schowanie poczty, jaka przychodziła pod ten adres i wysłanie listu do samego siebie.
Są tacy, dla których skłot to walka z kapitalizmem, inni uważają to za dobrą rozrywkę, jeszcze inni szukają łatwego sposobu na życie.
- Wielu z nich to absolwenci bardzo dobrych uczelni, którym znudziło się normalne życie. Nie pracują, mieszkają na skłocie, a jedzenie biorą ze skipów, czyli śmietnisk z tyłu supermarketów, gdzie wyrzucane są np. całe zgrzewki jogurtów, bo jeden się zepsuł - opowiada Marta o angielskich skłotersach.
Jednak Phil z ASS (Advisory Service For Squatters), organizacji pomagającej skłotersom twierdzi, że czasy ideologii się skończyły. - Teraz liczy się tylko to, aby mieć dach nad głową - uważa Phil. - Wśród skłotersów zdarzają się młodzi aktywiści czy artyści, ale to prawdziwa rzadkość.

Marzenia

A Artur marzy już tylko o jednym: żeby mieszkać w spokoju.
A inni młodzi ludzie z Polski już czekają na jego miejsce.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Użytkownik niezarejestrowany
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (13 listopada 2016 o 13:33) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A gdzie w lublinie sa skloty juz niema.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!