sobota, 25 listopada 2017 r.

Magazyn

Półtorej godziny na spełnienie marzeń

  Edytuj ten wpis

Jan Szabała to postać niespotykana w dzisiejszych czasach. Ci, co nie znają się na piłce, mówią o nim wariat.

Ci, co znają się na niej średnio, mówią fanatyk. Ci, co kochają piłkę, mówią bohater. - Nasz syn ma typowe objawy futbolowej gorączki, którą zresztą rozumiemy i w pełni popieramy - mówią jego rodzice

Kilka miesięcy temu Jan Szabała dowiedział się ze strony internetowej Sky Sports o konkursie firmy Nike. Znany producent obuwia zaproponował kibicom zaprojektowanie butów dla sześciu gwiazd światowego futbolu: Cesca Fabregasa, Theo Walcotta, Williama Gallasa, Carlosa Teveza, Rio Ferdianda i Wayne'a Rooneya.

Do końca życia

- Moja praca nad tym modelem trwała około 1,5 godz. Na oficjalnej stronie Nike był program, który ułatwiał stworzenie butów dla Cesca. Ja znałem gust i charakter Hiszpana, więc wybrałem dla niego klasyczny model w czerwonym kolorze.

Rozważałem jeszcze barwy złoto-czerwone, które miały symbolizować jego ojczyznę, ale ostatecznie stwierdziłem, że kolory Arsenalu Londyn są najodpowiedniejsze - wspomina Szabała.

Za zwycięstwo w tej zabawie otrzyma kilka nagród. Jedną z nich jest wycieczka po Nike Town w Londynie. - Tam zobaczę, w jaki sposób odbywa się profesjonalne projektowanie i produkcja buta oraz będę miał okazję wymienić uwagi z prawdziwymi designerami. Oprócz tego dostałem 2 bilety do loży VIP na mecz z Manchesterem United, który odbędzie się 8 listopada. Po meczu spotkam się z Fabregasem, który zagra w butach zaprojektowanych przeze mnie i mi je wręczy - wylicza lublinianin. - Oczywiście, wcześniej złoży na nich swój podpis. Poza tym mam możliwość zaprojektowania obuwia dla siebie, a moje nazwisko będzie do końca życia widnieć przy modelu butów Fabregasa. To jest naprawę niesamowite uczucie.

Wszystko przez Arsenal

Szabała wyjechał do Anglii w 2006 roku i od razu zajął się studiami na University of Bedfordshire w Luton. Jego kierunek to... zarządzanie futbolem. - To chyba największa różnica między Polską, a Wielką Brytanią. Tam taki kierunek studiów to normalność - komentuje bohater. Oprócz studiów, Szabała zajmuje się również trenowaniem 3 drużyny uniwersyteckiej. Teraz kończy kurs na drugi poziom coachingu. Dzięki temu, po zakończeniu nauki, będzie mógł się zająć pracą z profesjonalnymi angielskimi teamami.

Jak doszło do jego wyjazdu do Anglii? - Zrobiłem to przez Arsenal - odpowiada z rozbrajającą szczerością. - Uczyłem się w II Liceum Ogólnokształcącym. Byłem urwisem i szalałem na punkcie piłki nożnej. Graliśmy w nią z kolegami wszędzie: na szkolnych korytarzach, podwórku czy zamkniętej sali gimnastycznej. Kilka razy rodzice musieli odwiedzić moją szkołę, bo narozrabiałem.

Oficjalne uznanie

W Polsce grał jedynie w B klasie, w Grafie Marina Zemborzyce. - Bardzo miło wspominam tamten okres. Mieliśmy świetną, zgraną ekipę, a trener Wojciech Chodonowski wspaniale nas poukładał.

Po maturze Szabała jednak bez trudu zdecydował się wyjechać na Wyspy, bo, jak sam twierdzi, tam można bez problemów studiować futbol i... poznać z bliska Arsenal. Na obczyźnie szybko zbudował sobie markę: wspólnie z kilkoma kolegami, założył fan klub Arsenalu Londyn. - Rok temu dostaliśmy potwierdzenie od Arsenalu, że uznają nas oficjalnie za jedyny fanklub w Polsce. Z tego co wiem, to Kanonierzy odmawiają uznania innych polskich fanklubów - opowiada dumnie. Szabała jest sekretarzem tej organizacji, do której należy około 80 osób.

Tanio nie jest

Co daje członkowstwo w klubie? - Przede wszystkim jest to o wiele łatwiejsza droga do dostania biletów. Arsenal to prężnie działająca firma, więc aby zdobyć bilet na jego mecz, trzeba posiadać tzw. membershipa (kartę członkostwa). Tylko jej posiadacze mogą dostać się na Emirates. A nie jest łatwo, bo na np. na spotkanie z Milanem chętnych było aż 180 tysięcy. Membership to wspaniała rzecz, bo pozwala na szybkie i łatwe identyfikowanie kibiców. Wprowadziła to już większość klubów Premiership - stwierdza Szabała.

Oprócz posiadania karty członkostwa trzeba wyłożyć całkiem sporą sumę na wejściówkę. - Średnio kosztuje ona od 30 do 100 funtów. Ale na wspomniany mecz z Milanem najtańsze bilety kosztowały 60 funtów. Karnet na cały sezon waha się w granicach mniej więcej od 900 do 1400 funtów - informuje.

Ile nas dzieli

Arsenal Londyn to jeden z najmniejszych angielskich zespołów w lidze. W jego składzie można spotkać m.in. reprezentantów Togo, Francji, Holandii, Hiszpanii czy Polski. - Polacy są bardzo szanowani w Arsenalu. Zarówno Łukasz Fabiański, jak i Wojtek Szczęsny to melodia przyszłości. Wobec Fabiańskiego oczekiwania w Arsenalu są jeszcze większe niż w Polsce. Każdy jest zadowolony z naszych bramkarzy. Ze znajomymi często jeździmy do Barnet, gdzie gra drużyna rezerw i dopingujemy Wojtka. Obaj są bardzo cenieni przez Red Action (grupa najzagorzalszych kibiców), a wśród nich mam znajomego, który na koszulce ma wypisane nazwiska Fabiański i Tomaszewski - opisuje Szabała.

Będąc dwa lata na Wyspach można łatwo wyrobić sobie pogląd na polski futbol i zauważyć, ile nas dzieli od Zachodu. - Różnica jest kolosalna. W Anglii piłka nożna to religia, a u nas rodzaj hobby. Tam jest to biznes, a większość klubów Premiership to prężnie działające firmy - komentuje lublinianin.

Chciałbym szukać

Na pytanie o swoje największe marzenie odpowiada jednoznacznie. - Chcę pracować w Arsenalu. Widzę siebie w roli przedstawiciela londyńczyków w kraju. Tak dzieje się we Francji, Hiszpanii i kilku innych państwach. Dzięki temu do Arsenalu trafiają za małe pieniądze zdolni piłkarze z różnych części świata. Ja mógłbym być właśnie takim specem od scoutingu w Polsce - kończy Szabała.
Na całym świecie jest ich 164. Pochodzą z różnych stron świata, różnią się wykształceniem, kolorem skóry, wzrostem i wagą. Łączy ich jedno - ARSENAL LONDYN.

Kamil Kozioł
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!